Najnowsze komentarze
testowy1234 do: Z Obłym
test
Jsjsjs do: Harley z ogólniaka
Ausu
U
patrzę na ten filmik - słońce, pię...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

19.06.2017 22:39

Uciec, ale dokąd

Dzień tuż przed popadało. Warstwa ciężkich chmur wisiała nisko i nieruchomo od samego rana, ale już nie wiało. Tamtego dnia już wieczorem, wiedziony instynktem wyszedłem na powietrze, nabrałem tlenu do płuc i bezwiednie skierowałem kroki do jamy. Moje motocykle parkowały tam nieruchomo od kilku dni. Bandzior z prawie pustym bakiem.

Bo podczas ostatniej przejażdżki z K1300R wróciłem motocyklem o zmroku do domu i robiąc hałas do późna w mijanych w locie po drodze kolejnych miastach, złamałem niepisaną zasadę tankowania na koniec jazdy. Tamtym razem bardziej od wlania do baku zależało mi na tym, aby na koniec w ściśle określonych miejscach jeszcze raz mnie usłyszano. I aby zaraz potem uciec przed wyruszającymi na nocny połów radiowozami. Jakbym wiedział, ze wkrótce zrzucę przelotowy wydech Bronka, by założyć mu seryjną, cichą puszkę i gówniany kufer, potrzebny do pomieszczenia kilku detali. I wszystko w mieście na chwilę ucichnie.

Dlatego chciałem, aby decybele brzmienia wydechu jeszcze raz trafiły wprost pod dachy i przez uchylone okna. Pod okapy w kuchniach, do wanien wieczornych kąpieli i między smutki przed telewizorami. Żeby wszędzie tam zadrgało powietrze. Żeby wywołać choć jedną iskrę emocji. I niepokój. I wibrację. Zanim ktoś inny, kierowany gniewem wreszcie mnie zdejmie. Słysząc motocykl z daleka i przygotowując pozycję oraz broń do jednego, snajperskiego wystrzału.

Odpiąłem kanapę. W ten sposób umożliwiłem sobie dostęp do śrub mocujących płytę kufra w stelażu ogona. Ustaliłem ich pozycję nakrętkami samo kontrującymi. Już wiedziałem, że dzięki temu nigdy nie popuszczą uścisku. Przypiąłem kufer, wrzuciłem do niego kilka maneli. Przeciwdeszczowy komplet przede wszystkim i zestaw naprawczy do opon. Potem dwururka powędrowała na półkę i w jej miejscu na motocyklu wylądował wielki i ciężki, standardowy tłumik spełniający wszelkie normy. I pozwalający na przelot przez dalekie, obce drogi w skupieniu, przez długie godziny za sterem.

Wróciłem z jamy do domu po dłuższym czasie, włożyłem 100 euro do portfela w kieszeni tekstylnej kurtki i zupełnie spokojny położyłem się spać. Sen był dobry, bez jakiegokolwiek planu na dzień następny. Wiedziałem już, że w razie czego mapa Europy jest w kufrze. Gdybym jednak wyruszył, mogłaby się przydać. To uspokajało myśli, jeśli tylko wyobraźnia zaczynała galopować. Podobnych, nieudanych prób w przeszłości było zbyt wiele.

*******************************

O czwartej rano przysłał wiadomość Calmly. Nadał sygnał z innej galaktyki, jakby z przeszłości. Z czasów spójnych i bardziej spokojnych. Z odległego punktu wyjścia. Obudził mnie dzwonkiem mesendżera w telefonie. I niechcący odpalił lont. Pomyślałem, że to znak. Godzinę później wspinałem się na motocyklu na mgliste wzgórza po czeskiej stronie, żeby zobaczyć jak wygląda niebo na zjeździe z nich na południu. Moje stare, puste drogi prowadziły mnie zakrętami przez lasy. I choć lunęło, nie poczułem ani strachu przed nimi, ani gniewu. Byłem wciąż u siebie, ale już za Pradziadem. Przecinałem powietrze na motocyklu na pustej, mokrej szosie o świcie. Czułem elektryzującą moc tamtej przestrzeni.

Broniu po pierwszym przekroczeniu sześćdziesiątki jeszcze koło domu, wężykował przednim kołem. Niepokojąco. Sprawdziłem to od razu z perspektywy pilota, bez zatrzymywania. Wyraźna shimma występowała tylko w przedziale 60 – 67 na godzinę. Byłem zaskoczony. Niczego podobnego na pokładzie zawsze spokojnego, opanowanego Bronka nie zauważyłem wcześniej. Gdy wynik kontroli ciśnienia w oponie okazał się prawidłowy, zacząłem podejrzewać przeładowany kufer za ogonem. Albo rozkojarzonego wulkanizatora, któremu podczas ważenia kół patrzył na ręce i niepotrzebnie komentował proces dokuczliwy fz6. Albo wszystkich ich na raz. Powinni dokładniej ważyć moje koła, bo bywa tak, że podczas jednego wieczoru przekraczam dwieście na godzinę kilkukrotnie. A to bezlitośnie obnaża słabe punkty człowieka i maszyny. Kufer też był stanowczo za ciężki. XJR1300 miał pierwszoligowy zestaw kufrów i z tego co pamiętam ten centralny według instrukcji nie powinien mieścić bagażu ważącego więcej niż kilka kilogramów. Mój ważył ze dwadzieścia. Nie zawróciłem, bo nie mogłem. Dodałem więcej gazu, chyba nawet nie zwolniłbym, gdybym musiał.   

**************************************

Niedziela o świcie stwarza pewne możliwości. Można gnać na motocyklu pozostając niezauważonym. A gdy przestanie padać deszcz, pobić przy tym kilka rekordów, na przykład rekord możliwie krótkiego czasu przejazdu. W momencie, gdy już po siódmej rano znalazłem się na autostradzie za Brnem postanowiłem pociągnąć jeszcze dalej. Odbiłem wkrótce na Znojmo, aby uniknąć tłoku na drodze przy granicy z Austrią w kierunku do Wiednia i znalazłem się na płaskich odcinkach, prostych i długich aż po horyzont z kilkoma samochodami z naprzeciwka i hopami po drodze do wyskoku. Zwinąłem się w kulkę i odkręciłem rollgaz szerzej. Można było dać z garści, choć myśl o tym pustkowiu, jako nieciekawym miejscu do upadku, kazała być nieustannie na baczności.

Gdy byłem dzieckiem ojciec, który dużo jeździł samochodami po Europie powiedział, że w Czechach lepiej nie jeździć na skróty, bo mają złe oznakowanie dróg. Ponieważ sprawdziłem tę informację później, wiedziałem teraz, że znowu miał rację. Dlatego tym razem nie kombinowałem. To on pierwszy przewiózł mnie na prawdziwym motocyklu. Miałem wtedy siedem lat i pamiętam tamto bordowe suzuki GT380 bardzo wyraźnie. Miało nieziemskiego kopa i gumowe uchwyty kierunkowskazów tak samo, jak czarny GSF1250. I ten brokat zaklęty w powłoce lakieru wtedy i dziś. W GT był srebrny, w GSF jest niebieski. Żeby to zobaczyć, trzeba podejść bardzo blisko. Nie każdy o tym wie, nie musi. Ojciec nie jeździ na motocyklach, ale toleruje moje maszyny. Rozumie je, a to wystarczy.

*************************************************

Dopiero na granicy z Austrią po ósmej rano włączyłem telefon i wysłałem informację do kobiety, gdzie jestem, choć wciąż nie wiedziałem dokąd jadę. Miałem cel, ale nie miałem przeznaczenia. Cel to jechać, jechać aż do bólu. Czekałem na to, czekałem na ból i mękę spowodowaną przez motocyklową jazdę. Na moment, gdy w końcu nie będę mógł spojrzeć na motocykl, siedzieć na nim i stać koło niego. Aż go znienawidzę. Czekałem na to całe życie. Chciałem poczuć jak to jest. Jak to jest zmęczyć się. Nie życiem, kobietą, kolegą, szefem i psem w domu, ale motocyklem. Liczył się tylko gwint na odkrytym, gołym motocyklu. Do wyczerpania sił, do samego końca. Chciałem upić się pędem, nie mieć siły utrzymać balansu. Trzymać się kierownicy końcówkami palców, opuszkami, aż zabraknie sił. Pędząc pod przeciwny, silny wiatr zmierzyć się z mocą silnika. W czasie gdy ten, pracując na przyspieszonym zapłonie, innym kącie otwarcia wtrysku paliwa przy niewielkim odkręceniu rollgazu, ale przy sterowanych komputerem szeroko otwartych przepustnicach po dziesięciu godzinach pod presją, będzie wciąż utrzymywał 170 na godzinę. Gdy tylny kufer wprowadzi całość w lekkie wężykowanie, czy zdołam go utrzymać na linii życia i kursie do bezpiecznego domu.      

Po zdjęcia sytuacyjne zapraszam do mnie:

http://motolupa.blogspot.com/2017/06/uciec-ale-dokad.html


Komentarze : 6
2017-08-16 13:45:15 Adrian Kalecki

Trafiłem tu w sumie przez przypadek, ale mi się tu podoba i chyba zostane na dłużej. ;)

___________________
motomoda24.pl/

2017-06-24 14:28:43 okularbebe

ptwr2 Najpierw poniekąd uciekałem jadąc w jedną stronę, a zaraz potem w drugą, z powrotem. Uwielbiam uciekać gdziekolwiek.

2017-06-21 21:44:09 ptwr2

A czasami nie jest tak, że ucieka się skądś lub od czegoś?

2017-06-21 21:08:48 okularbebe

Potrafi siorbnąć mało, bo na przykład jedynie "piątkę" na sto kilo przy prędkości powiedzmy do 130 na godzinę i w trybie jazdy bez zbyt częstego zwalniania/zatrzymywania. I to niezależnie od rodzaju zamontowanego tłumika.
W innych, bardziej dynamicznych okolicznościach nie zauważyłem wyniku większego niż około 6,5 litra.

Z kolei na tej przelotowej, głośnej końcówce wartości minimum zużycia paliwa też są podobne, natomiast górny pułap jest dużo wyższy niż na serii. Goniąc szybszych na drodze, jest to na pewno 7 - 8 litrów.

2017-06-20 20:03:20 IrekST

Miłe uczucie uciec gdzieś po prostu. Bez jakiegoś określonego celu. Podoba mi się. Trzeba bedzie zabrać gdzieś Svke...

Ps.
Apropo wydechu, nie masz tak, że na przelocie mniej Ci pali? Założyłem do Suzuki LeoVinca i spalanie mi spało, a jeżdżę tak samo w sumie.

2017-06-19 23:34:46 Calmly

Tak to wlasnie wyglada...

  • Dodaj komentarz