Najnowsze komentarze
Słoneczny, piękny, suchy dzień i c...
Siema, nadmieniam tylko, że się ud...
Tak jest. Byle do wiosny. Jazd...
Okularbebe - wyjąć aku i psiknąć ł...
Okularebe, dziękuję za miłe słowo....
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

30.09.2018 19:54

Poławiacz pereł

Kawasaki Z1000, z 2005 roku, złote, kompletne, bardzo ładnie utrzymane. Nietrafiony i nie wiadomo dlaczego niesprzedawalny motocykl, należący przejściowo do kolegi. Setki tych samych pytań od ludzi z całej Polski, mnóstwo straconej energii i trochę pieniędzy. Odwiedziny kilku cwaniaków wciskających kit na tematy oczywiste, po chamsku i bez litości. Którzy według zapewnień mieli wrócić za dzień lub dwa, ale nigdy więcej się nie pojawili. Dwa lata stania motocykla w kurzu garażu, bez żadnej nadziei. Mimo przerwy w jeździe, odpalał zawsze „na strzał” i bez wyciągniętego ssania. Świetnie jeździł. Zaczynał przemawiać do mnie. Cztery rury tłumików wydając z siebie naprzemienny dźwięk, drapały mnie gdzieś w synapsach. Kawasaki to porządne motocykle. Wiem to od czasu tego przykładu. Ale nie miałem dla niego miejsca w jamie. Poza tym to nie ten kolor...

 

W końcu zadzwonił telefon od kolejnego nieznajomego. Zawsze ktoś dzwoni, często nie odbieram. Ale oddzwoniłem. Nie zadawał pytań, nie chciał żadnych odpowiedzi. Podziękowałem mu od razu za to, że zamiast zmuszać mnie do snucia opowieści, chce od razu przyjechać z koleżką i samemu wszystko rozpracować podczas oględzin. Twierdził, że zna się na tyle, że „nikt mu kitu nie wciśnie”. Chciałby przyjechać w środku nocy, a zaraz potem jeszcze raz, nawet w niedzielę do obiadu. Wtedy już po motocykl. Zapewnił, że sam będzie wiedział, na co zwrócić uwagę.

 

  • Słuchaj Arkadiusz, przyjadą dziś w nocy chłopcy z Tatr obejrzeć kawę. To kozaki. O nic nie pytają, chyba znają się na sprawie. Wystarczy im oświetlony garaż i kawałek prostej. Opowiedz jak jest i jak to było. Wszystko. Bo nikt im kitu nie pociśnie – poinstruowałem kolegę, zdając się na jego uczciwe podejście w takich sprawach. I właściwie nie martwiąc się o to, jak wypadnie w ich ocenie motocykl. Obawiałem się za to krzyżowych pytań o historię maszyny, której przecież nie znaliśmy. Bo maszyna wpadła nam w łapy mimochodem, jakoby przy okazji. Okazała się na tyle dobra, że powinno nie być wstydu. Ale niesprzedawalna. I Arek miał już w garażu swoje Harleye.

 

Facet dotarł bardzo późno, w dodatku pomylił adres. Bez zwłoki i słowa wsiadł na motocykl. Wydawał się nieco zblazowany. Przejechał się, ale prawie natychmiast  zawrócił. Wystraszył się radiowozu krążącego w pobliżu, bo motocykl nie był zarejestrowany, z pożyczoną tablicą rejestracyjną od Harleya. Wrócił po ciemku i wtedy miały paść te wszystkie decydujące o dalszym przebiegu transakcji uwagi. Stanowcze, nieustępliwe, miarodajne i obiektywne. Gorzkie, bo to przecież Kawasaki. Czekaliśmy na najprawdziwszą, góralską prawdę według niego. W końcu mogliśmy coś pominąć, albo czegoś nie wiedzieć o tym motocyklu. Po opiniach wszystkich poprzednich znawców, baliśmy się uczucia zakłopotania z powodu braku odpowiedzi. Ponadto zabroniłem Arkowi udzielać większego, niż wcześniej zaplanowany upustu. Co było dla niego najtrudniejsze, bo to hojny i poczciwy typ.

 

Klient przegazował, potem posłuchał przez chwilę pracy silnika na wolnych obrotach. Poruszał kierownicą i hamulcami. Zgasił i normalnym głosem zapytał o tylko jedno patrząc Arkowi prosto w oczy w bladym świetle jego garażu:

 

    - Pasuje mi?

 

Facet miał przynajmniej dwa metry wzrostu. Multivan, z którego wcześniej wysiadł wyglądał przy nim nie jak bus, lecz osobowe kombi. A relatywnie mały naked Kawasaki jak przyczajony, mały pies. Po sposobie wsiadania klienta na zeta widać było, że coś tam kiedyś jednak jeździł. Ponieważ teraz ciężko pracuje, bywa powolny i przemęczony, często długo nie chce mu się wstawać, a taki motocykl nie wybaczy rozkojarzenia za sterami. Arek nawet nie mrugnął, gdy odparł:

 

  • Oczywiście.

 

Zapadła cisza. Nikt nie wypowiedział jednego słowa. Chyba wszyscy wiedzieli o tym, że nie do końca tak jest. Motocykl był zdecydowanie za mały w stosunku do postury Janosika. Że zaraz nam powie, że "wsyćko mało".

Powstało napięcie, nie było wiadomo, co zaraz się stanie. A co, jeśli góral obraził się i uzna, że klepią zawory, że lakier jest nieoryginalny, że laga cieknie, bo krzywa? Wszystkie te argumenty padały przecież wcześniej, od innych. Były nieprawdziwe, dlatego bolały szczególnie. Wymyślone, bo cena dla nich była wtedy zbyt wysoka. Sam prawie im uwierzyłem. Nikt nie chciał tego jeszcze raz przeżywać. To było okropne. A co, jeśli to dopiero początek? Jeśli kozaki z Tatr szykują jakiegoś asa w rękawie? Wiedzą o jakichś problemach z kawasaki? Znają ich słabe punkty, o których my nie wiedzieliśmy? Popatrzyłem na pokerową minę wciąż niemrugającego Arka i pomyślałem, że to niedobrze, że wcześniej odradziłem mu udzielenia większego upustu.

 

  • Dobra, ładujemy go do busa.

 

I to byłoby na tyle. Czasami porządek rzeczy bywa z góry ustalony. I nie ma sensu kombinować, gdy rzeczy jak perły trafiają w końcu na swoje miejsce w świecie. Wtedy prawda pozostaje bez znaczenia. Choć to dobrze, że jakaś w ogóle jest.

 

 

Komentarze : 4
2018-10-03 08:37:55 gregor1365

Okularebe, poruszyłeś jeszcze jedną ważną kwestię a mianowicie ogólny wygląd na który rzutuje przede wszystkim kolor maszyny.
Jak na moje, jakkolwiek profesjonalnie zrobione zdjęcie nie odda w pełni uroku maszyny. Na żywo sprzęt wygląda zupełnie inaczej. Widziałem ten złoty kolor Zety na zlocie, też stała w słońcu- wow ta perła powala z nóg, mieni się w zależności od kąta padania światła jak nie wiem co. Do tego dochodzi niby przysadzista a jednak mięsista sylwetka motocykla, co powoduje że tak przyjemnie je oglądać.
Ja poszukując motocykla rozważałem kilka opcji, jednak jak miałem okazję na żywo zobaczyć Z750 od razu wiedziałem że to jest to i za taką maszyną biegałem a to mordęga. Dziękuję koledze, że wytrwał ze mną, bo też kilka trypli po drodze wyeliminowaliśmy- więc jak pisałem, po przejściu bramy kiedy moją Zet 750 zobaczyłem w słońcu od razu się zakochałem. Kurna, dziś już wiem, że pierwsze wrażenie jest naj, później to już na chłodno oceniać maszynę i cieszyć się lataniem.
Pozdrawiam.

2018-10-02 21:27:23 okularbebe

gregor1365 też tak pomyśleliśmy. Że gość nie chciał tracić więcej czasu. Poza tym człowiek był konkretny i jego pytanie o to, czy motocykl do niego pasuje było chyba tylko uzupełnieniem decyzji, która już zapadła. Motocykl świetnie wygląda (mimo złota), jeszcze lepiej jeździ, bardzo czytelnie zachowywał się, gdy na nim pohasałem. Gdyby nie GSF, który podszedł mi i trafił się wcześniej, nawet nie zastanawiałbym się czy jest sens zaprzyjaźnić się z tym zetem i go zatrzymać. Był dobry.

Dlatego zależało nam, żeby trafił w odpowiednie ręce.

2018-10-02 16:18:28 gregor1365

Faktycznie, trafiliście na kozaka.
Według mojej skromnej oceny facet też już miał serdecznie dość jazdy za coraz to nowym trupem i jak trafił okazję to długo się nie zastanawiał i brał jak ta lala. Przypominam sobie zaraz swöj przypadek i finalny zakup 150 km od domu gdzie już jechałem zgrzany z przyczepą bo moja maszyna też była bez rejestracji i opłat ale sprzedawca uczciwie podszedł do tematu i zaczął rozmowę od konkretów.
A jak już Zetę zobaczyłem w słońcu to oszalałem,kumpel którego wziąłem ze sobą co by mnie miał kto jebnäć w łeb jakbym dostał kociego rozumu aż mlaskał z zachwytu.
Motocykl służy wiernie do dziś bez żadnych nieprzyjemnych incydentöw, jak już pisałem w innym komentarzu, cieszymy się suchym asfaltem i wyciem tego poje...ńca ixilla. Ale się wydziera skurwiel.
Pozdrawiam.

2018-10-01 22:55:45 jazda na kuli

wiadomo, najlepszy czarny :)

  • Dodaj komentarz