Najnowsze komentarze
Gwoli ścisłości: nie mam nic do Wz...
Hehe Wzorzec i jego nowiutki bokse...
ptwr2 do: Bez prądu
"Moja" właśnie nie miała tych harm...
MZ ETZ 251 zdemoralizowała mojego ...
ptwr2 do: Bez prądu
Podobno w wieku 4 lat ludzie zapom...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

02.12.2017 21:47

Supełek

Blask nisko wiszącego słońca był oślepiający. Pod jego wpływem wrażenie, że wreszcie wraca właściwy porządek rzeczy, stało się jeszcze bardziej wyraziste. Czyli wreszcie nastawała zimna, ale jednak wiosna. Dlatego wytoczyłem motocykl z jamy. Tak nie było od miesięcy. Aż do wtedy, 4 marca. Pierwszy wyjazd po zimie. Na nowiuteńkich gumach i oleju w silniku.

 

Broniu nie szarpał, ale brutalnie prostował łokcie i nadgarstki, odzwyczajone od tego motocyklowego, stanowczego napięcia. Mięśnie ramion, tułowia i karku nie od razu odpowiedziały właściwym, precyzyjnym naprężeniem na pierwsze, wzrastające przeciążenia. Kolana podświadomie ściskały motocykl za grzbiet, przytrzymując się jego potężnego zbiornika. Po zimowej przerwie każdy, najmniejszy ruch rollgazu wywoływał gęsią skórkę pod wpływem piekielnego ciągu. Nie wiadomo, co było bardziej niesamowite: gęsia skóra, hałas czy otwarte przepustnice. Czekałem na to wszystko. Mocny wydźwięk z dwururki znów podświadomie uginał kark pod naporem barwy brzmienia czterech cylindrów. Kolektor wydechu Bandziora pociemniał jeszcze bardziej przez zimę w jamie. Tak miało być, nie chcę błysku, bo przegrzewałem jego materię. Tak dobrze znane poczucie mocy, uśpione, wytłumione na długi zimowy czas, właśnie powracało do mapy moto świadomości. Skupiony jak nowicjusz na pierwszej prostej drodze, roztaczającej się przed sterem, starałem się nie pominąć żadnego detalu. W synapsach restartował się program działania, a pamięć motoryczna mięśni w kategorii przetrwania na motocyklu stawała się odblokowana. Trzeci bieg i pierwszy podmuch lodowatego wiatru przeraził do reszty i zafascynował jednocześnie. Wydawało się to nieprawdopodobne, że przedtem umiałem jeździć na tej bestii tak szybko, a przynajmniej o wiele szybciej?

 

Strzały dopalania z wydechu na zamknięciu... Albo siła budowana wzrostem obrotów na pierwszych dwóch biegach. Oraz niepotrzebne biegi od nadmiaru pulsującej mocy - piątka i szóstka. Ta luzująca bez ostrzeżenia opór na kierownicy siła, podnosząca z lekka przednią partię. Hipnotyzująca. Na takie przyspieszenie czekałem i tego tak bardzo mi brakowało. Rozkładałem zdrętwiałe skrzydełka. Znów uczyłem się patrzeć jeszcze dalej i widzieć więcej. I nie myśleć o niczym innym. Później, przez kolejne godziny odhaczyłem wszystkie podstawowe punkty programu nadrabiając zaległości, trzymając się z całych sił szerokiej, czerwonej kierownicy Bronka. Byłem wreszcie u siebie – na motocyklu w czeskich górach. Droga powrotna przebiegała w bardziej harmonijnym połączeniu z maszyną. Z poczuciem nasycenia. Zupełnie tak, jakby zimy wcale nie było. Gotowy znów na wszystko. Choć nieświadomy przyszłości.

 

***************************

 

Ktoś na stacji paliw zadał mi pytanie o to, czy jest mi zimno. To była ostatnia przejażdżka w tym roku i choćby dlatego mógłby na tym poprzestać, skoro mu uprzejmie odpowiedziałem. Że dla mnie panuje upał. I dać mi spokój. Nie potrafię stać i gadać, gdy zima i rozgrzany motocykl czeka. Na centralnej, z kluczykiem w stacyjce i pełnym bakiem. Facet wysiadł z bryki i pachniał na kilometr. Ogolona buzia na gładziutko. Wzorzec. Nie dał się spławić tak łatwo, był ambitny. Musiał to powiedzieć, musiał to podkreślić. Wyrazić zdumienie, że jego motocykl o mniejszej pojemności jest pomimo tego i tak większy od mojego. Był właścicielem tej jedynej, słusznej marki i wyznawcą jej zasad, w świetle których inne motocykle takie, jak mój, nie mogą stać obok ich w cieniu na gładkim parkingu. Lecz wprost na pobliskim, wypalonym słońcem, cudzym ściernisku. Takie pojęcie bycia w porządku wobec zasad po ichniemu.

 

W skrócie próbowałem naświetlić mu odmienne podejście do koncepcji prowadzenia i wyważenia oraz oddawania mocy w motocyklach u różnych producentów, ale to Bronek potrafi się odezwać, kiedy trzeba. Pod zadaszeniem dystrybutorów rezonans brzmienia od IXrace na ośmiu tysiącach i otwartych obu zestawach przepustnic wprawia cząstki powietrza w niepokojące nawet mnie drżenie. A sentencje zbędnej rozmowy wprost do gwałtownego finału.

 

- Aha, słychać go – powiedział Wzorzec i zniknął spławiony niekulturalnym hałasem, którego chrapliwości w barwie nie wytworzyłby żaden dwucylindrowy i zasadniczy do bólu, bo nowiutki i na gwarancji, bokserek trzęsący lustereczkami.

 

Powrotna droga prowadziła przez pustkowie, daleko od skupisk ludzkich oraz smrodu spalonych w ich kominach śmieci. Wracałem całkiem na około i pozwoliłem się przyłapać w drodze zimnemu wieczorowi po zachodzie słońca w listopadzie. I znalazłem się na rozległej równinie bez jednego drzewa. Nad pustką otoczenia górowała tylko figurka Maryjki i popegeerowska stodoła z zapadniętym dachem. Oba obiekty stały przy dwóch z niewielu tamtejszych zakrętów. Poza tym nie było niczego oprócz gładkiej, nieubłoconej jeszcze przez maszyny rolnicze i działania kampanii buraczanych nowej drogi. Wyasfaltowanej tylko dla mnie. Motocykl przecinał tą przestrzeń łypiąc pojedynczym, okrągłym reflektorem oraz bucząc lub wybuchając na zmianę spalonym paliwem. Prostował łokcie i nadgarstki, łapał lodowate powietrze w potężną chłodnicę. Nie szarpał. Wciąż działał. Uważałem na otwarcie. Asfalt unosił motocykl prawie niezauważalnymi fałdami, wybijającymi tych nieostrożnych z linii. Również przed samymi zakrętami.

 

Nikt nie nadjeżdżał, można byłoby zatrzymać motocykl na chwilę gdzieś w tamtym miejscu i pomyśleć o jakiejś refleksji. Na przykład o tym, jak daleko od przełęczy Annaberg właśnie się znalazłem. Ile czasu i kilometrów znów upłynęło od tamtej chwili. I dlaczego kiedy tam wówczas dotarłem, nie pomyślałem o ostatniej w sezonie, tej akurat bocznej drodze za Sidziną. I choćby z tego powodu nie rzuciłem się wtedy jeszcze dalej, nie kontynuowałem drogi na nieodkryte na motocyklu południe. Tylko zawróciłem. Wierząc w kolejną szansę. Bo i tak dotarłem o wiele za daleko.

 

Zatrzymałem się. Dogoniła mnie woń tlenków wodoru Bronia, a żar jego silnika uniósł w górę rozgrzane, falujące powietrze. Zamknąłem wentylację kasku. Poprawiłem zapięcie kurtki, chwyciłem za ster i ruszyłem ku zimie. Broniu musiał zdążyć przed zmierzchem. Po drodze nie spotkał nikogo, przejechał kilka wsi i o szarówce wjechał najpierw uzupełnić paliwo, a potem wprost do jamy. Pojednany z niespełnionymi i spełnionymi ambicjami. Na luźno.

 

Wreszcie wyczyściłem mu czujnik wyłącznika rozrusznika przy klamce sprzęgła. Fiksował od dłuższego czasu. Zalepiony i unieruchomiony drogowym syfem i zabitymi muchami pozwalał na uruchomienie silnika tylko w ściśle określonej, znanej jedynie mi pozycji klamki. Takie samo niedomaganie usunąłem w poprzednich GSX750 i GSR600. Ach, te motocykle suzuki. Zawsze dają kolejną szansę.

 

 

 

 

Komentarze : 2
2017-12-03 18:31:00 okularbebe

Gwoli ścisłości: nie mam nic do Wzorca i tym bardziej do niemieckich bokserów, ale uważam za obciach podany przykład scenki rodzajowej na ściernisku, którego częścią się staliśmy wbrew swej woli. Odrobina litości przydała się nam po tym, gdy poprzewracali się na swoim parkingu. Pomogliśmy się im nawet pozbierać.

2017-12-02 22:21:54 jazda na kuli

Hehe Wzorzec i jego nowiutki bokserek...też coraz więcej ich widuję i także darzę coraz mniejszą sympatią

  • Dodaj komentarz