Najnowsze komentarze
Okularbebe2 do: 4:24
Dzieki Calmly. Jak linie papilarne...
calmly do: 4:24
Boys of summer był i jest elektryz...
Okularbebe2 do: XJR - motocykl nieudany
Tak jest! Widziałem! 2x xjr. Nie p...
Aż zerknąłem. Są dwa teksty. Tekst...
A nie byłem, a zerknę.
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

24.08.2021 10:24

Komin i wokół niego

Możliwe, że po tysiącu kilometrów w siodle BMW tego dnia, zasypiał na stojąco ze zmęczenia. Na jego twarzy nawet w ciemności widać było to, że jest skrajnie wyczerpany, wręcz przygnębiony.

 

Że zew przygody zamienił się w walkę o przetrwanie. Że jest co wspominać, bo widział nowe morza i lądy, ale za to, że teraz nie ma siły nawet krótko o tym pogadać, przepraszał. Z powodu rosnącej wraz z kilometrami, unicestwiającej wszystko udręki. Za dużo wrażeń, ale i kilometrów też. Może widział i spotkał zbyt wielu podstępnych cyganów na nieznanej drodze. Zbyt słaby kondycyjnie po wirusach, lockdownach i tarczach antykryzysowych. Motocyklista współczesny, który wybrał daleką trasę po przestoju, uwolnił się i przetrwał w podróży niemal dookoła świata. Odkrywca.

 

Mogę się mylić i nie tak jak trzeba to oceniać. Ale Smokowi to obojętne. Pozwala sunąć przez rozmaite rodzaje zapachów pól, lasów oraz kwiecistych woni wysportowanych kobiet na rowerach. Bo w otwartym kasku, przewiewnej skórce i rękawiczkach bez palców jest to wszystko jeszcze bardziej namacalne, bliżej. W sobotnie popołudnia, bocznymi drogami. W Otmuchowie pojawia się czasem na pierwsze tankowanie, ostatnio 6,09 złotego za litr dziewięćdziesiątki ósemki. Smoku na filtrze o większej przepustowości pije mniej, schodzi poniżej sześciu na setkę. Da się wytrzymać jak na 1,3 litra w rzędzie.

 

Z Otmuchowa do Czech prowadzi nowy asfalt, gdzie ostatnio wieczorem Smoku mógł doznać poczucia zawodu, że KTM Super Duke 990 wciąż nie zademonstruje mu, jak szybkim motocyklem jest na prostych i zakrętach.

 

  • - Nie lubię gonić – powie później, gdy ostygną opony i silniki.

 

Wcześniej i potem nie raz wspominał jeszcze, jak to nie zapierdalał. Nie lubię już tego pędu pomiędzy samochodami, w każdym siedzi Judasz, ale słucham z niepokojem. KTM był wtedy pewnie za szybki dla Smoka, ale na razie nie jeździ. Nie miałby jaj i głowy, tak mówił.

 

Na naszej drodze przez te wszystkie lata to już trzeci austriacki super książę tak bardzo wychwalany, że aż wystraszony sam sobą. Spięty i niespokojny, bo miał trudny, szarpiący bez sensu silnik i charakter, nigdy nie wiadomo o co im chodziło. W szybkiej jeździe na zwykłej drodze zauważyłem, że szarpiąc po prostu przeszkadzały, szczególnie zwyczajnym motocyklistom bez nadęcia. Później to poprawili w fabryce, ale zrobili motocykl za lekki i zbyt wysoki, bo wężykuje na hamowaniu z dużych prędkości, targany i uniesiony wiatrem. Smoku to wie. Jego środek ciężkości jest niziutko, monumentalny silnik wywiera odpowiedni nacisk na przednią ośkę. Stara szkoła.

 

Żeby to samo osiągnąć w nowej Multistradzie, która też jest za wysoka, zainstalowali jej deflektory poprawiające dociążenie i trakcję kółka z przodu. Brakuje tam masy wirującego kowadła w postaci wału korbowego z rzędowej siłowni. Inni producenci sięgną po to samo, czyli działające uspokajająco spoilery. W czasach XJR, motocykliści mogliby paść ze śmiechu na widok współczesnych, plastikowych motocykli ze skrzydełkami. I odwrotnie. Bywa, że Smoka nawet nie pozdrawiają. Co innego Byku GSX-R 1100, pozdrowieniom na jego widok wydaje się nie być końca. Nie nadąża czasem z odpowiedzią.

 

Na Smoku nie trzeba nawet przesiadać się na drugi pośladek dla lepszej kontroli na zakręcie. Można w pochyleniu jechać tak, jak „sześćsetką”, czyli slalomem, bo reaguje i odpowiada. Jego silnik zapewnia ciąg, choć nawet go wtedy nie słychać. Bo nie przeszkadza w niczym, gdy pompuje niutonometry. Można skupić się na drodze i niczym więcej, cała reszta stabilnie i intuicyjnie. Jak nie przymierzając na przykład nowe ZH2.

 

W Czechach Smoku odnajduje nowy asfalt do Zulovej. Odremontowali tam też kościółek przy drodze, wyrżnęli lasy. Wszystko się zmienia, ale blizny czasu zostają, jak te stare mury po drodze. Nie ma po co zatrzymywać się na zdjęcia. Te ujęcia stały się zbędne, nie oddadzą treści, jedynie zarys myśli i obrazu, powierzchowny. Myśli na temat tego co jest, a czego już nie ma. Czego już nie ma, a co będzie. Trzeba zapamiętać, że to tylko podróż na Smoku w czasie i nic więcej.

 

Zakręty przechodzące w zakręty. W niektórych miejscach strach ogarnia Smoka na wspomnienie, z jakimi prędkościami jeździli tamtędy Masaje udzielając cennych lekcji, zanim przenieśli się na inny poziom, czyli tory wyścigowe i inne ogumienie.

 

Potem wietrzna Ramzova, gdzie Smokowi ucieknie dogoniony wcześniej bez wysiłku KTM, znowu Duke, ale mały 390, nie naciskany, też książę. Pierdząc z rurki wyprzedzi auto, strasząc tym manewrem rowerzystę z naprzeciwka. Było tam ciasno i niepotrzebnie, powinniśmy się trzymać od innych z daleka. Potem Branna, z której wytoczy się ustępująca miejsca Smokowi na prostej startowej kolumna kilkunastu maszyn. I tak oto Smoku stanie się na jakiś czas przewodnikiem prowadzącym kolumnę. Jeszcze bardziej spokojny i przewidywalny, bardzo pomocny, żeby szyk mógł utrzymać się w całości pomiędzy samochodami. To niełatwe. Kolumna sunęła zbyt wolno i nie reagowała na czas, ale udało się. Przejechaliśmy tak w całości kilka kilometrów.

 

Za Branną Smoku skręcił tam, gdzie nawołują go drapieżne ptaki. Droga zrobi się wąska, na jedno auto i czasem bardzo nierówna. Stare drzewa pochylają się nad starymi pastwiskami. Wokół trochę lasów i nieodległe wierzchołki gór. Minimalny ruch pojazdów. Można odetchnąć i postać na środku jezdni. Dawniej Czarni tam by przypalili. Rzadko ktoś przejeżdża.

 

Potem Cervenohorskie, trzy patrole policji, motocykle jeżdżące tym razem powoli i jeden wypadek na motocyklu, na zakręcie. Obserwują Smoka uważnie, bo wydaje ciche tony i trudno z daleka ocenić, czy akurat łamie limit prędkości. A on nie wystawia się na strzał z radaru. Jemu chodzi tylko o szybkie zakręty dla swych opon Michelin Power 5, które aż skwierczą, tak sklejają styk. Były drogie więc łaski nie robią. Umożliwiają jeszcze szybszą zmianę linii jazdy, a wydawało się, że to zależy tylko od wagi i możliwości motocykla. Na razie Smoku przepuszcza do przodu wszystkie samochody i jeden motocykl z Krakowa, żeby zdobyć dla siebie więcej miejsca. Żeby zakręty pokonać dość szybko, inaczej niż do tej pory na Bykach, Obłych, TDM i GSR-ach. Po dynamicznym wyjściu na proste, zwalnia. Ostatni policjanci odpowiadają zgodnie na jego skinienie głową. Widzą klasyczny motocykl i uśmiechniętą, nieogoloną gębę w kasku bez szczęki. Darują przewinienia. Nie wiedzą, że jedzie tam, gdzie ich już nie będzie. Jeszcze na zjeździe Smoku ostrzega przed nimi innych oraz innych przed samymi sobą. Bo wymijamy się z trzema sportowymi z naprzeciwka, idą szybko ciasną, wyjącą wydechami chmarą w górę, środkiem zakrętu i jezdni, gdy Smoku akurat przycina swój lewy przy osi. Można byłoby przybić piątki... Zwolnijcie chłopcy. Jeszcze macie czas.

 

Potem droga na Karlovą Studankę, wreszcie otwarta, z nowiutkim, gładziutkim asfaltem. To tam po nierównościach byliśmy naprawdę szybcy, również z Masajami i Czarnymi. Na gładkim to już nie to samo. Motocykl przestał wierzgać, płynie tylko sennie, cichutko, jakby był z innej bajki. Nie ma już tych dziur, kolein, rozstępów, znaków na jezdni czy smołowatych placków. Nie ma już tej presji i chyba już nigdy nie będzie. Obce, spotykane tam czasami motocykle nie są godne tamtej przymiarki kto jest kto. Nawet gdyby okazały się równie szybkie, a nawet szybsze. Ale tamta droga taka pozostała, piękna, wśród przeciwległych zboczy gór i spływających z nich potoków. Ludzie, którzy nie lubicie zamętu: nie jedźcie na Cervenohorskie, tuż obok jest równie dobrze.

Jeszcze jeden postój wypada przy pastwiskach tuż przed polską granicą. Widać z góry wielką równinę, konie, krowy i myszołowy. Ostatnie ujęcia i myśli. Nikt tam nie jeździ, bo drogę wypłukały ulewy, można uszkodzić wóz i motocykl. Smoku przebija się na pół sprzęgle, delikatnie. Uważa na swe powierzchnie. Żeby nimi nie przyziemić.

 

Ale nie ma sensu stać w miejscu, gdy silnik stygnie.

 

Powrót przypomina lądowanie. Droga jest tam bardzo szeroka, wije się szybkimi zakrętami w dół i teraz porobili przy niej barierki. Dookoła jeszcze przez chwilę rośnie las, a powyżej stu dwudziestu kilometrów na godzinę motocykl opada gwałtownymi uskokami jezdni w dół. W ten sposób na pokładzie można poczuć namiastkę stanu nieważkości. Leci się tak, że uszy zatyka. Jest dobrze, choć znój i trud codzienności coraz bliżej. Ale też ludzie, piwsko i grillowane mięsisko czekają. Podpalę, a potem upiekę.

 

  •  
    • I co, czyli Magellan był jednak tylko jeden? – powiedziałem do kolegi ze wstępu tej treści, który w środku nocy, świata, lata i miasta udawał, że mnie nie zauważył i na te słowa nie odpowiedział.

       

Możliwe, że się zamyślił, możliwe, że mnie nie zauważył w porę, choć ulica była pusta, a ja dryfowałem po kilku kuflach, wychylonych na plenerowej imprezie, w świetnym nastroju. Zatrzymał się dopiero po chwili, krok za mną. Byłem po południu na małym kółku. On wrócił z Rumunii, albo kto wie skąd jeszcze. Nie pokazał żadnych zdjęć, ani trasy, ani nowego BMW, na którym tam był. Nie miał siły i ochoty. Szkoda, bo kibicowałem mu. Bardzo chętnie pokazałbym mu swoje maszyny i zdjęcia, ale nie był zainteresowany. Bo cóż mogło go zaskoczyć w opowieści o wiejskich drogach za Zulovą?

Komentarze : 2
2021-09-02 07:08:33 okularbebe

A nie byłem, a zerknę.

2021-08-24 21:23:54 Jazda na kuli

Cervenohorskie dwa razy tylko byłem, ale uwielbiam. Może za rok da się powtórzyć. Jest jeszcze taka miejscówka w Czechach gdzie chciałbym pojeździć a mianowicie góra Jested. Byłeś? Aha i jeszcze na Pradziada chciałbym wjechać.
Pozdro.

  • Dodaj komentarz