Najnowsze komentarze
Kibic czytelnik do: Pudło
Witam, moze zainteresuje Cię to - ...
Też byłem rok temu w Dusseldorfie ...
Dzięki, możemy nazwać wszystko po ...
Barszczyk ... do: Apollo Road
Widzę że kolega po moich okolicach...
Świetny tekst. Doskonale ujęte. T...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

13.06.2022 21:44

Blaszany bębenek

Słońce prażyło, obłoki chmur leniwie sunęły po błękitnym widnokręgu, a czerwcowa niedziela przed południem pachniała kwiatami. Promieniujący gorącem, zziajany powolną jazdą przez wiele długich kilometrów Smoku XJR1300 wreszcie zatrzymał się przed znakiem zatrzymania STOP, tuż przed kolejowym przejazdem na górce. Pociąg nadciągał od strony wiaduktu. Zatrąbił ostrzegawczo i przeciągle.

 

Smoku postawił przednie koło przed białą, ciągłą linią w poprzek, wskazującą miejsce zatrzymania, na podjeździe, dzięki któremu po odbiciu i ponad torami przed laty przelatywały DT80 i V-max1200. Obejrzałem się za siebie, a czerwona Vespa łypiąc świecącym reflektorem powoli zbliżała się do Smoka, przy okazji wyprzedzając rowerzystkę. Kobieta na skuterze machnęła odpychająco na znak, żeby Smoku ruszył się i ustąpił jej miejsca. Była zdeterminowana do tego, aby nie zatrzymywać się wcale i złamać podstawową zasadę, przemykając tuż przed pędzącym pociągiem. Bo nie lubi ruszać pod górkę.

 

Zwykle w bryce ma autohold do ruszania w tamtym miejscu, a w Vespie jedynie odśrodkowe sprzęgło ze zwłoką zadziałania. Byłem tylko trochę zaniepokojony. Mogła przecież wjechać w Smoka i wepchnąć go z impetem pod lokomotywę. Własna kobieta, czyli ta najbardziej bezwzględna. Na Vespie jeszcze bardziej niebezpieczna.

 

Zatrzymała się ledwo ledwo, dość blisko tylnego koła Smoka. Zaaferowana, bo zmuszona do startu pod górę. Na przytrzymanym hamulcu.

 

Pociąg przejechał. Przeżyliśmy. W tym czasie rowerzystka też dojechała do przejazdu:

 

  • Niech pani jedzie – powiedziała rowerzystka do kobiety na skuterze.

  • Nie. Niech pani jedzie – odpowiedziała kobieta.

  • Ależ proszę.

  • Ależ proszę!

     

Nie mogłem tego dłużej słuchać, puściłem Smokowi klamkę, a czwóra w rzędzie zamruczała. Widziałem ten start w lusterku, ledwo się udało, ale co raz lepiej to idzie. Odepchnięcie nóżką tylko dwa razy. Ciąg silniczka 125 ccm osiągnięty, wciąż jedziemy dalej. Pokonaliśmy pociąg. Ustąpiliśmy mu drogi.

 

Dogadują się z Vespą, wtrysk paliwa pomaga, silniczek nie jest narowisty. Skuter dziecinnie łatwo się prowadzi. Mimo to, zdradziłem ją. Zdradziłem kobietę z tą Vespą. Bo przycisnąłem ją do limitu, gdy kobieta nie patrzyła. I do tej pory nic o tym nie wie.

 

******************************************

 

Od strony Ziębic droga jest pofałdowana i zniszczona od zawsze. Dopóki unia polewała kasę bez umiaru na zalepianie dziur w asfalcie, jako tako tam było. Dziś wprawdzie unia poleje strumienie euro też, ale tylko w zamian za praworządność, więc rosnącej liczby dziur nikt już nie policzy. W dodatku wyrwy są coraz głębsze. Nie dla małego kółka. Nie dla rozpędzonej Vespy.

 

Mimo to, spróbujemy.

 

Jej czerwony kolor intryguje młodych kierowców w czarnych BMW, gładko ogolonych i podróżujących z młodymi kobietami. Ustępują pierwszeństwa z daleka, nawet jeśli mogliby wystartować przed Vespą dziesięć razy. Bo ta nie jest Smokiem, powoli leci z daleka. A oni myślą, że to czerwony ścigacz, że będzie szybko i głośno. Że usiądą mu na dupie naciskając. Bo wyprzedzą każdy motocykl, gdy zechcą. Jadąc bokiem w międzyczasie.

 

Dopiero przejeżdżając z bliska, przed maską stojącego od dawna BMW widać u kierowcy twarz gasnącego entuzjazmu, zamieniającego się w rządzę zemsty. Na sam widok kibla bez spłuczki. Na malutkich kółkach, ze zniewieściałym, gładkim facetem w okularach bez brody i bez koszyczka z kwiatami. W rządzę udowodnienia, że ustąpienie pierwszeństwa komuś takiemu było zwykłą stratą czasu. Że nie warto. Wiadomo, jak to może wyglądać z ich perspektywy. Wiadomo, że nigdy nie odpuszczą. Nie w BMW.

 

Lewy, ślepy zakręt szybko zrobiony, ale dla niepoznaki bez rozwijania nadmiernej prędkości. Po to, żeby podrywające się do pościgu BMW było przekonane, że ma czas, że zdąży dojechać czerwonego kapturka zaraz za zakrętem jeszcze dziesięć razy. Że niby się z tym nie spieszy. Że to tylko taka gra.

 

Za zakrętem gaz otwarty do końca, GTS125 sięga po setkę dość lekko, ale na tym się kończy, ta wartość i tak już większa nie będzie. Nie szkodzi, gładko ogolony musiałby sięgnąć po jakieś 130, żeby dogonić, wyprzedzić i odjechać w siną dal dynamicznie. Udowodnić męstwo przed swą pasażerką i facetem bez brody, uśmiechniętego bez powodu w otwartym kasku.

 

Ale on w BMW wie, że to bez sensu: wyrwy, koleiny. A na nich podskakujące z łoskotem koła, postukujące silentbloki, łomocące nadkola, plus przeciąg w kabinie...

 

Dlatego drogowy zawijas, wspominana tu na blogu „eska” w miejscu nieistniejącego już innego przejazdu kolejowego jest jedyną szansą, żeby sprawić, że BMW zatelepie jeszcze bardziej, że ogolony szarpnie kierownicą, zarzuci pasażerką bez uprzedzenia w kierunku od konsoli środkowej, aż do podłokietnika jej drzwi. I z powrotem.

 

Bo w tamtym miejscu podczas rozwijania zbyt dużej prędkości potrzebna jest OPTYMALNA LINIA JAZDY.

 

A dla Vespy oznacza to uchylenie raz lewego, a raz prawego kolana o PIĘĆ centymetrów nie więcej i natychmiast potem odwrotnie – prawego do lewego. Plus nacisk lewym lub prawym na zmianę palcem stopy na podłogę, by blaszany bębenek tej śmiesznej konstrukcji przeciął fałdy, koleiny, dziury i łaty jak skalpel. Bez żadnej poprawki. Bardziej niż ostro. Bardziej niż brzytwa. Na malutkim kółku, przy stu. Bez zwalniania. I nie ma mowy o przeciwskręcie. To byłoby zbyt niebezpieczne. Blaszane poszycie może wskrzesić snopy iskier na asfalcie w odpowiedzi na nacisk aż tak dużej siły.  

 

I wtedy, tuż po wyjściu na prostą BMW nabierze powietrza w swoje wloty. Naciśnie pedał gazu do deski, przejdzie blisko i nie od razu obok czerwonego kapturka. Sięgnie po jakieś 150.

 

A w tamtym miejscu czekały, a jakże: wyrwy, koleiny.

 

A na nich podskakujące z łoskotem koła, postukujące silentbloki, łomocące nadkola, plus przeciąg w kabinie...

 

Wszystko po to, by od razu przed Vespą nadepnąć na hamulec z premedytacją i zatrzymać BMW w miejscu, przed skrzyżowaniem, przed skrętem w prawo, pod znakiem STOP.

 

By przepuścić autobus nadciągający z lewej, drogą z pierwszeństwem przejazdu od zawsze. Od Wrocławia.

 

A to wszystko: parujące wrzeniem klocków i silnika BMW, znak STOP, drogę z pierwszeństwem oraz autobusem i tak przetnie na pół czerwona jak Ferrari Vespa. Bez zwalniania.

 

Na pełnej kurwie.

Komentarze : 0
<ten wpis nie był jeszcze komentowany>
  • Dodaj komentarz