Najnowsze komentarze
To prawda, konie przetrwają w każd...
ptwr2 do: Na drodze 445
A ja myślę, że nawet gdy już bezdu...
Kobiece kształty przyciągają uwage...
ptwr2 do: Na hamowaniu
Na moje własne wpisy trzeba poczek...
Ptwr2 dlaczego nie napisałeś tego ...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

25.09.2017 22:14

Wychodząc z nurkowania

Pojedyncze, tylne światło motocykla pomiędzy ciężarówkami było dobrze widoczne. Jego czerwień skomponowała się z szarością pochmurnego wieczoru na tle żeglujących naczep. I wyróżniała z bardzo daleka. Zawsze mnie to intryguje. Zawsze próbuję ich dogonić. Nie wiem po co. Nie wiem dlaczego. Nawet gdy nie przyspieszam, analizuję co zrobić, aby znaleźć się bliżej, obejrzeć. Posłuchać. Podziwiać. Może być też tak, że szukam okazji dla porównania?

 

Wieczór sprzyja takim sytuacjom. Gdyby tylko nieco przyspieszyć, aby podejść bliżej i obejrzeć kto to taki. Co tym razem przygotował przypadek? Jakiego rodzaju sprzężenie zwrotne się utworzy? Przez kilka sekund kontaktu wzrokowego zauważyłem, że lampa umiejscowiona była wysoko w obrysie obcego motocyklisty, zadziornie. Ale natychmiast zniknął on pomiędzy samochodami. Na późniejszej prostej skutecznie zasłoniły go inne pojazdy.

  • - Bronek ty weź podjedź – pomyślałem i odchyliłem więcej.

Na tyle, na ile pozwalał sposób podejścia. Ciężarówki, osobówki, niekiedy kretyni i traktory. Zewsząd. Wszyscy oni, nerwowi jak jeden mąż rozsiani na całej szerokości i długości tamtej drogi. Jechali w odstępach, ale byli dokładnie wszędzie tam, gdzie chciałbym odpalić petardę i wyrwać się ze schematu. Gdzie zawsze to robię w tamtych miejscach. Nie udawało się. Tymczasowo.

Teren zabudowany mijanej właśnie wsi nie rozstrzygnął niczego. Nikogo nie było. Zatem utrzymał on dużą prędkość. Przecież byłem na tyle daleko, że nie mógł mnie dostrzec, by uciekać. Ale musiał zacząć uciekać, ponieważ to ja dogoniłem jego. Czyli jak dotąd zamulał. No chyba, że wcześniej skręcił. Może.

Ale przede mną była jeszcze długa, szeroka prosta. Jedna z tych dla typowych mistrzów, gdzie można wyprzedzać na trzeciego, a nawet piątego. Chrzanić to, co myślą o motocyklistach w takich miejscach. Przecież i tak nikt mnie nie zna. A my tak czasem musimy.

Budowałem prędkość jadąc wciąż po przeciwnym, lewym pasie, wyprzedziłem duże zgrupowanie stłoczonych blisko siebie i czekających na mnie wolniejszych samochodów. Miałem wreszcie dzięki temu trochę więcej miejsca, aż do następnego peletonu pojazdów. A ten, przy utrzymaniu odpowiedniej prędkości powinienem osiągnąć szybciej niż po chwili czasu. Rozpędzałem się jeszcze bardziej. Potrzebowałem tego pędu. Cały tydzień spędziłem przy prędkości w granicy pierwszej stówki, praktycznie bez przyspieszenia. W udręce i znoju dnia codziennego. W świecie, gdzie nie ma motocykli w ogóle. Gdzie mało kto o nich słyszał. A jeśli nawet ktoś usłyszał, albo je kupował, albo posiadał, czy sprzedawał i tak na nich nie jeździł. Nie miał na to czasu. Tak jak ja.

Przy stu sześćdziesięciu gorączka zwykle opada, studzi duszę zimny wiatr. Przy drugiej paczce było już w sam raz. To jak skok do wody w upalnym dniu. Gdy wszystko wokół wydaje się płonąć, a zimna woda gasić. Wrócił głęboki oddech. Można potrzymać tak odkręcony rollgaz dłużej i nadlecieć, napaść z wyciem jak czarny bombowiec nurkujący. Wystraszyć kierowców. Jeden chociaż raz ustawić ich wszystkich w szeregu.

Wreszcie zobaczyłem go, a właściwie ich. Trzy motocykle. Zabudowane plastikami. Ale na cienkim kole, czyli to małe pojemności. Ale dość szybkie. Szykowały się do wyprzedzania peletonu, uwolnienia się od blokujących samochodów. Położyłem przezornie jeszcze jeden, drugi palec na klamce hamulca, gotowy do zamknięcia, a potem gwałtownie narastającego przeciążenia na skutek hamowania i w końcu wyjścia z nurkowania. Jednocześnie zszedłem o jeden w dół, czyli na bieg numer cztery. Bronek wydał z siebie jeszcze więcej jadowitego, rozrywającego brzmienia, podrzucając jeszcze wyżej na skali czerwoną wskazówkę obrotomierza. Zresztą której barwa pasuje do czerwieni szerokiej kierownicy. I drogi krajowej, oznaczonej na mapie w tankbagu, jeśli taki mam akurat ze sobą. Wtedy nie miałem, wyjechałem tylko po to, by zanurkować przy drugiej setce. Bez mapy i wszystkiego innego, co niepotrzebne. I właśnie to robiłem.

Wyprzedziłem ich wszystkich naraz jakby zatrzymali się w czasie i miejscu. Ich reflektory wkrótce rozmazały się w lusterkach. Zniknęli w przeszłości. A Broniu wciąż drżał od hałasu i prędkości.

  • - Nie. Ale czy aby na pewno? - pomyślałem odtwarzając w głowie widziany przez sekundę obraz i puściłem rollgaz, aby wrócił do punktu wyjścia.

Zamknąłem potworny ciąg. Wydech odpowiedział zamknięciem na głucho i wystrzałami dopalania. Prędkość malała. Huk wiatru ustawał. Wracałem do drogowego spokoju.

Motocykle dogoniły mnie w zabudowanym, gdy poczekałem na nie cierpliwie. A przede wszystkim trzymałem się przepisów, gdy tamci nie. To była trójka małolatów. Dwie kobietki w skórach kombi i wysoki chłopina w dresowej bluzie między nimi. Na 125-tkach i zdaje się, że na „trzysetce”. Szli równo, nie zareagowali na mnie i trzymając stówkę wyprzedzili Bronka bez pardonu podążając dalej we własnym rytmie. Dziewczę z tyłu, które zamykało grupkę było dobrze ubrane i naturalnie odpowiednio wyposażone. Zaraz po tym, gdy złapałem się za nimi, podniosło wypięty tyłek na równe nogi, opasany ciasno „alpajnstarsem”, aby zademonstrować, kto jest kto. Pokiwałem głową z aprobatą w odpowiedzi. Zauważyła to w lusterku i odtąd też od czasu do czasu przez resztę wspólnej drogi, jej kask kiwał się na znak oceny sytuacji – gdy wyprzedzanie jej ekipy było ryzykowne, albo gdy inni kierowcy byli wobec nas nadzwyczaj uprzejmi. Siła jednak jest w grupie, zwłaszcza tej częściowo babskiej.

Po tym, gdy z rozpędu i rozmachu wyprzedziłem niechcący wraz z kobietami ich chłopaka, ten potem długo nie chciał podejść bliżej. To przez Bronka. Ustąpiłem mu pola myśląc:

  - Człapaj stary do przodu, przecież to twój harem.

Wyprzedził mnie przy osiemdziesiątce przyjmując sylwetkę za fajerami tak opływową, jakby właśnie łamał trzy "paki" na A4. Czekałem na wywołany przy tym podmuch wiatru, który jednak nigdy nie nastąpił. Jego uduszony singiel właśnie robił co mógł, żeby wyprzedzić Bronka, któremu w ogóle nie zależało.

  • - Spokojnie z gazem kowboju, jeszcze się najeździsz w życiu!

Ronda zrobili dynamicznie, czysto, nie było wstydu. Na światłach zatrzymałem żelazo obok wspomnianej lali na małym przecinaku. Jej rozpięty do pępka czarny kombinezon, uchylił cały dekolt z charakterystycznym wybrzuszeniem półnagiej piersi. Oko spod wymalowanej rzęsy nieufnie zmierzyło Bronka. No tak, na taki widok K1300R też by się zawiesił. Uniosłem blendę, aby nie wyjść na zamaskowanego psychopatę. Zapytałem dokąd lecą i skąd są. Krótka pogawędka i wymiana uprzejmości, aby zaraz potem ruszyć dalej wraz z rzeką samochodów.

Przepadłem za nimi nieco, bo nie trzymałem tempa. Pozostałą część miasta zrobili niepotrzebnie na zbyt grubo. Niebezpiecznie, bo w sposób nieprzewidywalny dla innych kierowców. Nawet trochę obawiałem się otarcia o katastrofę. Chętnie udzieliłbym im moralnego wywodu, ale nie jestem żadnym wzorem pod tym względem.

Broniu skierował ciężki przód, czarny od much reflektor i ster ku czeskim zakrętom. Mimo wspólnej jazdy nie skręcił do Mac'a, czyli tam, gdzie zaparkowała na popas ekipa. Wciąż potrzebował pędu. Choć jeździ już trochę inaczej, jeszcze wolniej.

 

Poniżej krótkie, rytualne już dokończenie Continentala Sport Attack przez Bronka:

 https://www.youtube.com/watch?v=fycNWDW1aBM

 

 

Komentarze : 1
2017-09-25 23:12:54 Calmly

Kobiece kształty przyciągają uwage. Sa czymś żadkim i nietypowym kiedy można spotkać je na drodze w siodle motocykla, ciągnące za sobą długie włosy w korkociągu oplywajacego ich kask powietrza.
Kiedy widac je za sterami kilkudziesięciu tonowych ciężarówek, tez wprowadzają w stan zamyślenia...

  • Dodaj komentarz