Najnowsze komentarze
a ja myślałem, że wskaże dużego gi...
Tak panowie. Człowiek ma chwilę sł...
Bajson do: K1300R
Tak przemijanie. Chęć powrotu do d...
Przemijanie, które zazwyczaj wyzwa...
ja przy przebiegu 50k założyłem ir...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

23.12.2019 19:02

Zanim usiądziemy za biurkiem

 

Szukam tych obrazów wszędzie. Ale teraz, w grudniu jedyne, na co mogę popatrzeć to obrazki w internecie. Niech ktoś tam po drugiej stronie planety spali gumę, odpali od kopa jakieś V2, niech zrobi fotkę spoza kierownicy, gdy leci przez góry przed siebie. Nagra jeszcze jeden walkaround. Popatrzę na to wszystko przez bajty na sekundę.

 

Nie lubię, gdy w słonecznych, gorących stronach prowadzą w krótkich spodenkach, klapkach, albo sandałach. Gdy kopią podeszwami kilkukrotnie w „jedynkę”, jakby dźwigienka przekładni, połączona z mechanizmem była niewbijającą się w ziemię tępą łopatą. Albo później, już podczas jazdy mówią niby do mnie, a jednak sami do siebie. Prawie niepotrzebnie. Jak ja tutaj, pisząc i używając słowa prawie na daremno.

 

Gdy ten rok minął niepostrzeżenie, uświadomiłem sobie, że pierwszy raz od dawna niewiele pojeździłem. Praca, rodzina i pies. W tym 70000 km w osobowym dieslu w dzień i w dostawczym dieslu w nocy, przez prawie rok. Wszystko absolutnie temu przeszkodziło. Również w pisaniu. Ale jedno się nie zmieniło. Przez ten cały czas prowadziłem te wozy tak, jakbym wciąż prowadził Bronia, którego nie ma. Bo kiedy należało było gładko, kiedy trzeba, było brutalnie i do samego końca. Mam to w chromosomach. Nie umiem już inaczej. To przez niego. I te wozy to lubiały.

 

Nie da się jechać nie wiadomo gdzie, nie wiadomo po co. Zawsze jest gdzieś tam coś jeszcze, coś pomiędzy. Gdy wychodzę z zakrętu na Wariatce, a słońce wisi naprzeciwko, zachodząc za górskimi świerkami, oślepiony jego pomarańczowym blaskiem dostrzegam jedynie zarys krętej szosy. Płaszczyznę asfaltu odbijającego jego silne światło. Tłem dla mojego małego, motocyklowego istnienia staje się wtedy tylko tamten mroczny, iglasty las przede mną. Jego ciemny, prawie niewidzialny pod słońce kontur wyostrza każdą gałąź krzaka, rosnącego w pojedynkę na prawym poboczu, uchwyconego przez perspektywę światła.

 

Już wiem, że gdy go ominę, zapadnę się w ciemność, ukrytą zaraz za nim, ucieknę od słońca, do reszty. Zanurzę się w wilgotnym lesie. Ze starymi dziejami. Z dawnymi kumplami i ich motocyklami. Z ostrym, zimnym powietrzem wokół. Tam, gdzie motocykl szybko stygnie, gdy czuć jak pod wpływem przecinanego, chłodnego powietrza wyziębiają się jego gumy. Jak Wariatka przestaje trzymać, a zaczyna wierzgać niestabilnie. Jak zamienia się doznaniami - od naostrzonych nożyczek w ciężki młot, szukający przyczepności, w strefie jesieni i zimy. Jak bardzo nie chce tam wracać. Przeszywa ją dreszcz. Niepokój. Lęk przed tym częściowo utraconym.

 

***************************************

 

Wyprzedził mnie znienacka. Nadleciał z ogromną przewagą prędkości, nawet nie widziałem go w lusterkach. Szykował się do prawego zakrętu od dawna, nawet za wcześnie zajął ten lewy, przeciwny pas jezdni, aby się przygotować. Miał GoPro z boku kasku, czarną bluzę z kapturem i białym napisem poniżej: „lubię zapierdalać”.

 

Zrzuciłem na cztery, po tym jak uznałem, że się nadaje. Wariatka szybko i za wcześnie straciła impet w chwili, gdy oparłem rollgaz o ogranicznik, a ciąg przerwało odcięcie zapłonu po nazbyt krótkim czasie. Tak wiem, to sranda. Nie można mieć wszystkiego. Duży singiel, nie szarpie tak brutalnie, jak czwórka w rzędzie, albo fałka. Po prostu smutno zdycha. Nie do tego powstała.

Chociaż pokazała właśnie 135 na godzinę.

 

Ale nie przebijałem wyżej, na piąty bieg, bo brakło mi miejsca i dynamicznie załadowałem się zaraz za nim w tamten łuk w ciemno, na pełnej k...wie. Tak, tak. Tak jak napisałem, bo jest wielu którzy przeszliby tamtędy jeszcze szybciej. I wielu, którzy dawno temu zamknęli przed czymś takim gaz ze strachu.

I wsiedli za biurko.

 

Ale nawet dla mnie to wciąż nie było za szybko. W końcu znałem tę drogę i ćwiczyłem tutaj z szybszymi, na Obłym i na Broniu. Dogoniłem nawet uciekającego B-Kinga, jadowitym GSR600.

 

Teraz utrzymałem kontakt i równą odległość.

 

Dlatego wzdrygnąłem się nieco, gdy przed następnym, ostrzejszym zakrętem w lewo trochę tylko zwolnił i nie wspomniał o hamowaniu. Tym razem nie miałem koszulki z Hendrixem, a więc wystraszyłem się, bo miałem piąty bieg i prawie 150. Bo tak jak tamten motocykl, nie hamowałem. Zwolniłem asekuracyjnie na zamknięciu. Miał podwójny wydech pod ogonem, więc musiałem sprawdzić, któż to taki właśnie mnie pokona.

 

Widziałem po jaki kąt złożenia sięgnął na tamtym, dość wysokim motocyklu na szerokiej oponie 180. Widziałem, jak aktywną pozycję na motocyklu w tym czasie zajął. Uznałem, że też dam radę. Na jedynych 160 mm. Z szeroką kierownicą Wariatki, która komunikuje czytelnie, co jej pasuje, a co nie.

 

Ledwo się udało. Skroń zaczęła pulsować, pod kaskiem zrobiło się duszno i gorąco. 2CT od Michelina ledwo przytrzymało nadsterowny tył. Ogarnąłem to szybko i usiadłem typowi na ogonie na prostej, już we wiosce. Popełniłem niewielki błąd przeciążając przód przy takiej prędkości. Człowiek ciągle się uczy.

 

Wymownie obejrzał się i zwolnił, a potem skręcił bez pozdrowienia. Nie spodziewał się, że wciąż za nim byłem. I to na wąskim kole. Pierwsza Multistrada świetnie skręca. Jednak wcale nie lepiej od Wariatki XT660X.

 

*****************************************

 

Wieczorem lepiej robi się zakupy ze względu na mniejszy ruch i wolne miejsca parkingowe przed marketem. Gdy sięgam po klapę bagażnika, widzę jak idzie na jednym kole. Przez całą długość ulicy warszawskiej, mimo mroku. Ma GoPro z boku kasku i bluzę z kapturem i białym napisem „Lubię zapierdalać”. Dobry wariat jest. Przytrzymałem się za nim przez chwilę.

 

Wesołych Świąt!

Komentarze : 3
2019-12-30 21:09:04 DominikNC

Cześć! Ja siedzę za biurkiem, ale może dzięki temu bardziej doceniam chwile za kierownicą. W tym roku ok. 12 tys motocyklami i może drugie tyle samochodem. Wczoraj ostatni raz w tym roku udało się pojeździc, az do bólu palców w zimowych rękawicach. Chyba jednak dokupie handbary, mimo ze to kłóci się z moją filozofia minimalistyczna. Życzę wszystkim udanego sezonu 2020, przecież musi być lepiej i więcej, prawda? Pozdrawiam!

2019-12-23 19:33:17 okularbebe

Dziękuję jaazda na kuuli! 300 to było na wieczorową porę, bywało, że codziennie. Dało się radę:)

Tobie też Wesołych, Zdrowia i piniędzy!

2019-12-23 19:22:21 jazda na kuli

no 70k na aucie, to już trza konkretnie latać po 300 kilo dziennie. wesołych, dużo zdrówka i piniendzy !

  • Dodaj komentarz