Najnowsze komentarze
Kibic czytelnik do: Pudło
Witam, moze zainteresuje Cię to - ...
Też byłem rok temu w Dusseldorfie ...
Dzięki, możemy nazwać wszystko po ...
Barszczyk ... do: Apollo Road
Widzę że kolega po moich okolicach...
Świetny tekst. Doskonale ujęte. T...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

23.05.2022 19:35

Words on

Nigdy nie zastanawiam się jak to będzie. Po prostu poprawiam tyłek na skórzanym siedzisku z czerwoną nitką, pochylam łeb za płaską szybką z małym napisem XJR, podciągam stopy w sportowych, sztywnych bucikach i odwijam gaz Smokowi, który wpada w wir. Potem, wieczorami układam to dla Was w litery.

 

Jednak jest kilka drobnych zasad, których się trzymamy. Nigdy nie przekraczamy tam prędkości, jeśli w pobliżu kręci się czeska policja, bo mają motocykle, radary i drony. Nigdy nie jadę na maxa, a już szczególnie wtedy, gdy:

 

  • zaliczam pierwszy przejazd w celu rozpoznania terenu, sprawdzenia nowych łat, śladów po wypadkach i oleju na asfalcie,

  • jest wcześnie rano lub późne, zacienione z tej strony wzgórza popołudnie, albo dzień bywa przejściowo pochmurny, bo tamtejsza nawierzchnia wcale nie jest tak bardzo przyczepna, na jaką wygląda, nawet w gorące, słoneczne dni,

  • oraz gdy panuje tłok, a przypadkowe motocykle fruwają całymi stadami pełnym ogniem, i w górę i w dół, przeszkadzając sobie nawzajem. A ja ich nie znam, a oni nie znają mnie. Nie wiemy tak do końca, co zrobimy.

 

Cała reszta warunków jest do przyjęcia. Ćwiczyliśmy tam jeszcze wtedy, gdy droga była wąska, zarośnięta na poboczach i bez barierek. A jezdnia przypominała wyrwy na poligonie. Ćwiczyliśmy, tracąc i odzyskując trakcję bez ostrzeżenia w naszych słabych motocyklach bez jadu. Nie było elektroniki, a motocyklistów mniej. Jeszcze mniej tych naszych, z Polski. Robiłem im zdjęcia podczas ich przejazdów na zakrętach, leżąc po wewnętrznej w trawie, za pomocą obiektywu o ogniskowej 200 mm. Nie tylko po to, żeby potem im je przesłać, lub popodziwiać w domu. Ale po to, żeby zoomem zajrzeć pod ich owiewki. Sprawdzić to, ile wskazują w tamtych miejscach ich zegary i wyświetlacze, w miejscach niebezpiecznych. Odkrycie, że mają tam dwukrotnie więcej nawinięte niż my, było druzgocącym doświadczeniem, ale dodawało otuchy na myśl, że do cienkiej granicy katastrofy jest trochę dalej, niż sądziłem.

 

Z bycia najwolniejszym, trochę tłumaczyły mnie dżinsy, rodzina i słabe motocykle i ich opony. Chociaż to tam, dzięki Czechom na ich japońskich pięćset pięćdziesiątkach opartych na starych, cienkich kołach zrozumiałem, że niepozorny motocykl wcale nie musi być wolniejszy. Zbyt wiele razy okazywało się, że bywa wręcz odwrotnie. Spośród nas udowodnił to jeszcze Adam na MZ250, Kosiu na ETZ251 i Jawie TS 350 oraz Calmly na CB250RS. Wszyscy oni mieli ten sam rys w stylu jazdy, co zwariowani Czesi. Niewielu nawet dziś uwierzyłoby, że na cienkim kole aż tak można. Od tamtych lat powstało wiele filmów w internecie na podobny temat, ale my nie mieliśmy jeszcze kamer.

 

*****************************************

 

  • Na jednym, szybkim zakręcie nie potrafi wystawić kolana we właściwy sposób i traci prędkość – wyznał Masaj.

     

Miał na myśli jedenastoletniego Igora, czyli swojego syna ścigającego się z innymi dzieciakami na pitbike'u, wtedy trenującego wokół zużytych opon na placu pod stacją kolejową za nami. Sam Masaj doszedł już do poziomu BMW S1000RR, jeździ tylko na europejskich torach i na najdroższych slickach i uparcie twierdzi, że nigdy nie wyjedzie już na motocyklu na ulicę. Bo to zbyt niebezpieczne. Nie rozumie dlaczego nie wybiorę się na tor wraz z nimi. Mimo regularnej namowy.

 

  • Zawieszenie utwardzone? Obniżyłeś półki? - zapytałem, jakbym się na tym znał. Trochę tylko czytałem, no i miałem słabe motocykle, poszukiwałem rozwiązań. Latami.

  • Tak, to wszystko jest porobione. Ale nie wiem w czym jest problem. Chyba składa się na kolano i przez to zwalnia. Od początku nie potrafi tego zrównoważyć, nie zamykać przy tym gazu.

     

Wiem, dlaczego akurat mi o tym powiedział. Przede wszystkim jest dumnym ojcem i widzi wielki potencjał w swym młodym. Ja też to widzę, młody ma talent, czuje rytm, ma to. Jednak stary Masaj wie także, że to ja nie korzystam z trzeciego punktu podparcia w zakręcie, a mimo to swoimi słabymi i starymi motocyklami w jakiś niewytłumaczalny sposób trochę utrzymywałem się za poskładanymi jak Rossi i Dani Masajami w wielu drogowych bijatykach, ocierając buty o jezdnię. Sześćsetkami i siedemset pięćdziesiątkami za ich potwornie szybkimi litrami i ZX-dwunastkami. A może to oni wcale nie byli aż tacy szybcy, a może tylko nie chcieli mnie zgubić, choć nie oglądali się za mną do tyłu i przez to czasem wypadali z linii. Może być tak, że po prostu zapominali dalszej drogi. Tak, jasne. Przecież siedziałem w tym z nimi wtedy po uszy.

 

Igor w końcu podjechał do grzejącego się w słońcu Smoka na swym kozacko brzmiącym pitbike'u typu supermoto. Zapytałem:

 

  • Podobno nie dajesz rady na lewym zakręcie i inni tylko tam cię wyprzedzają?

  • Tak, bo to bardzo szybki zakręt.

  • A które bardziej ci podchodzą? Te lewe czy te prawe?

  • Lewe.

  • Czyli na ulubionym, szybkim lewym wymiękasz, bo całą uwagę zabiera ci wygięte kolano. To po co wystawiasz to kolano? W tamtym miejscu to zwykła strata czasu.

  • Aha – zerknął niepewnie na ojca.

 

Wiedział, co będzie.

 

Masaj był zaskoczony. Werdykt nie pokrywał się z jego autorytetem i podejściem do świata szybkiego gościa na litrowym BMW. W końcu zapyał:

 

  • Ale przecież musi mieć trzy punkty podparcia!

  • Gdzie? Chyba przy wchodzeniu na drabinę. To jest nerwowy motocykl 125ccm na krętym torze, a nie przepisy BHP.

 

******************************************************* ***

 

Przed pierwszym zakrętem w lewo na dole, Smoku spokojnie wyminął się z tabunem motocykli zjeżdżającym z naprzeciwka w jednej grupie, na ich hamowaniu do manewru zawracania. Które zresztą natychmiast po wyminięciu zawracały w ślad za Smokiem, rozsypując się po całej szerokości drogi w lusterku. Dziesięciu, może więcej chłopa, mnóstwo sprzętu, głośni. Mieli za sobą przejazd odcinkiem w dół, wiedzieli już na przykład to, czy jest tam policja i radary, plamy, wypadki, łaty i w ogóle, jak tam sytuacja na górze. No to wio!

 

Pierwszy lewy delikatnie, opony ciepłe, ale pewnie nie aż tak, zakręt dobry, ostry. Ale kiedyś widziałem w tym miejscu wypadek. Motocykl na lewym boku, tłum wokół leżącego jeźdźcy na środku jezdni, karetka. Smoku grzeczny, jak po sznurku, nawet nie dociążany do wewnętrznej, na sztywno. Wyglądać mógł jak żółtodziub. Wyjście w górę do następnego prawego i rzut okiem w małe, jedyne lusterko by sprawdzić, jak tam peleton za plecami, jak daleko jeszcze. Po to, żeby ocenić kiedy tamtym, rozgrzanym facetom z napompowaną już w żyłach adrenaliną, spokojny Smoku zacznie przeszkadzać na wszystkich prostych i zakrętach pod górę.

 

A oni już tu byli, na plecach, chmarą motocykli! Motocykle jeżdżą szybko. W tym momencie dało się usłyszeć cały ten buczący rój, błyszczący reflektorami w lusterku, napierający, naciskający do najbliższego zakrętu, zrzucający biegi, dużo biegów, napalony. Zbyt wielu ich na jednego Smoka. A ten dogonił właśnie kilka wozów na wejściu do ostrego, prawego nawrotu, dwójkowego. Nie zastanawiając się długo zamknął drzwi obcym motocyklom mignięciem lewego, ledowego kierunkowskazu i zajęciem pozycji do wyprzedzania, po środku. Było zdecydowanie za późno na wyprzedzanie, ale to podziałało, zabrakło im miejsca, nie Smokowi. Stary numer. Ostatnie auto Smoku pokonał w połowie prawego zakrętu, po zewnętrznej i prawie w osi, ale nie przekraczając ciągłej linii, czysto. Kierowca auta, mógłby zajrzeć na wskazówki danych, na retrocyferblatach nachylonych obok swoich drzwi. Wyjście do łagodnych, pierwszych naprzemiennych łuków na petardzie, pikantnie. Żeby zgubić peleton, zamulający wśród wyprzedzonych przez Smoka wcześniej samochodów. Ile tam wyprzedzonych aut było? Nie wiadomo. Właśnie zawirowało. Sekundy przyspieszyły. Obraz wycięty, wąski tunel widzenia na sprawy jedynie istotne. Planowanie pożądanego miejsca na każdym centymetrze drogi, jako wypadkowa możliwości, prędkości, balansu sił hamowania, przyspieszania, obrotów silnika i dobranego biegu. Plus blokowanie na dystans roju przeciwników.

 

World off

 

Lewy nawrót, ciasny. Dwójkowy, dlatego aż trzy naciśnięcia stopy na lewą dźwignię, kolejne redukcje. Ktoś z peletonu zamajaczył w lusterku. Motocyklowy SUV, chyba Multistrada. Czyli może najszybszy z roju. Gonił. Na lewym otwarcie przepustnic w połowie i petarda pod górę, w szybki prawy, ale już trójką, choć można tam przejść nieco wcześniej na czwórkę. Ale wiadomo: pierwszy przejazd, a gdzieś tam może czekać na frajera policja, radary, drony. Jeszcze tamci lecący z naprzeciwka w takim samym amoku, poskładani, migający jak komety. Nie pozdrawiamy, nie ma czasu, to walka. Smoku każe trzymać prosty drążek steru, mocno, ale na luźnych łokciach i ramionach. Tego nauczył ciężki Byku 1100, z którym nie ma sensu się siłować, bo to na nic. Przeciwskręt, zamykanie widelca albo ciąg silnika, tylko tyle można, tylko tyle do dyspozycji na nim mamy.

 

Dziewięćdziesiąt stopni w lewo, szybki. Gdzie rój, gdzie jest Multistrada? Pewnie coraz bliżej, choć nikogo nie słychać. Prostokątny zakręt w lewo super idzie, ale pojawiło się poczucie obecności innego motocykla na plecach, jest szybszy, cichy, ale rozgrzany. Dobra, no to jedźmy. Czas na pracę ciałem, dociążanie maszyny, bo inaczej nie wyda. Dupsko w górę i jazda. Nie wiadomo, czy tam już wtedy był, ale mógł.

 

Dolatujemy do prawego nawrotu, nawet dwójka jest tutaj za wysoka, ciasno. Ale Smoku ma mocny dół, nawet, albo zwłaszcza pod górę, zostawia sobie drugie przełożenie, żeby nie szarpać tam jedynką. A tu czeka niespodzianka: wóz i para na identycznych maksiskuterach z przodu, przed nami. Pierwszy z nich to kobieta, łagodnie przymierza się do prawego. A nie, wcale nie, dobrze się składa. Żeby znowu ich trójkę – wóz i dwa maksiskutery wyprzedzić po zewnętrznej, Smoku musi się przyłożyć, przesiąść na siedzisku, żeby wydało. Prędkość większa niż przy samochodach na łuku poniżej, kąt pochylenia większy, a oś jezdni wyślizgana nawracającymi prawie w miejscu ciężarówkami, biała linia rozdzielająca na pewno śliska i podstępna. Życzenie tylko jedno: nie przestraszyć kobiety, żeby nie podcięła skutera.

 

Smoku jest cichy, niesie się tylko pomruk jego zamknięcia ciągu przez wielką tubę seryjnego wydechu. Ale teraz nie można było zamknąć i dać jej sygnału o swej obecności, że przemyka się pod jej lewym łokciem, bo rój i Multistrada blisko, złożenie dość głębokie, siła hamująca czwóry w rzędzie zbyt duża, żeby z tego skorzystać. Lecące z góry motocykle jeden za drugim schodzą na kolano. Ich linia jazdy jest blisko linii Smoka, przez jego wyprzedzanie po zewnętrznej, środkiem. I to też należy uwzględniać, bo tamci nie spodziewają się motocykla w takim miejscu, a przecież przycinają. Nie słychać Ducati, nie ma jak zajrzeć za nim do lusterka, nie ma czasu, ale przecież nie zatrzymał się w miejscu. Na pewno świetnie skręca, ma lekki przód, pompującą niutonometry zaciekłą i skuteczną Testastrettę.

 

Smoku wie, że przegra. Nie zależy mu na wygranej, bo niekiedy wystarczy zasiać wątpliwości, bez względu na wyniki. Bo niczego nie musi udowadniać, bo nie ma błotników do kupienia w ASO, a motocykle takie jak on, stały się jeszcze droższe i nienaprawialne. Jest za to przekonany, że cudze zwycięstwo nad nim nie może przyjść łatwo, po wyprzedzeniu przez przeciwnika przecież nie zamknie gazu.

 

Przeciwnie, naciśnie na obcego w odpowiedzi jeszcze bardziej, niż tamten. Jeśli uzna, że trafił na godnego przeciwnika. Ale czasem lepiej tego nie wiedzieć. Mogłoby się okazać, że na przykład lubi ten rząd, telewizję, albo disko polo. Że żałuje środków na nowe części do swego drogiego wozu, łata to byle czym ze względu na cenę. Niegodni pewnych rodzajów rywalizacji, puszcza się ich przodem. Są żałośni w kategorii obciachu.

 

Lewy dziewięćdziesiąt, szybcy tutaj przyspieszają, Smoku trzyma gaz i stałą prędkość, trwa w zawieszeniu. Tutaj też kiedyś był wypadek: potrzaskany Transalp pozostawiony w oparciu bakiem o barierkę, bez nikogo, wrak, już nie wymuskane marzenie.

 

Potem prawy, bardzo szybki, szeroko. Można pozwolić sobie na odrobinę luzu. Motocykl tutaj uspokaja się, nabiera prędkości, siły słabną poza tą odśrodkową, która rośnie, pęd powietrza. Jeśli ktoś jest za plecami, nie odważy się wyprzedzić, bo zbudowana prędkość robi się naprawdę duża. Trzeba pomóc Smokowi wysuniętym kolanem, które zmienia przepływ powietrza i aerodynamika dociska motocykl do wewnętrznej. Tego nauczył Broniu GSF1250, który nie skręcał w porównaniu do XJR1300. Zwrotnemu Smokowi to tym bardziej pomaga. Na tym fragmencie jest dość niezły. Nie boi się.

 

Do lewego nawrotu zbliża się Audi Q-coś tam. Kierowca jest przytomny, ustępuje trochę miejsca, albo tylko chce zaatakować od zewnętrznej, to Smokowi wystarczy. Żeby nie wyprzedzać wozu na zakręcie po wewnętrznej, Smoku nie hamuje na tyle mocno, żeby przeskoczyć go jeszcze na wejściu do nawrotu. Udaje się, choć dwójka po redukcji wchodzi przy nieco zbyt dużej prędkości i późno. Silnik poszarpuje w odpowiedzi i wyje z dezaprobatą, ale płynnie wysprzęglane przeniesienie napędu zachowuje trakcję, by motocykl pozostał spokojny. Nie ma jak podziękować kierowcy Audi, patelnia wymaga koncentracji i pełnego zaangażowania, asfalt, jego wtopione w strukturę minerały i świat wiruje jak na karuzeli za żetony z kieszeni dzieciństwa w nudne i samotne popołudnia. Nic innego się nie liczy. Może to zrozumie.

 

I prosta jak strzała do następnego nawrotu w lewo, na której motocyklowe wyświetlacze i wskazówki przekraczają zwykle drugą setkę. A tam: jaskrawe kamizelki w jej połowie. Czescy policjanci na motocyklach. Zamknięcie i wyczekiwanie, przy grzecznych jak nigdy stu kilometrach na godzinę. Jeśli są tu, ich mundurowi koledzy mogą być też tam, na górze. Rzut oka w lusterko. Dwa motocykle, chyba Multistrada i naked, daleko, zamknęli gaz dawno temu, wiedzieli więc co się święci, byli tu wcześniej. Jadą równo i tak samo spokojnie.

 

Potem gaz, do końca. Bo dosłownie na plecach, tak blisko, że widziałem jego roztrzaskane muchy w lusterku czarny CB Hornet, nie wiem który. Mógł być tylko sześćsetką, bo nie dawał rady utrzymać tempa podczas wyjścia i przyspieszeń pod górę. Gdy Smoku na pełnym otwarciu podrzucał przód w mechanicznym szarpnięciu. Nie wyprzedzał, bo został zablokowany do końca, linia jazdy Smoka zamykająca w każdym momencie. Bo loża tłumu motoszyderców miała właśnie widowisko. Miał jednak na to chęć, bo zwodziły go łagodne hamowania do zakrętu, gdy sięgałem po stary trik po to, żeby wyhamować K1300R, żeby go ostudzić, gdyby coś mi nie poszło, żebyś nie urwał mi łba kołem. Za dużo do stracenia.

 

Nie ma co rozwijać tej ostatniej akcji, czyta to zbyt wielu, nerwowych ludzi. Czarny Hornet SGL... w pełnym kombi z nakolannikami, jeśli to przeczyta to może podpowie jak to wyglądało z jego kokpitu. Wygrał na ostatniej prostej, ale nie pozdrowił, bez takiej komunikacji, nie musiał bo to zawzięta gra. Nie chciałem spotkania z policją na górze, ale też nie w ASO ma nowych błotników i nie ma nowych uszczelniaczy. Motocykl chodził znakomicie, ale mógłby dać od siebie jeszcze o wiele więcej zawieszeniowo i hamulcowo. Bo tylko tak chciałem, żeby nie było tamtym łatwo. Reszta motocykli, którym poprowadziłem, przepadła bez wieści, Hornet nie. Na jakiś czas to wystarczy. Nigdy więcej.

 

**************************************

 

  • A czy mógłby pan stanąć do zdjęcia? - zapytał komisowy sprzedawca Motocykli z Radości, który oferuje te z ABS-em, choć nie ma w nich ABS-u.

 

Nawet już cofał się dla uzyskania szerszego planu w ujęciu. Mimo to i tak bym to wziął, bo nie chciało się jechać dalej po podobny, ale inaczej sprzedawany, ale z ABS. Bo stolica jest fajna, ale nie taka zakorkowana. Poza tym, w mojej skromnej, ale zaciekłej branży przyjęło się, że gdy masz dobry humor, nie przystoi się kłócić o bzdury.

 

  • Po co to zdjęcie?

  • Na fejsa, jako przykład naszego kolejnego zadowolonego klienta.

  • Coś pan! Przy takim pedalskim sprzęcie nigdy. Chyba, że przyjadę kiedyś po B-Kinga. Możecie sobie trzasnąć foto z nim w moim rudym busie, ale beze mnie.

  • A czym teraz jeździsz? - zapytał nieco urażony.

  • Niczym niezwykłym, XJR z 2016.

  • Miałem takiego, i co, jak wrażenia?

  • W porównaniu do starszych motocykli to szajs jeśli chodzi o jakość zastosowanych materiałów, powłoki lakiernicze i tani plastik, ale silnik na szczęście zachował to coś, poprawili mu zasilanie, hamowanie oraz prowadzenie i to mi wystarczy.

  • To B-King jednak zdecydowanie na nieeee. W porównaniu do XJR zwłaszcza tej właśnie po liftingu, odchudzonej to Suzuki B-King nie skręca.

  • Coś podobnego Sama moc nie jest interesująca bez dobrego prowadzenia.

     

Wracając ze stolicy pomyślałem, że trzeba byłoby kiedyś sprawdzić to samemu. Czy B-King nie skręca. Byku też nie skręca, i cóż z tego. Kilka godzin później w grajdole, już po zmroku, wyprowadzam małe kółka z rudego po rampie, nakazuję kobiecie wsiadać i po prostu jechać na nich do domu, z biegu. Zachwycona kobieta odkręca gaz, rusza z kopyta przed siebie na naciśniętym hamulcu, ale jednak bez ABS-u i niepozorny skuter z poślizgiem przedniego koła wjeżdża prosto we mnie. Wspólnymi wysiłkami ostatecznie opanowujemy wściekle czerwoną bestię szalejącą jak na rodeo zamykając jej gaz. Kobieta tymczasowo przekazuje mi mały ster.

 

Później, zimną nocą jak niegdyś na Simsonie robię na małych kółkach piekło na mieście i odkrywam, że znakomicie przyspiesza, bez problemu wyciska ponad setkę, nawet we dwójkę i kocha to, co ja: ciasne zakręty, przy okazji świetnie hamuje. Na drugi dzień kobieta jeździ nią jak nakręcona godzinami, tak samo, w drugi, trzeci i czwarty. Na swoich małych kółkach na wtrysku. Potem zabieram jej tę maszynę i tniemy okoliczne zadupia na pół. Gdy tak leżę w słońcu pod błękitnym niebem na skórzanej kurtce na płycie starego lotniska, a czerwona jak Ferrari Vespa GTS 125 na lotniczym kółku z dwiema chłodnicami i łypiącą lampą stygnie, jedno chodzi mi po głowie.

 

Że muszę odszczekać to, co powiedziałem o niej sprzedawcy w komisie w Radości. To nie jest pedalski sprzęt, to dzika wariatka. A ja muszę nauczyć się na niej jeździć od nowa. Zanim znów wrócę na Cervenohorskie Sedlo. Zbyt wiele mi do niej brakuje, jest za ostra.

Komentarze : 1
2022-05-26 22:39:53 Calmly

Motocykle, są zapisane w człowieku lub nie. Nie można tego udawać. Niezależnie czy zaczyna się wcześnie czy później. Wszystko ma swój czas.
Oponki niech kleją a hamulce nie stygną.

  • Dodaj komentarz