Najnowsze komentarze
Słoneczny, piękny, suchy dzień i c...
Siema, nadmieniam tylko, że się ud...
Tak jest. Byle do wiosny. Jazd...
Okularbebe - wyjąć aku i psiknąć ł...
Okularebe, dziękuję za miłe słowo....
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

24.11.2018 22:36

Listopad włazi do miast

Na skrzyżowaniu w tamtym miejscu, gdzie przejeżdżam czasami, szybko rozglądam się na boki sprawdzając, czy przejazd jest wolny, potem skręcam w lewo i natychmiast odjeżdżam. Dość dynamicznie i głośno. Znikam.

 

Bo oprócz ogólnej, technicznej trudności, jaką sprawiają koleiny nierównego i wąskiego odcinka terenu wiejskiego, odczuwam gniew na Bronka w jakiejś części otoczenia tamtych domów. Bo przerywa on na chwilę tamtą ciszę i milczenie, niesie za sobą wściekłe echo. Przynajmniej tak to do mnie wraca, takie miewam wrażenie i tak pozostało mi z dawnych czasów. Gdy ryk silnika był również motywem niepotrzebnym, ale przewodnim. Znam złe słowa, które w ten sposób wywołujemy.

 

Zaraz po starcie z tamtego skrzyżowania po mojej prawej mijam posesję człowieka starszego ode mnie, który stoi w ogrodzie i patrzy. Ma ten sam, co zawsze wyraz twarzy, twarzy zakapiora spod nocnego sklepu w ciemności, majaczącego gdzieś na skraju słabo oświetlonej ulicy.

 

Bo znam go z widzenia. Był niebezpieczny dla siebie i otoczenia za młodu, gdy potrząsał ulicą. Miał złą sławę i jako młodsi baliśmy się jego i tego obezwładniającego poczucia przewagi nad nami, gówniarzami. Nawet starsi koledzy unikali konfrontacji. Z nikim nie gadał, wszystkich przerażał. Nawet nad wyraz wyszczekanego koleżkę, szefa podwórka, a obecnie księdza trzymającego kasę w bazylice.

 

Robił to czasem pod wpływem alkoholu. Rozpędzał krosową Cezetę z wielkim cylindrem, pozbawioną lamp, lusterek i kasku. Robił to na dwa takty wśród starów, roburów i dużych fiatów. Grzmiąc resztką wydechowej rury rozwijał jeszcze większą, kosmiczną prędkość niż wspomniany kiedyś Adam na Jawie w tym samym miejscu. Jego maszyna nie miała nawet tablic na numery startowe, była piekielnie szybka, nie świecąc niczym, kopcąc za to sowicie na niebiesko. Gdy czasem zabierał ze sobą swego stukniętego kolesia Karola na tylny błotnik, nawet nie miał on o co oprzeć nóg. Przez to też był sławny. Robił to pod oknem sąsiada, pana Zygmunta, komendanta jeszcze milicji, któremu podpaliłem piwnicę i nie bał się nikogo.

 

Teraz nie ma koszulki, jest łysy, żyje tam z kobietą i dzieckiem na wózku. Stoi i patrzy na mnie. Nie jestem pewien, czy nie jest zły na dźwięk Bronka tak, jak wydaje mi się, że są jego sąsiedzi. Gdzieś pod skórą wciąż we mnie tkwi obawa przed tym człowiekiem, jego złą legendą, zapierającym dech widokiem z dzieciństwa na krossowej Cezecie, lecącej na kostkowanych oponach środkiem ulicy. Pod oknem komendanta. A w wolnych chwilach piorącego cebulaków. Czy nie rzuci we mnie broną?

 

Nie rzucił, ale uniósł rękę w pozdrowieniu. Zobaczyłem też, że z lekka się usmiechnął. Nigdy nie widziałem go uśmiechniętego.

 

  • Broniu, masz fana? - pomyślałem i natychmiast skojarzyłem, że ów człowiek jeździ przecież na chińskim skuterze z wielkimi kuframi u boku.

Że ma polerowany na wysoki połysk jeden z tych hełmów na wzór niemiecki i gogle. Na pewno pamięta jak to robiło się na Cezecie. Czekał na mój przejazd w tamtym miejscu wcześniej jeszcze kilka razy, ale pierwszy raz odważył się na gest. Obawy zniknęły.

 

  • Tak stary, dla ciebie też zagramy.

Na pierwszym biegu koło jego domu mam połowę obrotów, ale zniknę mu z oczu zanim dosięgnę prawie pierwszej stówki i przepnę na „dwa”. Ale dźwięk chwilę jeszcze pozostanie, rurki wylotowe wydechu mam po jego stronie motocykla. Zmieniąją wydźwięk silnika mniej więcej w tym momencie, gdy 1255 ccm osiąga moc maksymalną. Brzmienie staje się głośniejsze i zdublowane, chrapiące. Nie mogę przytrzymać otwarcia na zbyt długo, bo śledzę wiele innych zmiennych jednocześnie, a czasem i tak pominę coś najważniejszego. Bronek bywa dla mnie za szybki. Trudno się skupić w okolicznościach, gdy wszystko wiruje.

 

******************************************************< /span>

 

Mimo to, w ostatnich dniach podczas przejażdżki, tym razem na Obłym poczuję zmęczenie jazdą. Do tego znów ubierając plastikową miskę kasku na łeb, poczuję się jak kretyn. Bo w naszej okolicy nikt już nie jeździ. Nie ma to sensu dla takich jak my, okazjonalnych motocyklistów. Dla których musi być idealnie i asfalt ciepły. Inaczej trudno jest to wszystko uzasadnić.

 

Zapalę świeczkę kolejnemu koledze wkrótce po tym jak przebiegną tamtędy tłumy. I znów zastanowię się przez chwilę, czy nie nadać podobnego znaczenia temu nieznajomemu, który roztrzaskał się na CBR w rowie za lasem, któregoś lata o świcie. Bo nie ma tam śladu po tym zdarzeniu. Bo człowiek nie był stąd, więc nikt od nas go nie znał. Dowiedziałem się o tym od tego kolegi, nad którym już drugi raz przebiegły tłumy, a przecież to było jakby wczoraj, tak niedawno. Dowiedziałem się o tym wtedy, gdy zobaczyłem potrzaskane resztki owiewki na poboczu, gdy pociągnął mnie tamtędy swym V-maxem i trzymając bez litości 120 na godzinę, gdy siedziałem na rowerze.

 

W sobotę po zakupach, pojadę samochodem po żarówki do motoryzacyjnego. Poczekam przez chwilę po cichutku jako ostatni w długiej kolejce, gdy do kogoś na jej początku odezwie się znajomy sprzedawca:

 

  • O jest! To ten kolega od Bandita, podejdź do nas, cześć! Znasz tego pana, jest z Tarnowa?

  • Nie znam – odpowiem zmieszany, mierząc nieznajomego człowieka z wąsem w wieku ojca. Pamiętając swe niecne występki. A zwłaszcza to, że jakiś czas temu przeleciałem tamtędy z K1300R, który ryczy bez db-killera. Nigdy się nie toczy.

  • Proszę, żeby któregoś razu, gdy będzie pan przejeźdżał koło mnie, wstąpił na chwilę i pozwolił pooglądać z bliska swój motocykl. Wie pan gdzie mieszkam?

  • E... no dobra, nie wiem gdzie dokładnie pan mieszka, ale proszę podpowiedzieć. No i dlaczego mam przyjechać?

  • Dobrze słyszeć, jak to gra. I że tak duży silnik, jak powiedział mi właśnie Marcin, może zostać zamontowany w motocyklu. Wie pan, byłem całe życie mechanikiem i wyobrażam sobie jak takie coś musi pracować!


  • I jeździć.

 

Pomyślałem, że trudno o lepsze uzasadnienie na jesień.

Fani motocykli. Wciąż gdzieś tam są, poukrywani. I czekają na Bronka. Jak ja.

 

 

Komentarze : 7
2018-12-09 20:58:17 okularbebe

Słoneczny, piękny, suchy dzień i czas dla siebie, to się pofarciło gregor1365. Sam nie wykorzystałbym tego lepiej.

Wczoraj widziałem kilka motocykli na ulicach Wrocławia, było wśród nich Ducati i trzycylindrowa Yamaha, która zabrzmiała tak, że aż coś się we mnie rozżarzyło...

Tęskni się, jasny gwint.

2018-12-06 21:57:19 gregor1365

Siema, nadmieniam tylko, że się udało dnia wczorajszego, pięknego, słonecznego i suchego. Polataliśmy, pohałasowaliśmy, nacieszyliśmy się szybko mijającym krajobrazem krytykując jednocześnie zachowanie w zakrętach tylnej gumy która z wyglądu przypomina placek z jabłkami.
Zeta umyta, pachnąca. Czeka na mnie w garażu cobym się nią zajął i zrobię to. Przygotowania rozpocząłem od zakupu nagrzewnicy bo farelka zwyczajnie nie daje rady a jak pizga w garażu to lipa jest. Przy Zecie dużo roboty nie mam, wymiana oleju, resztę płynów latem wymieniłem, napęd jest nowy więc tylko jego serwis. Aku do domku.
Za to boli mnie dyńka od koniecznych już wydatków na Jamaszkę: napęd wisi już bez sensu jest go regulować, lagi ciekną, łożysko główki ramy do wymiany, olej, filtry, linka ssania, fotel do tapicera, przewody elektryczne skruszały i zauważyłem że przedni reflektor pomiguje sobie więc gdzieś prąd ucieka, klocki i tarcza też by już trzeba myśleć..
A diengi skąd? Jakieś dodatkowe zajęcie czy jak?

Rozterki motocyklisty...

Pozdrawiam. Byle do wiosny.

2018-11-29 10:51:51 okularbebe

Tak jest. Byle do wiosny.

Jazda na kuli zazdrościć trzeba Twojej pracowitości i zapobiegliwości przy maszynie. Ta moja niefrasobliwość o motocykl na zimę wynika z tego, że maszynki nie mają u mnie łatwo od lat.

Jama, w której parkują jest wprawdzie zamykanym, ale bardzo wietrzonym pomieszczeniem, co wywołuje zdziwienie/politowanie wizytujących to miejsce od czasu do czasu. Ma jednak wielką zaletę - nigdy tam nie pada i wietrzy się nieustannie. A to wystarczy, jak okazało się po latach.

Uściślając:
- rdzewiejące stopki w centralnej podpórce Bronka chlasnąłem odrdzewiaczem, który penetruje i naoliwia powierzchniową korozję, jak co roku na zimę.

- piszczącą pod koniec sezonu klamkę sprzęgła zapuściłem smarem do łańcucha, jak co roku na zimę, łańcuch umyłem i na grubo naoliwiłem też.

- chlasnąłem smarem miejsca gdzie mogłaby, ale jeszcze nie wyłazi korozja (widelec u góry, tulejki tarcz hamulcowych)

- wlałem nowiuteńki, pachnący zielony olej Motul 300V (polecam, robi robotę w interesującym mnie każdym aspekcie)

- wlałem do pełna

- aku do domu

W Obłym

- chlasnąłem smarem tulejki tarcz

- łańcuch na grubo,

- wlałem do pełna

- aku do domu

Reszta jest aluminiowa i nie trzeba więcej się starać

2018-11-28 21:52:44 jazda na kuli

Okularbebe - wyjąć aku i psiknąć łańcuch ...zazdroszczę. Ja musiałem zrobić plastiki plakiem, blachy mleczkiem, elementy gumowe smarnąć wazelinką, dopompować gumy nieco bardziej, podmalować spody podnóżków bo łapały rdzę, wypolerować felgi, wyczyścić komorę akuma pod siedzeniem, smarnąć zamki i łożysko główki, zalać do pełna, podokręcać owiewki(wszystkie śrubki), i wyjąć akum.
Chciałbym to olać, ale kurde nie umiem. Kto wie, może za parę sezonów się nauczę - tylko latać, a nie się z tym wszystkim pierdzielić.

2018-11-28 20:57:38 gregor1365

Okularebe, dziękuję za miłe słowo.
Wczoraj w pędzie miejskiego życia i naszych codziennych spraw odpaliłem moją XV250, a że długo stała, toteż kręciła i kręciła ale zakręciła. Ta to dopiero focha miała. Ni cholery zagrzać się nie chciała. Tak se pomyślałem, że te żebra na cylindrach to jednak robią robotę, zmarznięte ręce nie miały z nich wielkiego pożytku, ale objechaliśmy i załatwiliśmy to co trzeba.
Nawet specjalnie się nie ubierałem, kurtka od mojego tekstylnego kombi, dżinsy motocyklowe gdzie ochraniacze kolan doskonale chronią przed chłodem, buty se wysokie pyknąłem. Komfort termiczny jest, radość też.
U mnie temperatura zimowa, ale ten cholerny asfalt ciągle suchy. Skurczybyk prowokuje mrugając wymownie. Pewnie się skuszę, zobaczymy.

Pozdrawiam. Byle do wiosny...

2018-11-28 18:43:57 okularbebe

gregor1365 faktycznie jesteśmy w trudniejszej sytuacji kiedy nie da się strząsnąć podążającego za blisko za motocyklem upierdliwego furmana, bo nie pozwalają na to warunki ograniczonej przyczepności.

Jesień jak wiemy, to pora roku, kiedy na motocyklach stajemy się jeszcze bardziej bezbronni. Jeśli o mnie chodzi wymontowałem już akumulatory, psiknąłem sprayem do łańcucha to tu to tam, żeby nie rdzewiało i zapadłem w hibernację.

Uda się, albo się nie uda... gdzieś tak koło 12 stycznia jest taki dzień, kiedy bywa 12 stopni. Wtedy może znów wypełznę, żeby nie zapomnieć jak to idzie.

2018-11-25 11:05:19 gregor1365

Też czekam, maszyn już nie słychać na mieście.
Wczoraj mi się udało, trafiłem suchy asfalt i 3 stopnie na +.
Długo trwał proces rozgrzania opon, cała Zeta jakaś taka kwadratowa już się bałem że będzie mi tu jeszcze kichać i prychać ale w końcu się rozgrzała i dała mi fun.
Niestety obrałem zły kierunek i za miastem w lasach asfalt był pokryty mgiełką wilgoci więc musiałem uważać, a ten cholerny merol siedział mi cały czas na ogonie i prowokował do nierozważnych zachowań. Jak mnie tak wkur.....ł myśl była tylko jedna: szkoda byłoby się rozjebać na prawdopodobnie ostatniej przejażdżce w tym sezonie co? A ta franca wciąż jasnymi ślepiami patrzy mi prosto w lusterka a jedź se już w pizdu.
Udało się, jestem cały i zdrowy, moja zielona koleżanka też.
Na spokojnie już w garażu razem zdecydowaliśmy, że jeszcze akumulatora wyciągać nie będziemy, musi się trafić jeszcze jakiś dzionek z warunkami akurat dla nas. W moim pierwszym sezonie na moto jeździłem jeszcze w grudniu, może i w tym roku się uda?
Cytuję słowa piosenki Cię Antinę:
chcę wjeżdżać między Twoje uda,
uda się, albo się nie uda.

Pozdrawiam.

  • Dodaj komentarz