Najnowsze komentarze
frakcja granulometryczna ... zaje...
Panowie jeśli coś się u mnie zmien...
DominikNC aż by się chciało zapyta...
DominikNC do: Przerwany ciąg
No cóż? Ja to rozumiem, tez nie lu...
Zdecyduj się Kolego choć jeszcze w...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

21.08.2019 07:03

Przerwany ciąg

Wyjechał z bocznej drogi albo jakiegoś podwórza, gdzieś za którymś z zakrętów, spomiędzy domów w rozciągniętej w górę wzgórza wiosce. Obcy motocykl. Pociągnąłem za nim najpierw do końca tej bocznej, nieznanej mi drogi. Był szybki. Zmieniał tempo. Sprawdzał Obłego.

 

Wydawało mi się, że Obły na nowych gumach ledwo za nim nadąża dlatego, że speszyła go nieznajomość tamtej drogi. Wkrótce jednak znaleźliśmy się na dobrze znanym mi już terenie i zrobiło się jeszcze gorzej, bo prawie nie dawałem rady. Z ledwością utrzymywałem kontakt wzrokowy.

 

Przed każdym zakrętem wyginał tułów do wewnętrznej ponad miarę, bo pod wielce przesadzonym kątem, ale widać było z daleka, że wiedział co robi. I znikał na chwilę. Potem zwalniał we wioskach, czekał grzecznie niby, że nic, tak tylko sobie jedzie. A tuż przed następną partią drogowych ćwiczeń, wystawiał lewą stopę w poprzek osi wzdłużnej motocykla, by uprzedzić. Oznaczało to jasny komunikat dla Obłego: „teraz skup się, będzie redukcja o jeden i znowu dajemy”. I tak było, przez dobrych kilkanaście kilometrów. Na przemian: wioska, zakręty, proste, wioska, zakręty, proste, góra, dół, las, łąka.

 

Gdy go obserwowałem, wiedziałem już, że nie miałbym szans utrzymać się za nim dłużej. Jechał stanowczymi popchnięciami silnika o dużym momencie obrotowym. Wystrzelał z zakrętów, otwierając w ich środkowym punkcie. Obły chcąc być o miejscu i czasie, nie mógł opuścić igły obrotomierza poniżej 10000 obrotów na minutę, na niskich biegach. Mógł liczyć jedynie na osiąganą przez silnik moc w tej okolicy, bo o momencie obrotowym w jego przypadku lepiej nie wspominać. Z założenia miał długie i wysokoobrotowe biegi. Bo takie, a nie inne są potrzebne na torze.

 

Tu wspomniałem Bronia. Nie byłem na nim szybki, ale miał coś, co pozwalało właśnie takiego udawać. Ten moment obrotowy, tą złożoną z niutonometrów katapultę po otwarciu na większości z biegów, plus tą siłę hamującą w zakręcie na zamknięciu. Plus szeroką kierownicę i stabilność. Tą gotowość do slalomu. Wciągnąłby tego gościa nosem? Mogło tak być, bo budował prędkość w okamgnieniu i bez wysiłku, jak tamten. Ale nie musiałem się przy tym tak wyginać, a lewą stopę trzymałem przy sobie. Nie redukowałem biegu. Brakuje mi go jak cholera.

 

Tamten, patrząc z tyłu wyglądał inaczej niż wszystko, co znamy. Ale niekoniecznie dobrze. Niby normalna opona 180 mm. Dwie kwadratowe lampki po bokach tłumika, który nie podobny do niczego, podwieszony był pod ogonem. Chociaż nie, bo przecież podobna, zwykła puszka wystaje spod zderzaka fiata pandy. Czyli Włoch. Czyli, że wysublinowane podejście do krętej drogi, czyli przekombinowane czasem dziwactwo konstrukcji, czyli niepowtarzalne, mocne motocykle. I ich wyjątkowa skuteczność w sytuacjach, takich jak ta.

 

Zrobił mi miejsce na drodze przed skrzyżowaniem, więc skorzystałem z zaproszenia i zatrzymałem się tuż obok niego. Facet w wieku naszych ojców. Pozytywny, bez nadwagi, patrzący na Obłego. Na Benelli TreK 1130 z trzycylindrowym silnikiem, o większej o tylko kilka mechanicznych koni mocy. Lecz z odpowiednim momentem obrotowym.

 

  • Ahoj. Dlaczego sam? - zapytał, a ja nie od razu wiedziałem co odpowiedzieć. Potem dopiero padło jeszcze: a skąd, a dokąd itd., itp...

     

Gdy zapytałem go o jego motocykl, który jest inny niż wszystko, wrzasnął na całe gardło tak, jakby stał po drugiej stronie kamieniołomu:

 

  • I za to go kocham!

    Musiałem zamrugać oczami w odpowiedzi na tak typowo włoskie wyrażenie więzi z maszyną, bo dodał jeszcze, ale trochę ciszej:

  • Za to, że to nie wehrmacht!

  • Ani Japonia – dodałem po cichu.

  • Ani Japonia! – powtórzył, po czym pożyczył szczęśliwej drogi i skręcił w prawo.

     

*****************************************

 

  • Akurat teraz i tutaj? Akurat dopiero tutaj chcesz mi powiedzieć, że dalej nie pojedziemy? Prawie czterysta kilometrów od domu, a nagle ty mi gubisz wolne obroty i tracisz jeden gar? - zamruczałem z dezaprobatą do Obłego. A Obły zdychał na moich oczach, tracił siły. Szwankujący cylinder ożywał coraz to później, przy coraz wyższych obrotach. Najpierw były to nie niepokojące 2000, potem 3500, aż przy prawie 5000. Silnik zdychał i ożywał przerywając grzechoczący, wibrujący, mechaniczny ciąg.

 

Austriacki pracownik służb drogowych z wielkim lizakiem pokazywał mi czerwone kółko zamiast zielonego z odległości kilkuset metrów, o ile nie kilometra. Byłem tam, na tamtej długiej prostej tylko ja, Obły i on. Bronił przede mną wjazdu do miatseczka za zakrętem. Mógł mnie przepuścić, bo od dawna nic nie nadjeżdżało z naprzeciwka, a jednak postanowił mnie powstrzymać. I właśnie wtedy, wyćwiczony na simsonach i wueskach, bezwarunkowy odruch w łapce otworzył gaz w ostatniej sekundzie, gdy wskazówka od obrotów nagle spadła na zero.

 

  • Dlaczego sam? - przyszło mi pytanie do głowy.

Trzeba było kogoś wziąć. W tej czarnej godzinie można byłoby przynajmniej posłuchać kogokolwiek, kto mówi do głowy i radzi. Choć może nie rozumieć położenia. I nieomówionego znaczenia symboli. Zostawiłem wprawdzie kobiecie kluczyki od zatankowanego busa, ale nie wiem który z chłopaków sobie poradzi, przyjeżdząjąc nim tyle kilometrów tu po nas. I który się zgodzi? Ratowałem ich wielu na drodze przez całe lata, o każdej porze dnia i nocy, ale odwrotnej sytuacji nie było jeszcze nigdy.

Postanowiłem być delikatny, nie przeklinać. Klepnąłem go po baku, ale tylko raz.

     

  • Posłuchaj – mówię - olać ten rezerwat w Styrii i niskie Alpy, bo to jeszcze ze 150 kilometrów piłowania w tym upale, w jedną stronę. Wiemy już, że znowu możesz mieć syf w gaźnikach. Dlatego możemy zrobić tak: zawrócimy, skręcimy na najbliższym rondzie i przejedziemy się przez tutejsze winnice, widoczne tam na wzgórzach na horyzoncie. Dalej mamy tylko długie, przejrzyste zakręty wśród łąk i pól pełnych podwiędłych już słoneczników oraz ciężkich bo dojrzałych, czarnych kul winogronu. Potem wskoczymy na ciasne i ślepe łuki w lasach. Miniemy trochę pustych i czystych wiosek jak z obrazka, a potem przetniemy długimi prostymi w górę i w dół. Zerowy ruch, na drodze i wokół nikogo. Tylko droga jak malowana prowadząca wprost w błękitne niebo albo na dół w dolinę, przy wyciu silnika. Na otwarciu i zamknięciu. Będą takie widoki na każdym kroku, że przestaniemy zatrzymywać się co chwilę po zdjęcia, bo stracą one sens. Za każdą górką odkryjemy coś jeszcze nowszego. Zakręty znajdziemy takie, że można zastygnąć w pełnym, możliwym pochyleniu na długi, długi czas, bez końca. Popłyną łzy ze szczęścia. Na postojach braknie słów i mysli. Mamy dobry czas, żeby pokręcić się bez celu, co ty na to?

W tym momencie austriacki pracownik służb drogowych odpowiedział komuś coś przez radio patrząc przy tym na mnie i, a jakże... obrócił lizak zmieniając jebitne czerwone kółko na jakby większe, to zielone! Miał przy tym nawet jakąś twarz. Był w pracy, do tego przejęty swą rolą. Poważny w sprawie, choć z wyglądu nie za stary.

 

Zawróciłem groteskowo tuż przed jego nosem bez słowa, a Obły zaczął znów grać czysto prawie od razu. Lizakowy sygnalizator pozostał tam sam na poboczu, zagubiony gdzieś w przeszłości.

 

- Skoro nie, to nie. Pojedziemy inną drogą, nie autostradą – powiedziałem. I w odpowiedzi Obły zabrzmiał już normalnie. Ani na winnicach, ani na czeskiej autostradzie, ani nawet w ulewie koło Pradziada nie przerwał ciągu do samego końca.

     

     

Komentarze : 3
2019-08-23 22:17:41 okularbebe

Panowie jeśli coś się u mnie zmieni, to bedziecie wiedzieć o tym jako pierwsi. Sprzedałem Bronia, bo uwzględniałem taką możliwość od pierwszego dnia jego posiadania z powodów różnych.

Jak to mówią: co ma być, to jest. Lub będzie.

Nie wiedziałem tylko, że wiele innych oferowanych na rynku używanych motocykli jest w tak upokarzającym stanie.

2019-08-22 18:49:39 jazda na kuli

DominikNC aż by się chciało zapytać, dlaczego bartosz sprzedał bronia, a nie obłego. tzn, można się domyślać i snuć hipotezy, ale może autor coś o tym wspomni :)

2019-08-22 13:57:42 DominikNC

No cóż? Ja to rozumiem, tez nie lubię autostrady. Szkoda Bronka, jak mogłeś go sprzedać?! Pozdrawiam!

  • Dodaj komentarz