Najnowsze komentarze
Kierownica była ustawiona na wpros...
jazda na kuli niezalogowałem się do: Smarując linkę
Żeby ten Harley się dżwignął do pi...
jazda na kuli, wiem, o czym piszes...
"patrząc przez te wszystkie przeje...
Bajaos, dzięki. To cenna uwaga dla...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

16.04.2018 20:32

Z Obłym

Pod kołami ciężarówki pomocy drogowej dziurawa droga uciekała w zawrotnym tempie. Tuż za kabiną, na platformie załadowczej podskakiwał mój dostawczy, ciężko już doświadczony wóz dostawczy z plandeką i rozkutym, krwawiącym przodem.

 

Młody kierowca z pomocy drogowej prowadził szybko, zbyt szybko. Minęły już ponad dwie godziny od momentu, gdy zapamiętałem zbyt wyraziście twarz człowieka, który nie patrzy i jeszcze o tym nie wie. Nie wie, że wyjeżdża na czołowe zderzenie, w którym skasuje definitywnie swój wóz i wprowadzi odrobinę więcej chaosu w moje życie. Pokiereszuje przy tym swoje czoło i odciśnie na nim tłoczony na kierownicy emblemat marki Fiat. I ten huk, ten brutalny wstrząs całym otoczeniem w odpowiedzi na jebnięcie, niczym dramatyczne pokwitowanie nieudanej próby zejścia z linii strzału. Ucieczki przed tym, co nieuniknione. Na motocyklu jechałbym w tamtym miejscu jeszcze szybciej. Może dzięki temu zdążyłbym zejść z jego kolizyjnego kursu i zrobić unik. Niewiele mi zabrakło. Ten pierwszy raz mógł się w końcu zdarzyć. Jak zawsze za wcześnie i niepotrzebnie.

 

Teraz miałem wielką ochotę powiedzieć młodemu w ciężarówce, żeby zwolnił. Wciąż byłem rozdygotany i wściekły, że dałem się tak podejść i jednak staranować. Zamiast tego maskując niegasnący strach, zapytałem po prostu:

 

  • A na szosowych motocyklach też jeździsz?

  • Nie. Nigdy na nie nie wsiądę. Takie tylko zbieram z wypadków...

  • Czyli tylko jazda w terenie.

  • Taa, sto dwadzieścia po lesie to jest to! Nikt ci nie wyjedzie pod koła.

  • Tak, jasne. Przecież nie ma żadnej reguły, tam też jest dużo twardych przeszkód.

  • Oczywiście, ale nie tyle, co na szosie. Te szosowe motocykle dostają takie strzały, że czasami nie ma nawet za co zaczepić liny, żeby wciągnąć je na platformę holownika.

    *******************************

 

Wytoczyłem zakurzone Suzuki GSX750R z garażu Tomka. Już wtedy zauważyłem podwójny stan oliwy w silniku. Ale nie od razu odgadłem, dlaczego. I dlaczego kolega uruchamiał silnik tylko na przelewie, którego nie wyłączał. Nie zorientowałem się, że ukrywał to i przepłaciłem.

 

Mimo braku dokumentów i „w drodze wyjątku” udało się go zarejestrować. Wszystko dzięki chłopakom z wydziału komunikacji, którzy znów zechcieli pomóc. Jednak już na drugi dzień po odbiorze motocykl przestał działać. Uparcie i otwarcie najpierw zgubił wolne obroty, potem zamilkł i nie odpowiadał. Zadzwoniłem do Tomka, żeby sobie go zabrał, w pi.z.u. Nie zgodził się i uprzejmie odmówił. Zostałem sam na sam z dziadem. I ze starymi wspomnieniami. Również z koszmarami z przeszłości. Mój podobny GSXR sprzed trzynastu lat o którym marzyłem od pierwszej klasy ogólniaka działał zawsze, choć już wtedy też się zestarzał. Znów poczułem trud i znój tamtych lat: rozpacz połatanych, łysych opon, kupowanych na śmietniku, spienienie i wodnistość byle jakich olejów, twardość oklapniętych i rozkołatanych na wiejskich dziurach zawieszeń. Braku paliwa i dziurawych butów. Takie ogólnie smutne podjęcie wyzwania, jakim stało się nieudolne upodobnienie choć w części do prawdziwych motocyklistów.

 

Następnej nocy dziad wypuścił całe paliwo na podłogę jamy. Potem do silnika. Dwa razy. Czyli dwie, daremne wymiany oleju. I dwa baki paliwa. Śmierdział on, śmierdziałem ja. I wszystko wokół, cała jama i całe podwórko. Wściekły ja, wściekła, zazdrosna kobieta. Brudne łapska na mszy w kościele, upaćkane narzędzia. Wieczory na przestrzeni dwóch tygodni spędzone na kolanach w walce z niesprawnym zasilaniem do nocy. Stare gumki uszczelnień, brud, stary silnik. Szyderstwo materii. Brak postępu. Starość maszyny, ślady mechanicznej walki z nią w przeszłości. Wpływ dotyku jednego elementu na zepsucie się drugiego. Frustracja z powodu tego, co wydawało się jeszcze wyraźniej przeminąć wraz z moim GSXR, który wtedy – w 2005 roku przeorganizował moje życie. Tylko tyle mogłem poświęcić teraz czasu i pieniędzy dla tego, co kiedyś już było. Czyli niewiele. A to za mało. Broniu stał obok i płakał ze śmiechu. Wkurwiony też, bo gotowy do wiosennej akcji. Zasłoniłem go pokrowcem jeszcze szczelniej, żeby nie widzieć. Nie widzieć tego, jak niecierpliwie czeka, gdy walczę ze starym olejakiem, który nie działa, ma wszystko w dupie i dziś już nawet dobrze nie wygląda.

 

I w końcu odpalił. I od razu doigrał się: ku mojemu zaskoczeniu zakopcił na niebiesko spaloną oliwą. Skoro już działał, włożyłem w milczeniu kartę pojazdu, dowód tymczasowy motocykla i umowę in blanco do plecaka, po czym ruszyłem do Tomka. Trochę okrężną drogą po to, żeby dać ostatnią szansę dziadowi. Patrząc na końcówkę wydechu w oczekiwaniu na niebieską chmurę, zjechałem prawie na przeciwny pas, na szczęście nikt nie nadjeżdżał z naprzeciwka. Wyjechałem za miasto, poczekałem, aż rozgrzeją się poprawione własnoręcznie gaźniki, ich podciśnienia i odpowietrzenia, a potem dałem mu z garści. I klepnąłem w siedzisko.

 

- Jedź wreszcie suko!

 

I na słabych, kwadratowych i ząbkowanych oponach, porządnie rozgrzany okazał się zaskakująco dobry. Mój gniew zmusił go do wspaniałej jazdy. Im wyżej kręcił się silnik, tym lepiej, bo precyzyjniej pracowały skrzynia biegów i sprzęgło. Odpowiedź podwozia na gładkim asfalcie plasowała się powyżej oczekiwań, a każdy rzut w zakręt stał się kwestią jednej myśli. Na nierównościach jednak przód kwalifikował się do poprawy, bo ustawiony został przez kogoś na zbyt miękko, natomiast gazowo – olejowy tył wypadł znakomicie. Zwartość konstrukcji pozwalała odczuć dokładnie punkty, w których trzymają lub nie, osiemnastoletnie opony. Świetne hamulce przednie okazały się lepsze niż te w Broniu. Płaskie sling shoty budowały moc liniowo, bez zająknięcia. Silnik stawał się nerwowy tylko na niskich obrotach, nieustannie domagał się jadu. To wersja bez ograniczenia mocy, więc dawała od siebie wszystko. Jeśli pilnować skali obrotów, motocykl mijał wskazanie drugiej setki lekko i po niedługim czasie. Było widać i czuć, że wciąż lubi to tak samo jak w 1990 roku.

 

  • Posłuchaj dziadu, ja też ciebie nie lubię – pomyślałem – Na takich jak ty od dawna już się nie jeździ. Ale ponieważ dajesz jeszcze trochę radę, mamy szansę to naprawić. Od dziś będziesz panem Obłym. I lepiej mnie nie wkurzaj, gdy polecimy na Cervenohorskie siodło...

 

Wróciłem do domu dopiero wieczorem. Przez cały czas jazdy, leżąca pozycja za fajerami wymusza trzymanie głowy w maksymalnym odchyleniu w tył, wręcz na ograniczniku wygięcia szyi, ale to nie boli. Przy długim, wielkim zbiorniku paliwa nie ma miejsca na nic, ale nauczyłem się przesuwać tyłek odpowiednio wysoko, żeby pomóc maszynie w balansie. I uczę się przy tym siedzieć lub kucać w ekstremalnym rozkroku. Również kolana ugięte są pod tak ekstremalnym kątem, że pięty butów opieram o ogon motocykla! To też o dziwo nie boli. To dzięki rodzajowi mojej pracy, polegającej czasami na sprawnym wchodzeniu dość wysoko i wciąganiu tam za sobą dość ciężkich zwojów stalowej liny. To dzięki również przewracaniu większych od samego siebie ciężarów, mogę długo wysiedzieć na Obłym z 1990tego. A już na pewno dłużej niż kilkanaście kilogramów i lat temu. Jedynie prawy nadgarstek boli tak samo jak wtedy.

 

Również stałe miejsce programu przelotu na razie wypadło z grafika, gdy jadę tamtędy na Obłym. Ponieważ Bronek prawie wyżłobił tam już koleiny, stary olejak zachowuje się w tamtym miejscu nerwowo i zupełnie tak, jakby czuł gniew zdenerwowanych hukiem przelotu od Bronia, mieszkających tam ludzi. Jak ja.

 

    - Strasznie brzydki jest. Czy ty naprawdę chciałeś go oddać Tomkowi? - zapytała kobieta po powrocie widząc, że wyciągam z plecaka niewypełnione umowy.

    - Nie chciałem.

Poniżej link do filmu na Youtube z obrazkami na temat jak wygląda Obły w locie, gdy akurat działa:

 https://www.youtube.com/watch?v=8-yGg48UoSs

Komentarze : 3
2018-05-07 12:00:09 okularbebe

Bajaos, dzięki. To cenna uwaga dlatego, że świadczy o tym, że oprócz internetowych robotów ktoś jeszcze tu zagląda :-)

2018-05-01 18:56:39 Bajaos

Świetnie się to czyta. Jak bajka z dzieciństwa.....heheh

2018-04-16 21:46:54 testowy1234

test

  • Dodaj komentarz