Najnowsze komentarze
a ja myślałem, że wskaże dużego gi...
Tak panowie. Człowiek ma chwilę sł...
Bajson do: K1300R
Tak przemijanie. Chęć powrotu do d...
Przemijanie, które zazwyczaj wyzwa...
ja przy przebiegu 50k założyłem ir...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

19.03.2020 22:02

Gaźniki zostają

Obejrzałem dokładnie w jasnym świetle dnia stare, ale nowe gaźniki, które przywiozłem ze stolicy specjalnie dla Obłego. To działo się jeszcze przed tym, co teraz się w kraju narobiło.

 

Malutki plan był taki, że skoro stary bak został już zdjęty, aby zrobić miejsce temu podremontowanemu przez własne chęci, też przywiezionemu z Warszawy, wyrzucone zostaną w ślad za nim także te przeciekające, obecne gaźniki.

 

Ale nie pykło.

 

Ni jak nie pasowały one po pierwsze wyglądem, bo za dużo widać na nich utlenionych powierzchni znalu ze starości. Po drugie stanem zewnętrznym uszczelnień, bo za dużo jest uszczelniającej „rzeźby”, uformowanej przez utytłany palec. Po trzecie zdekompletowanymi śrubkami, których smutny niedobór ktoś zastąpił czymś gównianym z „ciastoramy”, albo dolnej półki z gratami w garażu. A przecież tam są podciśnienia, kanaliki, przelewy i legendarne już płaskie przepustnice o nazwie slingshot. A tu nawet linka od sterowania przepustnicami zastygła na beton, nie działa. Jak to rozruszać?

 

Tak, to prawda: nie obejrzałem ich dokładnie u sprzedawcy, byłem zaaferowany, że w ogóle je dostałem. Nie potargowałem się nawet. Zamiast tego trzymałem je wtedy w pudełku pod pachą, a ślina wyciekała mi przez kącik ust, gdy pochłaniałem wzrokiem tamte, o wiele ładniejsze GSXR. Podobno moje nowe gaźniki chodziły w motocyklu jak złoto i do samego jego końca.

 

Ale nie ich końca. One poległy na deszczu i śniegu później, chyba nawet leżąc w rozpaczy w krzakach. Na to wyglądały, że jednak poległy. Albo polegną wkrótce.

 

Gaźniki, co nie dziwi, były wymontowane z innego GSX750R. Czyli, że też 36 milimetrowa gardziel, czyli, że też odpowiednia dawka paliwa. Czyli, że jedynie wyciągnąć tamte, a włożyć te. I już.

 

Ale nie. Okazało się ku mojemu zdumieniu, że Obły ma coś innego. Bo tak: inaczej poprowadzone przelewy, widać dodatkowe przewody, jest jakaś stalowa rurka po boku i wyprowadzenie regulacji od wolnych obrotów inaczej, wygodnie dla regulującego, a nie pośrodku zestawu i od dołu. Bez dostępu tak, jak w tamtych zaśniedziałych, warszawskich. Inne też widać tam oznaczenia. A przy tym żadnej śniedzi, popękanych gumek, kompletme śrubki z fabryki, ogólnie dobrze ogarnięty wygląd poza przepoceniem na gaźnikach numer I i III.

 

Stan ten, mimo podciekania wizualnie znakomity. Odpalanie zawsze od pierwszego zakręcenia rozrusznikiem, no i z dłuższym zakręceniem po wielu miesiącach postoju. Do tego ładne, stabilne wolne obroty i świetna, wyostrzona reakcja na otwarcie slingshotów od samego dołu obrotów silnika. Poszarpywanie podczas jazdy na stałych, niskich obrotach to charakterystyczna cecha tego rozwiązania zasilania i tak ma być i tak pozostanie. Te silniki na tych gażnikach Mikuni, nigdy nie będą w stanie ładnie pracować na niskich obrotach i już.

 

Zatem stare gaźniki pozostaną na miejscu.

 

Mała, plastikowa przegroda, wycięta ze ścianki w bańce na płyn do spryskiwaczy odprowadzi w te chłodne dni nadmiar benzyny na zewnątrz, poza silnik, poza delikatny alternator i rozrusznik. Dopóki olejowy piec się nie rozgrzeje i nie uszczelni. Widziałem podobne przegrody w internecie, nazywały się Yoshimura. Piękne były, nieplastikowe.

 

Gdy temperatura otoczenia się podniesie, gaźniki przestaną przeciekać tak nagle, jak to było podczas dwóch poprzednich sezonów. Od kwietnia do listopada powinny pozostać suche, bo uszczelnią się same pod wpływem wzrostu temperatur i rozszerzalności cieplnej materiałów. Olać to.

 

  • Jak przyjedziesz do mnie, ustawię ci gaźniki i zawory – zaproponował Magneto.

 

On chce Obłego. On go chce u siebie na kilka dni, choć jeszcze go nie poznał. Obdarza już szacunkiem. Nawet K1300R chyli czoła przed Obłym po wyprawie do Saksonii i po kilku czeskich winklach, a co dopiero pasjonat-mechanik, który na tych właśnie, olejowych silnikach wychował się. Bo nie kazały mu one zrobić niczego innego, poza serwisem olejowym. Aż do dziś przez te lata.

 

Nikt nie przyprowadził mu olejaka do remontu. Ani yamahy. Tylko hondy, harleye, kawasaki i BMW. W kółko te i podobne. Podejrzewa, co jest na rzeczy, ale jeździ na CB1300 więc nigdy tego nie powie.

Mało tego, sprzedałby chętnie swoją dużą cebulę już dawno, ale mimo serii wypuszczonych ogłoszeń, nikt do dziś po nią nie przyjechał. Bo wróciłby na CBR 900 Fireblade sprzed 2000 roku. Bo taką miał. Taką samą, która powstała dopiero po GSX750R, naśladując go jedynie. W czasach, gdy wszyscy producenci motocykli już zrozumieli, jak bardzo z tyłu za Suzuki pozostali. Przecież nie ma niczego złego w czerpaniu z dobrych wzorców.

 

Jakoś ciężko mi się do tego zebrać, żeby oddać mu Obłego. Póki sprzęt odpala i odjeżdża spod tyłka jak należy. Uwielbiam ten motocykl za ten jego mechaniczny hart ducha czyli za to, że nie każe mi się przyjaźnić z przypadkowymi mechanikami-samozwańcami. Z kimś, kto będzie uczył się na moim sprzęcie, za moje pieniądze. I zostawi go na pastwę deszczu z otwartymi bebechami i popsuje coś w jakimś stopniu naprawiając w jakimś innym. To w końcu Suzuki. I tylko Magneto może go zrobić, ale nikt inny. Ale jeszcze nie dziś.

 

Na decyzję o pozostawieniu obecnych gaźników zadecydowała jeszcze jedna sprawa. Wszystko wskazuje na to, że mamy w Obłym zestaw od GSX1100R. Silnik na nich kręci się do końca, tj. do 13000 obrotów na minutę na ostatnim, szóstym biegu. To coś oznacza, na przykład licznikowy wynik ponad 240 km/h. I że Obły gdy zechce, nikomu nie odpuści, bo prawie nikt zbyt daleko nie odejdzie, zanim zaczną odbierać prawo jazdy na drogach poza terenem zabudowanym. I tłumaczy, dlaczego jest tak, że im wyższa prędkość, tym silnik Obłego chce bardziej do przodu. I mocniej.

 

  • To w takim razie, dzięki gaźnikom od 1100, czyli większym dyszom masz tam coś w rodzaju zestawu DynoJet w pakiecie. Sprawdzałeś świeczki? Zakopcone na czarno? Czy nie idzie na zbyt bogato? – zapytał Magneto.

  • Sprawdzałem, są w porządku, zero nalotu i odbarwień.

  • Trzeba go będzie teraz tylko odprężyć w takim razie. Daj mu lepszy komin, niech sam powie co chce.

I nie mogę niczego znaleźć. LeoVince jest zbyt nowoczesny i nie pasuje do sylwetki, Yoshimura piekielnie droga, cena nie do przejścia, Sebring brzydki, choć pasuje, a krajowy Dominator tylko udaje, że pasuje. I niepotrzebnie huczy, gdy chcemy spokoju na pokładzie.

 

I tak oto wziąłem do ręki wiertarkę i wiertło. Stałem się tym samym autorem prowizorki o wyniku głębszego tonu basu w Obłym. Zmiast nadmiaru wrzeszczących niepotrzebnnie decybeli uwolniłem trochę niskiej nuty. A tylko powiększyłem otwór technologiczny w spodzie obudowy tłumika, wykonanej ze stali nierdzewnej. Który nie wiem po co tam jest.

 

Skosiłem przy tym dwa wiertła, które poszły do odcięcia, bo się przegrzały.

 

- Kiedyś to było... Wykorzystywali prawdziwą stal w japońskich produktach. Nie to, co dziś: stal nierdzewna, przetopiona z chińskich garnków – powiedziałem do kobiety, która widząc przebieg operacji całego przewiertu zaśmiała się na głos i na myśl, że od teraz będę wkółko za nią łaził i dopytywał, czy odpowiednio mi pierdzi.

 

I Obły odezwał się wreszcie tak, jakby miał 1127 ccm w płuco-tchawkach, a nie 750.

 

I to mi wystarczyło. Bo dziś mało kto ma w swoich gsxr z olejakami standardowy wydech. Obły ma, ale z większą dziurką i większym basem. Przy raczej zachowanej, otwartej wersji mocy. I bez nadmiaru hałasu.

 

  • Ale dzik – pomyślałem, gdy na własnym odcinku testowym Obły składał się w naprzemienne zakręty przy niewielkiej prędkości.

 

Słuchał się jak wierny pies. Gdyby chciał, zrobiłby to wszystko o wiele szybciej, gdybym potrafił. Jest wyrozumiały, nie naciska.

 

Jego ciąg jest wciąż po latach zadowalający. Biegi są długie i dobrze zestopniowane – obojętnie co wrzucić, czterocylindrowiec zabiera się do roboty. Soczyście brzmi, z lekka wibruje. Całość prowadzi się jak każdy inny motocykl o tak niewielkich gabarytach. Widelec USD wybiera wszystko to, na co natrafi, a hamulce wydają się jeszcze tępe po zimowym przestoju. Można sięgnąć po drugą stówkę prawie w każdej chwili. Jeśli chodzi o porównanie do współczesnych motocykli, Obły zawsze zostanie z tyłu. Ale niedaleko.

 

Obłemu przypasował stary, ale nowy bak. Jest jakiś inny. Można wreszcie nie siedzieć w szpagacie, a nawet wystawić kolano, a zbiornik wreszcie nie uwiera w żebra, bo mamy więcej miejsca. Pochodzi z o rok młodszego modelu i jest chyba niższy, węższy dla ud, ale za to szerszy w górnej części. Wymieniłem Obłemu jeszcze płyny hamulcowe i spuściłem syf z gaźników.

 

A te gdy mu dałem mocniej z garści, przestały przeciekać.

 

Pojedźcie choć raz na starych olejakach. Wtedy uwierzycie.

 

Komentarze : 4
2020-03-22 07:37:59 gregor1365

Dziękuję Okularebe za dobre słowo. Twoja opinia utwierdza mnie w przekonaniu które gdzieś tam jakiś czas temu wykiełkowało.
Jakoś ciężko nazwać to co się czuje do kupki poskręcanej śrubkami maszynerii. Cały czas daje radość i zachwyca. Też mam swoje ulubione odcinki testowe na których można odkryć kolejne pokłady możliwości swoich i motocykla. Mamy wspólną historię. Nigdy nie zawiodła.
Co tu dużo mówić? Czasem się wkurwiam jak widzę odejście chłopaków na litrach, a przy 200 wieje już solidnie. Postęp ma to do siebie, że z czasem i tak wypluje maszyny jeszcze ładniejsze, szybsze o znakomitych osiągach i naszpikowanych elektroniką. Normalnym jest, że chciałoby się mieć takie cudo. Pomijam całkowicie fakt możliwości wykorzystania w pełni tych osiągów, zapowiadanego kasowania prawka za przeginanie poza zabudowanym i tego typu duperele. Każdy we własnej głowie musi sobie to poukładać.
W piątek polatałem sobie. Było cudnie. Przyznam, byłem trochę dziki co nie jest dobre.
Obserwując rzeczywistość pozostaje mieć nadzieję, że jednak w przyszłości za każdym zakrętem nie będzie stał patrol z suszarką skutecznie psującą nastrój w piękne popołudnie. Jak se pojadę Jamaszką to mogą stać. Jak poleci Zeta, to hałas może się nie spodobać. Jak Motorynka, to chyba tylko uśmiech na twarzach. A jak wpadnie trochę grosza do kieszeni, to kto przewidzi jaki kolejny crazy pomysł pojawi się w głowie powoli dojrzewającego zgreda?
Pozdrawiam. Szerokości!

Jeszcze na koniec. W 2015 poszukiwania motocykla trwały 2 m-ce. Brałem kolegę, który miał za zadanie jebnąć mnie w łeb jakbym się podniecił nad jakimś ulepem. Pod Poznaniem weszliśmy przez bramę na teren firmy oferującej Zetę. Stała w słońcu ładnie na stojaku, a ta wściekła zieleń waliła prosto po oczach. Wyglądała jak nówka. Poczułem tę pewność, że zaraz będę Ją miał. Pytam się Kwiatka co on na to? Kurwa mlaskał tylko z zachwytu. Był piątek i z rejestracją dupa. Weekend siedziałem na garażu podziwiając maszynę. Pierwszą jazdę pamiętam do dziś. Nie będę cwaniakował, ale ta maszyneria okazała się skrojona idealnie pod moje 4 litery.

Takie sytuacje mają znaczenie w życiu. Warto je zachować. Ale to już chyba nic odkrywczego, narka.

2020-03-20 16:12:01 okularbebe

gregor1365 swoją zetę spróbuj zatrzymać, bo zawsze warto tak zrobić.

Nawet jeśli ją kiedyś sprzedasz, będziesz wracał do niej myślami. A pewnego dnia może nawet zadasz sobie pytanie: po co sprzedawałem? Była odpowiednia, taka jak ja :-)

Chyba, że weźmiesz na celownik inny, może młodszy,może lepszy model z tej serii, jeśli inna metryka i inne rozwiązania techniczne mają dla Ciebie większy sens, a Ty potrzebujesz dalszego "moto rozwinięcia".

Trzeba wziąć też na celownik zmianę zapatrywań, nastrojów i celów w życiu. Z czasem motocykle mogą tracić na znaczeniu w kontekście innych, rosnących potrzeb i zmian.

A wtedy dobrze jest mieć koło siebie dobrze znane od lat, te własne i ciągle te same dwa kółka i dwa punkty podparcia.

2020-03-20 16:03:31 okularbebe

gregor1365 początki zauroczenia modelem GSXR sięgają 1987 roku, gdy zobaczyłem ten model, a właściwie jego pierwszą wersję w katalogu Suzuki z tamtego rocznika.

Marzyłem o nim nieustannie do 2004, kiedy to udało mi się kupić od kolegi wersję z 1989 roku, czyli Obłego I. Wtedy okazało się, że motocyklowy bohater z dzieciństwa spotkany w realu po prostu przypasował mi pod każdym względem. Przeszedłem na nim przyspieszony kurs nauki jazdy na motocyklu i prawie od razu mogłem jeździć na nim dość szybko, nadążać za doświadczonymi koleżkami.

Teraz mam model z 1991, czyli Obły II i okazał się dopieszczoną wersją tamtych obu wyżej wspomnianych. A gdy na nim jadę, to po tych paru latach wciąż nie jestem w stanie przycisnąć go do limitu.

Teraz chodzi mi bardziej o jego wygląd, jednak dumę wynikającą z jego posiadania oraz fascynację działaniem, pracą i jednak potęgą tego akurat silnika. Możliwości trakcyjne już nie odgrywają dla mnie aż takiej roli, a mimo to ten motocykl wciąż nie ma kompleksów na drodze.

To tak w dużym skrócie.

2020-03-20 08:48:28 gregor1365

Cześć, fajny zabarwiony emocjami tekst. Jak czytam, to cieszę się z myśli technicznej zastosowanej w konstrukcji gaźnika Romet Pony. Zero stresu.

Jesienią jeździłem takim GSX 750 w golasie, jednak dystans był za krótki żeby zorientować się co i jak. Przesiadłem się poza tym prosto z Z750, więc na początek poczułem różnicę w prowadzeniu, hamulcach i na tym musiałem się skupić. Może jeszcze się kiedyś uda.

Motolupa, jeżeli mógłbyś, napisz trochę o Twojej historii związanej od początku z tą maszyną, bo widać że traktujesz Obłego z wielkim szacunkiem i ma dla Ciebie bardzo duże znaczenie.

A to dlatego, że sam rozkminiam od dłuższego czasu, co z Zetą. Nie powiem, sam patrzę na nią nie jak na doskonały stalowy pomysł sprytnego japońskiego zespołu konstruktorów ale jak na coś co pozwala przenieść się w inną rzeczywistość. Mam z nią związane wspomnienia, no sentyment mam i ch....
Teraz kwestia finansowa. Trzymać sprzęta który traci na wartości i w razie konieczności jego zbycia jesteś w plecy, czy starać się tak lawirować, żeby był sens trzymać to ustrojstwo w garażu. Bo finanse najważniejsze chyba nie są.
Na łamach tego portalu był chyba artykuł o Amerykaninie który po kilkudziesięciu latach znalazł na aukcji swojego starego Harleya i odkupił go? No takie historie po prostu się zdarzają.
Tu chyba chodzi o uczucie tak po prostu. Ciekaw jestem dlatego, jak inni postrzegają ten temat.
Daj znać.
Pozdrawiam

  • Dodaj komentarz