Najnowsze komentarze
Okularbebe2 do: 4:24
Dzieki Calmly. Jak linie papilarne...
calmly do: 4:24
Boys of summer był i jest elektryz...
Okularbebe2 do: XJR - motocykl nieudany
Tak jest! Widziałem! 2x xjr. Nie p...
Aż zerknąłem. Są dwa teksty. Tekst...
A nie byłem, a zerknę.
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

30.10.2021 20:08

4:24

Smoku zatrzymał się na granicy koło Sławniowic, nie wiedząc co dalej. Skręcić w lewo, czy w prawo, czy olać to wszystko i obok ruiny zamieszkiwanej przez cyganów dać pod wiatr prosto, ku wznoszącym się górom w tle. Przemknąć obok brudnych dzieci, biegających wprost na szosie. Wirujących na silnym wietrze, schnących koszul czy porozkładanych wraków samochodów, których nikt inny oprócz tych Romów już od dawna nie chciał.

 

Czterogarowy silnik 1,3 litra tworzył jak zwykle równy szew złożony z niezmordowanych cykli swojej pracy, znalazł się znów w swoim żywiole. Daleko od nieruchomej, ciemnej i zakurzonej jamy, od pustki codzienności. W samym środku spektaklu. Ładował wyziębioną długim postojem baterię. Rozgrzewał szwankującą instalację elektryczną, wypiekał połączenie masy na silniku, poprawiał styki.

 

Jeszcze nie wracał do domu, przeciwnie, uciekał przed siebie. Dokądkolwiek by się udał, nawet pod wiatr i w nadchodzący mrok. Zdmuchiwał z siebie kurz jamy. Oczyszczał poszycie. Naoliwiał mechanizmy. Jeszcze raz jechał na kółko przed nadciągającym lodem, śniegiem i zaspami.

 

Obok cyganów Smoku wystartował prosto pod silny wiatr.

 

To część tej gry, która polega na tym, żeby jak najszybciej wydostać się z codzienności, nawet jeśli nie jest zła. Z odrętwienia rutyny na czyste przestrzenie górskiego powietrza pośród wzgórz i ich wąwozów. Na inne asfalty koło rzeki i lasu. Żeby potem popchnąć to wszystko inne, co pozostało we wstecznym lusterku jeszcze dalej, na jeszcze inny poziom.

 

Tak, to zaledwie krótka podróż, ale bywa, że tylko na nią czeka się tygodniami. Na ten kolejny start przed siebie, bez ciężaru. Nawet, jeśli kręta droga wiedzie nie dalej niż dwie godziny motocyklowego lotu od jamy. Można byłoby tak latać co wieczór, ale nie. To niemożliwe, priorytety takie jak rodzina, praca i niespłacona hipoteka niweczą to poczucie wolności, cynicznie wypychają czas dla motocykli i samego siebie z pierwotnego życia. Ograniczają, by ostatecznie wykluczyć z gry, udusić. Bo jesteśmy poważni i odpowiedzialni. A motocykle są drogie i niebezpieczne. Niweczą to poczucie, ale z drugiej strony dzięki tym ograniczeniom trzymamy się na baczności. Na ile to się uda.

 

Nie wyłączę mu zapłonu przez najbliższe 130 kilometrów, aż do następnego tankowania. Czwórką do końca i gdzie się da, bez wrzucania piątki, wtedy jest zbędna. Przy mojej jeździe na ostro zdoi ponad osiem na setę. Smoku będzie pracował na wolnych obrotach w tle nawet wtedy, gdy pozostawię go i zejdę w dół na brzeg górskiego potoku. Mimo sześciu złotych za każdy litr dziewięćdziesiątki piątki. Zawrócę i przyspieszę pełnym ogniem i bez sensu tam, gdzie ominięte wzgórze na tle zachodu słońca za plecami wyda się jednak interesujące. Nie przywitam się ze spotkanymi, innymi motocyklistami. Zrobię zdjęcie obok nich dla siebie, nie gasząc nawet silnika. Zajrzę do starych miejsc, gdzie dawno nas nie było. By podpatrzeć przemianę wszystkiego, upływający czas oraz poszukać odpowiedzi na to, jak to wszystko może jeszcze będzie. Hamulce nie będą odpoczywać. Zwiększone tłumienie dobicia pozwoli przelecieć przez zniszczone fragmenty asfaltu odpowiedniego dla supermoto, tuż obok pastwisk, bez zwalniania.

 

Niczego ze sobą nie zabiorę, żadnych kufrów, toreb, podpinek, kamer i plecaków. Ani nikogo. Zabierałem ich parami i grupami. Latami wlokłem za sobą. Wystarczy, nie wiszą już na mnie, na moim kole, nie spowalniają mnie, na motocyklu jak w pracy - nie życzę sobie. Mój pies, gdy trzeba chodzi w szelkach i na smyczy, ale kocha ten stan, gdy nie ma nawet obroży i może biegać po polach sam przed siebie. Wolny i daleko. Zawsze wraca.

 

Dobrze to szło. Wyprzedzanie przy piątku ciągów samochodów, wyścig z kierowcami, dla których nawet zwinny fiat punto, czy dymiący diesel w avensis dawały od siebie na tyle dużo, żeby Smoku mógł machnąć im w podzięce za wspólną jazdę. Miejskie korki w Nysie zrobione slalomem, bez zatrzymywania. Czy to aż tak było po nas widać?

 

Widać to, że jeszcze tak możemy? Że pozornie spokojny Smoku pragnie prędkości, rywalizacji, wygranej i przy tym dobrej zabawy? Że chce jechać inaczej niż wszyscy, wywierać presję, po czym znikać szybko i daleko? W integralnym kasku nie widać jego nieogolonej mordy bez kwadratowej szczęki, nie jest bohaterem. Ale by pozostać anonimowym musi schodzić z linii strzału, nie dać się zaskoczyć. Głęboko mruczał, gdy gaz otwarty bywał ponad miarę. Potem ryczał wąskim zakresem dostępnych obrotów, gdy wyjście z łuku przebiegało na ostro tak, żeby podczas następnego hamowania pochylać się do zakrętu z daleka, od nadmiernej prędkości. Żeby wystawić kolano po to tylko, by pomóc maszynie nierównomiernym oporem przepływającego strumienia powietrza. Nie trzeba tego robić, ale w taki sposób idzie to wszystko inaczej. Mocniej i wyraźniej.

 

Kiedyś jeździliśmy wszyscy jeszcze szybciej i jeszcze bardziej na pałę. Dziś rzadko, ale bywa podobnie, z tą różnicą, że jedzie się bardziej na zimno. Łapki nie trzęsą się już z byle powodu. Ale to też niczego nie gwarantuje. Lepiej zamykać gaz za wcześnie.

 

Dopadnięty Czech na BMW zechce zerwać się i uciec na krętej drodze. Na jednocylindrowym rumaku o znakomitej zwrotności. Wyprzedzi peleton samochodów, pomiędzy którymi rzekomo utkniemy na kilka chwil, aż zniknie z pola widzenia.

 

To podpucha od Smoka. Bo droga wiedzie zakrętami pod górę i Smoku nawet nie chce, żeby mu poszło z BMW, który i tak spuchnie pod górę zbyt łatwo i za szybko. Wyprzedzenie wszystkiego, co się tam poruszy nawet na zakrętach z zimnym, ale nowiutkim asfaltem zajmie trochę czasu. Ale odbędzie się w sposób godny amatora, który bardzo chce wygrać. A przy tym gładko, z pomrukiem z fabrycznego komina i bez oznak napięcia. Pilot 5 trzyma się zimnego powietrza i jezdni tak, jak o tym napisali. Mimo, że przód nie został zamknięty, puszczał z lekka utrzymanie trakcji. Dawał o tym znać wcześniej, a to dobrze. Ale też Smoku nauczony jest dynamicznej jazdy bez nadmiernych przechyłów. Nie zawsze są takie potrzebne na zwykłej drodze, wiodącej przez liściaste lasy w jesienne wieczory. Brak odpowiedzi Czecha na manewr wyprzedzenia go po wewnętrznej, przyniesie zamiast poczucia zwycięstwa - ulgę i zawód równocześnie.

 

************************************

 

Gdy mój ciężki wóz po serii następujących po sobie manewrów zaczyna tracić równowagę i linię jazdy sygnalizując bujaniem budy to, że jest na limicie swoich możliwości, gdy w odpowiedzi na wywołaną niestabilność dokładam pedałem benzyny i tlenu, żeby napęd przednich kół i masa silnika V8 zrównoważyły rosnącą siłę odśrodkową i pomogły tylnej osi w łuku, to czasem też o tym myślę.

 

Myślę o tym, kto z konstruktorów walczył z takim zjawiskiem w fazie powstawania konstrukcji. Który z nich coś dodał lub odjął, na przykład kilogramów tu albo tam. Żeby ktoś taki jak ja, zsiadający ze stosunkowo lekkiego, bo dobrze wyważonego motocykla, wciąż bawił się świetnie za kierownicą czterokołowej maszyny, w której czas płynie wolniej. Która nie przepada za dynamiką tak, jak motocykle, czy inne wozy, bo ją bardziej znosi z drogi, a jednak pod pewnymi warunkami też to wszystko potrafi.

 

Myślę o tym, czy w motocyklach było tak samo. Czy jeden inżynier mówił do drugiego: „Słuchaj Darijo, trzeba zmienić kąt główki i wyprzedzenie, bo projekt idzie wprawdzie świetnie na wprost, ale przy tak długim wahaczu kilka stopni korekty główki może sprawić, że nie tylko nie straci stabilności na prostej przy dużej prędkości, ale na pewno poprawi się zwrotność na naprzemiennych łukach, gdy utrzymanie stabilności jest najtrudniejsze”.

 

A inny mister Wo odpowiadał mu przy sushi: „Dobra, zróbmy to, ale tylko o półtora stopnia, bo inaczej będziemy musieli cofnąć silnik, albo zmniejszyć jego przekładnię, i niestety skrócić wahacz. A na to mogą nie zgodzić się te stare pierdoły z działu silnikowego i obmiarowego...”

 

Na to Darijo: „Pewnie inny kąt i tak silnikowcom się nie spodoba, bo będą musieli włożyć cieńsze rury kolektora, przez co silnik straci wydajność i ciężkie brzmienie. To niech chociaż dobrze skręca, kierwa mać!”

 

Mister Wo: „To nic. Sfrajerowali się na tle konkurencji, bo mogli podać do danych w homologacji moc nominalną z tylnego koła, a nie z wału, tak jak to pokazali chłopcy z Suzuki. W efekcie tamci mają trochę więcej mocy w rezerwie, bo nie podali tej prawdziwej, wytwarzanej na wale, lecz naturalnie obniżoną, z koła. Po to, by motocykl o ograniczonej mocy do 48 koni, wynikającej z dzielenia tej maksymalnej na pół, udało się sprzedawać w kategorii A2 prawa jazdy. Nasze konie mechaniczne i niutonometry nigdy nie będą takie same w odczuciu jak te w GSF1200 Bandit. On wyciska 180 już na dwójce! A w XJR max na piątce to tylko 213 na godzinę z silnika 1,3 litra. Obciach, nasz projekt objadą nawet sześćsetki!”

 

Darijo: „Dziw bierze, że przecież ten sam silnik w starej FJ 1200 produkował 130 sytych koni. Ale wtedy nie był składany z tanich materiałów. Dlatego niech chociaż dobrze skręca i hamuje. A daj mu nawet o dwa stopnie ostrzej!”

 

Chyba takiej rozmowy nie było, ale czy nie mogłaby się wydarzyć?

 

**********************************

 

Na krętej drodze powrotnej, Smoku zatrzymał się na lewym poboczu za prawym zakrętem o zachodzie słońca. Miał stamtąd lepszy widok na góry po lewej oraz odkrył dwie sprawy: pierwsza dotyczyła pobocza, że ma ono ukryty w trawie uskok, od którego nie ma ratunku na „przepałowanym” zakręcie, jeśli znaleźć się poza krawędzią jezdni. A druga, że czasem tylko na pokonywanych wolniej zakrętach pojawia się jedyna okazja, żeby przyjrzeć się dokładniej i z bliska temu, co akurat rozlane jest na asfalcie. Silny wiatr spychał Smoka na drzewa podczas jazdy, a teraz na postoju, mógłby go przewrócić. Nie gasiłem silnika i podtrzymywałem motocykl obiema nogami, nie zsiadając z niego nawet na chwilę. 

 

Na zrobionym zdjęciu w tutejszej galerii widać, że jest minuta za wcześnie. Potem, przypadkiem telefon utrwalił jeszcze jedną krótką chwilę, ale to już na kilkusekundowym nagraniu. To dziwny przypadek zważając na niekontrolowanie czasu przez Smoka po drodze oraz zbyt długie uzbrajanie się aplikacji nagrywania kamery w moim gównianym telefonie.

 

Bo widać na nagraniu charakterystyczną, przypadkowo przyłapaną godzinę i minutę na kokpicie Smoka, przypominające dokładnie takie same z dawnych lat, gdy Czarni siedzieli we czterech u mnie w pokoju na poddaszu. Zanim wsiedli na swoje motocykle, nagrali na kasetę stary utwór Dona Henleya z radia wraz z zapowiedzią spikera i podawaną przez niego tą samą godziną, odtwarzaną potem postokroć, do znudzenia. 

 

A teraz nagranie godziny na wyświetlaczu pomiędzy zegarami, dźwięk pracującego na wolnych obrotach Smoka i potem widok odbicia własnego cienia z zarysem motocykla na jezdni z szarpiącym wiatrem wokół, przywołało na myśl tamtych ludzi. Jakby znów tu byli. Wtedy, jeżdżąc w byle czym i do końca, często tak samo marzliśmy. Do spodu.

 

Dla tamtego Czarnego i paru innych motocyklistów jeszcze raz zabrałbym w drogę kufry, torby, podpinki, kamery i plecaki. I baranie futro. Oddałbym im znów swoją owiewkę, amortyzatory, świece i każde dobre albo złe słowo, które padło. Lodówa, Heny, Wódz, Fido, Aneta i inni... Wlokłem się za nimi, albo oni za mną. Szkoda, że nie można wisieć sobie na kole, jak wtedy, na tamtych motocyklach. BMW, Yamaha, Suzuki, Kawasaki i innych.

Ale zostały te symbole. Jak ta sama godzina. 

Komentarze : 2
2021-11-01 09:11:53 Okularbebe2

Dzieki Calmly. Jak linie papilarne. Odciśnięte. Inni mają znaczki, my mamy to.

2021-11-01 08:37:31 Calmly

Boys of summer był i jest elektryzującym utworem. Nazywany właśnie w wąskim gronie naszych dusz, czwartą dwadzieścia cztery.
Klimat z filmu oddaje do złudzenia podobną sytuacje, która miała miejsce piętnaście lat temu. Nagrałem krutki film na Nokię N95, przedstawiający okolice przy zachodzącym słońcu, parkując wcześniej Hondę Blackbird na poboczu drogi. Pamietam dokładnie co wtedy myślałem. Wiedziałem, że kiedyś ktoś ten film zobaczy i zamyśli się na moment. Okazało się że tak właśnie się stało. Zrobiłeś nagranie oddające dokładnie to o czym wtedy myślałem. O czarnych, o tych którzy wtedy jeszcze żyli, ale byli poza zasięgiem. Bo kiedy opuszczę się własne miasto, trzeba zostawić wszystko, później nauczyć się z tym żyć, z brakiem rdzennych ludzi i własnych miejsc. To doskwierało najbardziej. Brakiem możliwości dzielenia czasu z tymi, którzy zawsze byli ważni.

  • Dodaj komentarz