Najnowsze komentarze
Dzieki chlopaki, słuszne uwagi. Po...
Siemka Jeżeli zacisk przy przedni...
heja, kiedyś założyłem złote sds'y...
Tak, z ostatniego miesiąca produkc...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

18.07.2020 21:58

Proza

  • Czy ty chcesz komuś coś udowodnić? - zapytała kobieta.

  • Jak to „udowodnić”? I niby co takiego i komu? - odparłem zdumiony tak bardzo, jak prawie nigdy wcześniej.

  • Na takim motocyklu przecież jest ci strasznie niewygodnie. Pytanie brzmi: czy to lubisz, czy ty tylko tak udajesz, bo musisz? Poza tym nie masz już tych lat, co kiedyś – mówiła spokojnie, lekko przez nos, z przekąsem, ale stanowczo.

Tak mówi zawsze wtedy, gdy wyraża swoje wątpliwości oraz gdy ma rację. Naciskając z lekka na mój ośrodek nostalgii. Gotowa zadrwić z motocyklowej pasji w każdej chwili, choć niby tego nie robi, ale daje wyraźnie do zrozumienia. Samo to nawet po latach jest deprymujące. Mogłaby sprowadzić wszystko to, co dla mnie ważne daleko poza margines nieistotności. Zanim udaliśmy się na małe, wieczorne kółko werdykt wydawał się jasny.

 

    - To dobrze, że taki mentalny dziad jak ja, potrafi po latach wdrapać się na taki motocykl i pojechać na nim wciąż szybko, a nawet szybciej – broniłem się – I ciągle mieści się na nim na tyle swobodnie, że szczęśliwy, przesiedzi tak pozginany parę godzin bez udręki.

 

Trudno mi było oprzeć się wrażeniu, że mogła mieć rację. Na pierwszym Obłym jeździliśmy razem na krótkie i pierwsze wspólne wycieczki prawie 15 lat temu. Bywało, że nie miałem kasku podczas jazdy, bo swój oddawałem kobiecie, bywało, że zwiedzałem z nią najgorsze zadupia, lasy, stawy i polne drogi, paląc sprzęgło na jedynce, bez normalnego tłumika. By pobyć we dwoje, poza światem. Nigdy nie narzekała, albo kłamała. Zbyt młoda, jeszcze nie wiedziała, że tylko za to mnie wybrała. Za moją głupią arogancję, wynikającą z tego rumoru czwórki w rzędzie po zmroku, gdy wracałem od niej na motocyklu do domu. Stara wiocha nie mogła spać dopóty, dopóki Obły nie odpalił. Bo wtedy rozrywał ciszę nocy na strzępy. I to tamten Obły odnalazł w niej żonę. Tylko ona, silna baba podjęła to wyzwanie. Bo tamte byłe też go słyszały letnimi nocami. Ale były zawiedzione do głębi odkrytym zbyt późno faktem, że dla mnie najfajniej byłoby, gdybym nie musiał zsiadać z motocykla wcale. Dlatego mnie uratował. Przed nimi.

 

Pod tym względem byłem wyjątkowym egoistą. Uwielbiałem przez lata wszystkie te nie moje motocykle, a w końcu najbardziej te moje pierwsze Suzuki GSX750R, rocznik '89. 

 

A teraz Obły II, rocznik '90, na widelcu upside-down i gazowym amortyzatorze tylnego koła z pełną regulacją tego wszystkiego, robił co mógł, żeby jazda na nim w odczuciach kobiety była czymś najdurniejszym z najprzyjemniejszych, albo najprzyjemniejszym z najdurniejszych. Praca, kobieta i model motocykla wciąż praktycznie te same. No może poza pracą, która od tamtej pory została o niebo ulepszona. Gładko i małymi obrotami Obły sunął przez niedaleką prowincję, nie hamując i nie przyspieszając zanadto. Omijając wszystkie nierówności ze stałą, zupełnie nie stresującą prędkością. Pomiędzy krzakami, łąkami, starymi lasami. I wszelkimi, wieczornymi zapachami. Nie przekroczył nawet 120 na godzinę, a z wielkim smutkiem pokonany, pozwolił wyprzedzić się jakiemuś R1200GS. Opuścił gardę i czekał na werdykt.

 

Po to tylko, by godnie przyjąć wynik swoich starań. Starań o to, żeby w oczach kobiety stać się chociaż w małym wycinku swych skromnych możliwości dawnym motocyklem sportowym, ale teraz nieco turystycznym. Z duszą dziedzictwa, z klasyką gatunku, z pazurem dawnej rywalizacji i wreszcie z niepojętą z dzisiejszego punktu widzenia jakością wykonania. Z odrobiną entuzjazmu, sentymentu i zacięcia można byłoby przecież przejeździć na tym jednym motocyklu całe, bogate w motocyklowe emocje życie starego człowieka.

 

Przecież moja kobieta widziała z tylnych siedzeń moich motocykli zachody słońca, mogła dzięki nim przebywać w znakomitym i niejednym, motocyklowym, towarzystwie. Wytrzymywała największy ziąb i chłód, znała mękę jazdy w słonecznym ukropie, podziwiała wspaniałe widoki, pokonywała czas i przestrzeń przecinając powietrze. Mimo, że pochodziła z innego świata, w którym motocykle nie mają znaczenia, zbudowała sobie jakąś skalę porównania. 

 

Nauczyła się prowadzić enduro i siedemsetpięćdziesiątki. Z tylnego siedzenia motocykla widziała to, w jak bardzo agresywny sposób jeździliśmy onegdaj z prowokującym wszystkich nieustannie śp. v-maxem. Wyglebiła po nieopanowanej gumie na pożyczonej, nowiutkiej 125-tce. Wszystko to przetrwała. I zaakceptowała. Chyba jest winna coś obu Obłym - Pierwszemu i Drugiemu!

 

  • Jest za głośny i za brzydki – powiedziała w końcu - Teraz na takich już się nie jeździ.

  • To co mam zrobić? Albo może inczej: jaki według ciebie motocykl byłby odpowiedni? - warknąłem z niecierpliwością.

  • V-max.

  • Coś podobnego! - wydusiłem z siebie wreszcie po dłuższej chwili, oszołomiony – Teraz mi to mówisz? Przecież to zbyt wiele wymagający motocykl, niepotrzebnie. Da się jeździć szybciej i łatwiej innymi motocyklami, nawet z jego epoki. I niestety to nie suzuki. Jest tak delikatnie zbudowany, że nie będzie działał bez usterek z powodu nie tylko zużycia, ale i starości. A w ogóle to cóż takiego niby podobało ci się w tamtym motocyklu?

  • Wszystko. No i ta szeroka kierownica...

Oooookeej, a więc o to tylko cały czas jej chodziło. Rozstrzygnięcie czasem leży niedaleko. Wystarczy sięgnąć ręką. V-max w jamie? A pewnie, że byłoby miło. Ale raczej tylko obok głównego nurtu wydarzeń. Świat poszedł do przodu. Dziedzictwo i hołdy tracą na znaczeniu. Ale nie oderwiemy się od tego było, a nie jest.

Dlatego papierowe zdjęcie tego motocykla, który znaliśmy, wyciągnięte niechcący z dna szuflady trzymam przed oczami dłużej, niż inne. I kobieta to zauważyła.

     

Komentarze : 1
2020-07-20 10:21:54 jazda na kuli

a ja myślałem, że wskaże dużego gieesa :) :) :)

  • Dodaj komentarz