Najnowsze komentarze
To prawda, konie przetrwają w każd...
ptwr2 do: Na drodze 445
A ja myślę, że nawet gdy już bezdu...
Kobiece kształty przyciągają uwage...
ptwr2 do: Na hamowaniu
Na moje własne wpisy trzeba poczek...
Ptwr2 dlaczego nie napisałeś tego ...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

18.07.2017 00:21

Bez szyby

Dwa silne reflektory zamajaczyły jeden za drugim za mną w oddali. Utrzymując prędkość na poziomie 160 na godzinę przez jakąś chwilę byłem dla nich szybszym od samochodów ruchomym obiektem na zatłoczonej autostradzie. Ale i tak mnie dogonili. Dwa komfortowe GS-y z kobietami na tylnym siedzeniu. Przy tej prędkości ich boksery na pewno wibrowały mechanicznymi drganiami. I to bardzo. Nie to, co Bronek o dość gładkiej ogładzie w całej tej kategorii. Ale za to na ich pokładach nie wiało tak, jak u mnie, panował tam niczym niezmącony spokój. Dlatego musieli tak zasuwać. Po to, żeby coś się wreszcie zadziało i żeby pokonać stagnację. I nudę. Albo zastąpić brak tego, co mają w sobie tylko te odkryte motocykle, bez szyby. Bo te bez szyby nie tylko ładniej wychodzą na zdjęciach, gdy plastik nie zasłania nawet kawałka krajobrazu w tle. Mieli polskie tablice rejestracyjne. Pozdrowili mnie uprzejmie i zwiększyli prędkość, by szybko odejść. Z obawy o mocowanie kufra, nieprzetestowane jeszcze w pełni, nie mogłem do nich dołączyć.

Na granicy zatrzymałem zziajany, gorący motocykl przy dystrybutorze, tak jak wielu innych motocyklistów w tamtym miejscu. I wielu innych Polaków, wśród których byli także spotkani wcześniej faceci z kobietami na GS. Dla dużego stada, jakie wszyscy oni na raz utworzyli byłem niewidzialny, nieistotny. I takim też wolałbym pozostać. Trzymając się na dystans spowolniłem swoje ruchy, aby skoro już ich dogoniłem, nie blokowali mnie w czasie i przestrzeni zbyt długo. Ani przy dystrybutorze, ani w kolejce do kasy, ani przy jedynym stoliku z krzesłami, ustawionym w cieniu, na zewnątrz budynku. Wszystko tam oblegali nasi. Głośny, podniecony tłum. I widać było, że bogaty i szybki. Gdy wreszcie odjechali podprowadziłem ciężki, zatankowany motocykl bliżej samotnego stolika za rogiem. Mogłem uporządkować komunikację z domem, a także samego siebie i sprzęt po wielogodzinnej jeździe. Było już po czwartej po południu. Przede mną pozostał zarys trzeciej, ostatniej części drogi. Ze względu na upał, niewielkie korki i powoli powstające uczucie zmęczenia – również tej najtrudniejszej.

Wyprzedzane samochody na jednojezdniowej drodze rozstępowały się jak morze. Czułem, że chwilę wcześniej rozpędziło je spotkane na stacji paliw stado motocykli. Niespokojne, głośne i szybkie. Pędzące agresywnie w stronę Polski. Było mi o wiele łatwiej dzięki temu, że zasiali niepokój. Nie musiałem niczego wymuszać. Wykorzystałem przewagę taranującego i poprzedzającego stada, podążając po jego śladach.

************************************    

Koło Ołomuńca jest seria wymarzonych, ale ślepych zakrętów. Jadąc w kierunku domu, droga w tamtym miejscu prowadzi cały czas pod górę, jest szeroka i równa. Dzięki temu motocykl słuchał i nie szarpał. Z naprzeciwka, przy osi drogi leciał z góry szybki i głośny, znów na CBR. Od razu widać było, że wariat. Wyminęliśmy się na środku jednego z zakrętów, blisko siebie. Ja w ułożeniu do prawego, tamten, ze swojej strony pochylony maksymalnie do lewego. Tamten z dużą prędkością. I z lewą nogą wystawioną maksymalnie do przodu, wyprostowaną w kolanie. Dzięki temu mogłem zobaczyć jego motocykl w głębokim pochyleniu oraz - w niewielkiej przestrzeni pomiędzy owiewką, a asfaltem, także… jego kolorową podeszwę motocyklowego buta. Nie od razu dotarło do mnie to, co zobaczyłem. Gość wychylił motocykl możliwie nisko. Potrzebował do tego bardzo dużej prędkości, a mimo to trzymał nogę do przodu w powietrzu w taki sposób, jakby pokonywał wiraż na luźnym podłożu, jadąc na motocrossie. Z piętą na wysokości swojego kierunkowskazu. Ciekawa pozycja na sportowym motocyklu na zwykłym asfalcie w takim położeniu. Wbrew zasadom, chociaż w punkcie największej harmonii.

Gdy zważając na biały pas rozdzielający jezdnię przyłożyłem się do wyprzedzania po wewnętrznej jakiegoś samochodu, usłyszałem nagle jego silnik tuż za sobą po lewej. Rzutem na taśmę musiał zawrócić tuż po wyminięciu ze mną, choć do końca zakrętów na samym dole jego zjazdu dzieliła go jeszcze połowa drogi. Dogonił mnie i wyprzedził samochód wraz ze mną po chwili, ale na jeden raz, ukazując czeską blachę i wjeżdżając bez pardonu na białe linie, leżąc na jezdni. Utrzymał przyczepność tak, jakby nigdy nic i uciekł przycierając łokciem o asfalt na każdym z kolejnych, trudnych zakrętów. Jego silnik nie wył, nie piłował, pracował elastycznie, niemal od niechcenia, bardzo płynnie i spokojnie, otwierał i zamykał do połowy, równo. Moi też nie daliby tutaj rady za nim. Ja nawet nie próbowałem. Czekał na mnie na górze, pozdrowił wyraźnie.

VF1000 to relikt z przeszłości. Ciężki kloc na cienkim kole, chyba tylko 140 mm szerokości. Wyprzedziłem go niedaleko Bruntalu, jeszcze w terenie zabudowanym i wraz z samochodami, za którymi karnie podążał jak cień i zbyt długo. Na chwilę zamajaczył za mną w oddali słabym, żółtym światłem reflektora z innej epoki i rozpłynął się w przeszłości. Prawie sto dwadzieścia koni z widlastej czwórki. Pewnie już bez odpowiedniego napięcia w alternatorze, synchronizacji w gaźnikach i zbudowanej mocy. Skąpany w wyciekach płynów, krwawiący, nierównomiernie przegrzany i zdezintegrowany jak wiele motocyklowych „fałek”, zużytych po zbyt wielu latach.

Ale dopadł mnie na zakręcie. Usiadł na ogonie i usłyszałem, że otwierał wcześniej, agresywnie. Raz był po lewej, raz po prawej. Mignąłem do niego „awaryjkami” jakby w zbędnej próbie wymiany uprzejmości i pomyślałem:

„- Chyba nie mam siły po prawie tysiącu w siodle, a ty coś jeszcze ode mnie chcesz? No, ale chodź zobaczymy!”

Gdy trzymałem Bronka na średniej trójce, do dyspozycji miałem odpowiednie kopnięcie od jakichś czterech tysięcy. Tuż za progiem dla maksymalnego momentu obrotowego. Bo z tej pozycji mogę przejść o bieg lub dwa, w górę lub w dół, natychmiast. To stwarza pewne możliwości. Tym razem również starałem się nie przeginać w żadną stronę, uwzględniając stopień rozkojarzenia zmęczeniem i zbyt dużym entuzjazmem, wynikającym z wciąż udanej w każdym calu, pokonanej dotychczas trasy. A także pamiętałem o przeładowaniu tylnej partii przez odsunięty zbyt daleko w tył poza oś koła, kufer z bambetlami. Czeski VF na swojej drodze wkrótce nie dał rady, zgubiłem go. Liczne zakręty pozwalały na większą prędkość w nich i pomiędzy nimi, a jeśli przyciąć na skróty łuk lub dwa, rezygnując przy tym z hamowania i nie szarpiąc motocyklem, wychodząc mocno, można strzepnąć jak kurz z najbliższego otoczenia obecność prowokującego intruza. Do czasu.

W lesie był znów na moich plecach. Małe prędkości dominowały. Ugiąłem łokcie, pochyliłem tułów. Zdradziłem się przed VF swoją pozycją za kierownicą, że zabieram się do pracy motocyklem na pokonywanych zakrętach, trudno. Żeby jechać szybciej, nie umiem inaczej. To jeden z elementów, gdy przód słucha mnie trochę bardziej.

Lewo i szybciej, hamowanie późno, prawo i szybciej, lewo po skosie, wyjście z dwójki do czwórki. Za dużo, hamowanie wcześniej, przerzut motocyklem z lewa w prawo… VF był. Wciąż za mną. Bliżej lub trochę dalej, uparcie.

Za jednym z zakrętów wpadliśmy niemal do bagażnika jadącej w tym samym kierunku policyjnej skody. VF na ten widok wyhamował do zera, zawrócił w panice i uciekł z powrotem. Przystałem na reguły radiowozu dopasowując prędkość do niego. Z poczuciem ulgi. Pomyślałem, że jadąc na GSXR1000 z piętnastego roku, a nie jak wtedy na źle załadowanym Bronku, znów najadłbym się wstydu przed starą hondą, bo ledwo się obroniłem.   

******************************************************* ****

Wspomniany młody w majtkach to CBR929 z grajdoła, pseudonim Żaba. Trzymał szyk. Nie wyprzedzał. Obserwował mnie i moją linię jazdy. Potrójnie przekroczyliśmy prędkość pod komisariatem policji, mógłby mnie połknąć i odjechać ku zachodzącemu słońcu na jednym kole, furcząc podkoszulkiem nad gołymi nerkami, ale nie zrobił tego. Wysłałem mu telepatyczny komunikat:

„- Jestem stary i powolny, odpuść!”

Nie odpowiedział, tylko wyrównał do mnie przy wjeździe na obwodnicę. Po tym jak wcześniej Broniu na wyjściach przed Żabą gubił trakcję do trzeciego biegu tak samo jak K1300R przede mną, po tym jak podnieśliśmy tumany kurzu przy krawężnikach i po tym jak rozłupaliśmy na pół wieczorną ciszę w mieście nie wiedziałem, czy mam pojechać w lewo za ciężarówkami, czy po prostu w prawo tam, gdzie ich nie było. Zapytany o taką bzdurę, wzruszył tylko ramionami, że jest mu to obojętne. Dałem więc w prawo i poszliśmy dalej, zagłuszając grzmotem otwarcia rozmowy na pobliskiej stacji paliw i pochylając głowy nad zbiornikami pod naporem czystego, ciężkiego i gęstego powietrza. Przeskoczyliśmy wiadukt bez zamknięcia dlatego, że jesteśmy zobowiązani do tego, by tam nie zwalniać jak inni, bo to nasz teren. Inni prawie zawsze zamykają, bo wzniesienie wiaduktu unosi nieco motocykl przed łukiem w prawo, którego wcześniej nie widać, a który powyżej 180 staje się niepewny dla pędzących przez wiadukt motocykli. Trzeba się pochylić jeszcze zanim zakręt się ukaże w polu widzenia. To i łatwe, i trudne zarazem, wymaga wyłączenia myślenia. Nie musiałem wchodzić na szóstkę, żeby było w miarę dobrze. Wyrównał po tym, gdy wiatr już ucichł i zwolniliśmy.

- Spadam do domu, bo nie zabrałem papierów, zanim nas zgarną.

- Dobra, ja też ich nie mam, nara!

No pewnie, bo niby gdzie schować dokumenty, będąc ubranym jedynie w koszulkę i trampki. Postawił CBR na koło i odjechał nawijając obok komisariatu jeszcze więcej niż przedtem, wzbijając tumany kurzu spod krawężników. Gdzie ci młodzi się tego nauczyli? I kiedy? Może dzięki temu, że nie jeździli na simsonach, nie utknęli w miejscu przez lata?

- Słyszałam cię na obwodnicy – powie kobieta, która powinna już spać – Ale nie jechałeś sam?

Od wtedy na drodze Żaba pozdrawia mnie z daleka. Czyste szaleństwo.

***********************************************< /p>

- Ty nie możesz wystawiać „syry” tak, żeby aż trzeć nią o asfalt – powiedział GSXR750 podczas przerwy w jatce po tym, jak zobaczył z bliska mój kontakt z jezdnią i potem zamknięte ogumienie tylne Bronka – Musisz chować stopę po wewnętrznej, bo tak nauczyli nas na torze i tak się robi.

- Ale dlaczego? Przecież mam slidery na butach i tylko je wycieram, dlatego nic im nie będzie – odpowiedziałem.

- Stopy od wewnętrznej masz trzymać wysoko, bo tak nam mówili na szkoleniu z Duszanem!

GSXR750 z K1300R uzupełniają się i naprawdę trudno za nimi nadążyć. Według nich wystarczyłoby, że na zakrętach schowałbym „syry” i byłoby znacznie lepiej. Dużo tego do ogarnięcia. Wystarczy jednak trochę zwolnić w czasie, gdy GSXR750 nalega na wjazd na tor. I odmówić. Film z przejażdżki na drodze podoba im się tak sobie. To, co na nim jest, to jedyne momenty, które nadają się do publikacji. Gdy proszę, aby zwolnili, bo mi obraz skacze, patrzą się na mnie z politowaniem. Jest ciśnienie. I dobra zabawa.

- Obejrzałem film i ty nie możesz tak jeździć – odezwał się w końcu K1300R – Przecież widać tam po twoim obrotomierzu, że masz jeszcze mnóstwo mocy! Tam, gdzie mógłbyś spokojnie nas dochodzić, nie dajesz gazu.

- To, jak jadę jest wypadkową wielu elementów. To, co widzisz, jako jazdę „na pół gwizdka” jest zapieprzaniem na miarę moich możliwości. Z uwzględnieniem tego, że jeśli pojadę szybciej, będę musiał hamować mocniej i łupać po dziurach w jezdni jeszcze bardziej. Lubię mój motocykl i nie chcę, aby dostawał ode mnie baty tylko dlatego, że odkręcacie na prostych na o wiele mocniejszych motocyklach. Przecież, jeśli chcę i tak was dogonię, albo i tak w końcu zwolnicie.

- No tak.

- Poza tym – uzupełniłem – Nagrałem już wszystko to, co chciałem z waszej zajawki.

****************************************************

Z800 z piętnastego roku od dawna chciał bardzo wspólnej przejażdżki. Odmawiałem dopóty, dopóki przyparty do muru nie uległem własnym wyrzutom sumienia, że kolega prosi, a ja znowu taki jakiś nieugięty.

Pojechaliśmy. Nie wytrzymał i poszedł przodem. Przez podwójną linię ciągłą wyprzedzając w chwili, gdy wiedzieliśmy, że za moment i tak skręcamy. Potem próbował postawić na koło - i przednie i tylne. Tłumaczył, że to asfalt jest tam do dupy. Mój skaner wewnętrzny wiedział już, że choć to motocyklowy zawodnik od dziecka, to jakoś tak chyba się napina. Niepotrzebnie.

Zaproponowałem zamianę. Zgodził się. Z800 jest mały i zwarty, ale nie ma mocy, a jedynie wycie do księżyca. Podobne wrażenie miałem na Z1000 z 2005tego. Za to rewelacyjne hamulce i stanowcze prowadzenie w zakrętach, tak jak Z1000. I zabawną kontrolkę trybu ECO, jeśli grasz fair za sterami, jak w renault kangoo. Do tego stylizacja rzucająca na kolana. Pięknie. Gdy otwierałem gaz w środku zakrętu motocykl milczał, nie odpowiadał. Wtrysk paliwa czekał z podaniem zasilania tak długo, że z początku otwierałem jeszcze bardziej. A wtedy szarpał motocyklem. Nawet nie brutalnie, raczej chaotycznie, beznamiętnie. Powiedziałem o tym właścicielowi, który nie nadążał za mną na moim GSF. Ten również miał kilka uwag, co do Bronka w odwecie:

- Kurwa, boję się tego motoru! Boję się na nim wejść w zakręt. Tył się ślizga, co za gówniane opony, przód za miękki i ucieka na nierównościach. Do tego masz półki krzywe!

- Coo? Dawaj mi go!

Z800 próbował mi uciec na całym odcinku. Byłem jego cieniem po to, żeby zobaczył, że gdy Broniu jest pode mną, wcale nie jest tak źle. Nawet nie wpadłbym na to, co właśnie powiedział. I w zakrętach i na prostych. Przymknąłem na nierównościach, zaraz potem wypadliśmy na gładką jezdnię. Wyprzedziłem go podczas sprintu do limitu. Widziałem jak 125 koni na „akrapie” puchnie od 180 tak, jak zwyczajna sześćsetka. Żeby mieć większą satysfakcję, gdy on ścinał zakręty, wyprzedziłem go po zewnętrznej. Bez wysiłku. Smakowało.

- Chyba wiatr przepiął mi bieg, że zabrakło mi prędkości – tłumaczył się. Wiedziałem już, że mógł wrzucić nawet górną "ósemkę", bo i tak miałem jeszcze duży zapas do obrony. Przypomniałem sobie, jak K1300R wyszeptał, że chyba mam coś „dłubnięte”, bo jak na 98 koni, za mocno idzie.

Nazajutrz poprawiłem półki, może rzeczywiście minimalnie się "rozjechały" za poprzedniego właściciela. Dociągnąłem też należycie wszystkie śruby. Więc to była cenna uwaga ze strony Z800. Nie ruszałem w ogóle napięcia widelca – jest najlepszym, jaki miałem. Podobnie jak opony. Podobnie jak cały motocykl. Po południu dla równowagi wziąłem jednak XT na polną drogę, gdy wszyscy pojechali ćwiczyć na zakrętach.  

I film z K1300R i GSXR750:

https://www.youtube.com/watch?v=8JFl_kk7Ccs< /p>

 

Komentarze : 9
2017-07-30 14:28:35 ptwr2

Jeden ząbek mniej oznacza większą prędkość maksymalną i gorsze przyspieszenie. Różnica rzędu 2,3 - 2,4 %.

W międzyczasie przyjrzałem się ostatniemu nagraniu. Wydaje się, że na danym biegu i obrotach masz prędkość praktycznie identyczną z obliczoną na podstawie przełożeń. Czyli to nie skrzynia, a coś z silnikiem albo po prostu tak jak mówisz: to wyjątkowo skuteczny motocykl. Do tego przez większość czasu trzymasz go w najkorzystniejszym przedziale obrotów.

2017-07-29 12:00:11 okularbebe

Policzylem właśnie - z tyłu 42 ząbki. Z przodu nie wiem.Trzeba zrzucić dekiel żeby zobaczyć. Czyli chyba jest szybciej niż na standardzie

2017-07-26 15:02:16 ptwr2

18 i 43. Obejrzyj obie, bo zdawczą też niektórzy zmieniają.

2017-07-26 09:04:09 okularbebe

ptwr2, tak jest, jak tylko nadarzy się taka okazja zhamujemy, posprawdzamy. power commandera chyba nie da się ukryć, więc chyba to nie to. Wspominałeś kiedyś, że ile tylna zębatka powinna mieć ząbków u mnie - 42?

Sprawdzę to, ale myślę, że ten motocykl jest po prostu dość skuteczny.

2017-07-25 11:42:31 ptwr2

Okularbebe, myślałeś żeby zabrać Bronka na hamownię? Jeszcze raz siadłem nad danymi w Excelu, poszukałem weryfikacji na YT i wydaje mi się, że na fabrycznych ustawieniach powinieneś mieć większą przepaść w stosunku do BMW, zaś Z800 powinien polec, ale nie aż tak bardzo jak ten opisany.

Montaż przelotu bez zmiany sterowania paliwem faktycznie więcej szkodzi, niż pomaga. Tak samo jest ze sportowymi filtrami, same z siebie nic nie dodadzą, a mogą odjąć i przyczynić się do przyspieszonego zużycia silnika. Tylko, że Ty też masz u siebie dwururkę :) Sprawdzałeś, czy to jedyna modyfikacja, czy nie ma gdzieś jakiegoś power commandera?

2017-07-20 22:52:46 okularbebe

Temat opon to temat rzeka. Myślę, że Z800 miał trochę racji z perspektywy przesiadki z nowych gum w swoim motocyklu na moje które mają już prawie 5000 km. Ale przyzwyczaiłem się, innych nie chcę.

Co do mocy w kawie myślę, że montaż przelotowych tłumików bez przesterowania zasilania powoduje czasem wypuszczenie w niwecz resztki koni mechanicznych szczególnie wtedy, gdy są potrzebne. I szczególnie w mniejszych silnikach.

W tej sytuacji były potrzebne bo na najwyższy bieg i pełne otwarcie przypadł zakręt pod górę i nie pomogło nawet jego całkowite ścięcie przy lewym poboczu.

tak, trzeba niestety być pojebany;-)

2017-07-20 21:38:50 moto_sran

trzeba być pojebany!

2017-07-19 19:13:51 jazda na kuli

...nie ma mocy, jedynie wycie do księżyca. :)

Bardzo dobre!

2017-07-19 13:38:03 ptwr2

Temat opon też możesz przemyśleć. Nie wierzyłem, że to robi aż taką różnicę, dopóki nie przejechałem się tym samym modelem na kompletach gum od dwóch różnych producentów. Do tego dochodzą osobiste preferencje kierowcy odnośnie wyczucia opon. Jedni wolą lekki ślizg po powierzchni drogi, inni skalpel tnący asfalt.

  • Dodaj komentarz