Najnowsze komentarze
Okularbebe2 do: 4:24
Dzieki Calmly. Jak linie papilarne...
calmly do: 4:24
Boys of summer był i jest elektryz...
Okularbebe2 do: XJR - motocykl nieudany
Tak jest! Widziałem! 2x xjr. Nie p...
Aż zerknąłem. Są dwa teksty. Tekst...
A nie byłem, a zerknę.
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

21.07.2021 23:02

Deszcz

 

Zatem zróbmy w końcu te zdjęcia. Po dwóch latach gadania, na pierwszy ogień idzie Smoku. Godzina wyrwana wszystkim w tym jednym celu. Gdy deszcz tłukł o otwarty kask i twarz, nie padło już żadne pytanie. Tak chciałem, żeby lało, nie inaczej. Deszcz też musiał być na tym zdjęciu.

 

W sumie ze Smokiem przez pół sezonu poprzedniego i połowę obecnego pokonaliśmy prawie pięć tysięcy kilometrów. Opony mimo, że wciąż mają jeszcze dużo bieżnika, na suchym już nie trzymają. Tył puszcza na trójce, a przód po zdecydowanym nacisku na klamkę jednym palcem robi "łuuuu - uu- uu- uuuuu"... Czyli obie są do wyrzucenia, więcej Continentala już nie będzie. Następne gumy to chyba produkty albo od Michelina, albo od Metzellera, z wysokiej półki. Powinny też na dłużej wystarczyć.

 

Ale na mokrym asfalcie trakcja oferowana przez Conti to wciąż bajka. Trzymają tak mocno, jakby wcale nie były tanie. Jakby wcale nie padało. Dodatkowe pierwiastki krzemu zawarte w ich strukturze kleją się do nawierzchni, tak jak obiecywali. Inni producenci też już to mają, więc żadna łaska.

 

Smoku nie protestuje, robi wszystko jak trzeba, nawet gwałtowne zwroty podczas zmiany kierunku i zawracania. Precyzyjne hamulce mimo, że zbyt stanowcze pozwalają znaleźć właściwy moment i siłę zadziałania, by się nie ślizgać.

 

Krzysiek wstrzelał się wreszcie w zdjęcia. Nawalił ich już prawie pół tysiąca, natrzaskał ich seriami w automacie, wszystko na szerokim planie, z daleka, bo nie korzystał ze zbyt długiej ogniskowej. Miał sprzęt fotograficzny w bagażniku, który w tamtej szczególnej sytuacji po prostu się zmarnował. Podregulował jedynie migawkę. I niestety nie zgodził się na prośbę o zdjęcia na zakręcie. Pojechaliśmy dalej, na inną miejscówkę.

 

  • Chcę mieć każdą kroplę wody na motocyklu – rzuciłem spontanicznie.

     

Spontanicznie, bo podobno bywałem niechlujem w firmie, w której nawet kiedyś razem pracowaliśmy, a w której on do dziś pozostał. Ale wtedy nie warto było postępować inaczej, precyzyjniej, bo wszystko poszło w niwecz. Gdy trzeba, w sekundę można zepsuć komuś dzień podnosząc wymagania do poziomu prawie nie do spełnienia.

 

  • A nieee, aż tak to nie będzie.

  • To szkoda – mruknąłem sam do siebie.

 

Było inaczej niż na MotoGP. Ustawiałem się wtedy za płotem i przez oczka siatki mierzyłem zbyt ciemną dwusetką w cisnącego prawie dwieście w tamtym miejscu na prostej lub na zakrętach Valentino. Zamknąłem przysłonę całkowicie, zmierzyłem ostrość na asfalcie w miejscu, gdzie tego potrzebowałem, po czym wyłączyłem automat migawki i ostrości, by zrobić kilka strzałów ze zbyt wolnego aparatu. W efekcie uzyskałem rozmyte tło oraz ostre jak żyleta, mrugające diody aktywności airbagu na ramieniu Rossiego. Na tylko kilkudziesięciu ujęciach, bo na więcej szkoda baterii, pamięci i czasu.

 

Dopiero teraz Krzysiek strzelając seriami na oślep w Smoka uświadomił mi, jak dobrą robotę wtedy w Brnie odwalałem. Kadrowałem motocykl kategorii MotoGP i nic poza nim więcej, blisko. Za pomocą Sony Alfa znalazłem się bliżej mistrza, widziałem w celowniku ten moment, gdy stopą przepina bieg. Ten obraz przenikał do kości. Dlatego wolniejsi Masaje na torze, w moim obiektywie wypadli jeszcze lepiej. Nie było komu o tym opowiedzieć. Wszyscy fotografowie i tak wiedzą lepiej, są jak motocykliści.

 

Krzyśkowi nie sposób zwrócić uwagi. Może sam do tego dojdzie.

 

Wskazałem inne miejsce, ale widziałem tam mrok lasu, który przeszkadzał w tle. Dostrzegałem jednak szansę w szczerbince powstałej pośród drzew, w miejscu leśnego skrzyżowania, za którym ustawił się do strzału. To tamtędy przez ołowiane chmury i zacinający deszcz na drogę, na jej zaledwie dwudziestometrowy fragment, padała odrobina mrocznego światła od strony południowego zachodu. Od strony, gdzie w słoneczny dzień o tamtej porze padałby na asfalt blask słońca, „wypalając” czarne dziury w ujęciach. Wywołując zbyt duży, niekorzystny kontrast światłocienia na obrazkach.

 

Ale teraz warstwa wody na mokrym Smoku wspaniale współgrała z tą odrobiną dziennego światła, jaką dysponowaliśmy. Motocykl opalizował detalami, widocznymi z daleka, a nawet w szerokim kadrze. Osnutymi mgiełką wirującej spod kół wody...

 

Ponadto skrzyżowanie było wyeksponowane dzięki ledwo zauważalnemu wzniesieniu w tym miejscu. Gdyby właśnie tam zrobić zwrot Smokiem tak nagle i z prawa na lewo, motocykl wystawi do kadru czarne rury kolektora wydechowego, jaki mają tylko wielocylindrowce w rzędzie. A potem jeszcze żebrowany front i profil bloku silnika wraz z pancerną przekładnią z tyłu. Wszystko to na sekundę znajdzie się na podjeździe na wzniesienie i na wysokości obiektywu Krzysztofa, wywołując efekt żabiej perspektywy. Chyba nie ma lepszego kąta patrzenia na proporcje i wielkość motocykla takiego jak XJR1300. Jeśli tylko Krzysztof nie odpuści nacisku na spust migawki to światło, aparat, woda i charakter motocykla zrobi resztę.

 

I tak było. W galerii można sprawdzić efekt, jaki uzyskaliśmy.

 

****************************************

 

Potem Byku. Dla odmiany w upale nie do zniesienia. Ciężka praca, wiele problemów po drodze do właściwego obrazu. Odnalezienie właściwej przestrzeni, światła i rytmu jazdy zajęło całe popołudnie. Nie dało się zawracać naraz. W końcu znaleźliśmy właściwe ustawienia. Potrzebowaliśmy po prostu więcej miejsca, teleobiektywu wyjętego z bagażnika, dwustu na godzinę i wreszcie zaangażowanej sylwetki za kierownicą. Tył puścił na wyjściu z zakrętu, na trzecim biegu, widać to na zdjęciu. Podobno tego typu motocykle tak mają. Potrzebują twojej maksymalnej uwagi, wiedzy i odwagi. Bo nie są przerysowane, ale ich możliwości mają skłonność do przesady.

 

  • To będzie trudne znaleźć inny motor i innego gościa, który będzie wiedział jak pojechać do zdjęcia przed obiektywem. Widać, że dobrze wiesz o co chodzi – podsumował Krzysztof.

 

Bo niestety odmówiłem mu zdjęć i z rolki, i statycznych, i kolejnych w panningu. Ani Bykowi, ani Smokowi na tym nigdy nie zależało. Pęd jest ważniejszy. Nieuchwytny. A jazda wkoło może znudzić, gdy motocykl chce wyrwać Cię do przodu.

Komentarze : 0
<ten wpis nie był jeszcze komentowany>
  • Dodaj komentarz