Najnowsze komentarze
Zdecyduj się Kolego choć jeszcze w...
nie mam pojęcia, co dalej. Obejrza...
spytałbym zwyczajowo, co teraz nas...
a skoro ma dwa gary i od nich wyst...
jazda na kuli, refleksja nad tym b...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

22.04.2019 13:40

Poświęcone

W wielkie soboty panuje spory ruch na drogach i królują zdezorientowani, spieszący się donikąd z niepoświęconymi jajami kierowcy. Wśród nich ci nietypowi, którzy docierają tutaj z obcych stron lub urwali się z choinki.

 

Widziałem nawet volvo na kolcowanych oponach, a w zasadzie najpierw je usłyszałem. Stalowe ćwieki drapiąc po rozgrzanym asfalcie zamiast po ubitym śniegu, wydawały z siebie szum, niosący echo wśród kamienic, a wóz nie przekroczył jeszcze czterdziestki. Czy z tego powodu w nocy udałoby się dostrzec iskrzenie spod jego kół? To taki symboliczny przekaz na temat tego, z kim ma się do czynienia w święta, na kogo tym razem trzeba uważać. Żeby niechcący nie zajechał drogi. I nie zabił. Świat jednak potrzebuje zakazów. Inaczej byłoby mniej śmiesznie.

 

Co roku to samo: święcenie koszyka, ładna pogoda, trochę motocykli, zmartwione oczy i niepokój kobiet w domu na widok maszyny akurat dziś też błyszczącej się przed oknem. Nie ma sensu denerwować najbliższego otoczenia, gdy ostatnio jeszcze mniej przebywa się w domu. Dlatego małe kółko. A więc Bronek. Godzina, góra dwie. Żeby nie stracić tego czucia. Tego flow.

 

Wolna jazda poszła źle. Nie dopiąłem dwójki, zamiast piekielnego ciągu moc uleciała w próżnię bo wskoczył neutral. Pierwszy raz od dawna zdarzyła się taka pomyłka. Bronek zamruczał z dezaprobatą. Fałszywa nuta z wydechu sprawiła, że włos jeżył się na karku. Gacie opadły.

 

Gdy chciałem zajrzeć w swe odbicie w lusterku, by sprawdzić zapięcie kurtki pod szyją, motocykl wciągnęła niewidzialna koleina, powodując nieplanowaną zmianę linii przejazdu.

 

Migający kierunkowskazem od dawna kierowca poloneza uśpił moją czujność do reszty, w końcu i tak mnie zaskoczył, gdy jednak nagle skręcił. A wydawało się, że miga od tak dawna, że nigdy tego nie zrobi.

 

Okrążyłem cały plan, zamruczałem wydechem w określonym miejscu. Mogłem wracać już do domu. Pojednany, ale trasą dookoła. Chociaż Bronek nawet nie odezwał się tak, jak potrzebuje.

 

Dojeżdżałem do ronda na obwodnicy, a tam wprost przede mną pojawił się obcy Motocykl. Suzuki GSR600. Miałem takie dwa. Wiem, że jego silnik pochodzący od gsxr, przyciśnięty do 14000 rpm potrafi ociekać jadem. Zastanawiałem się nawet kiedyś, jak na jego tle wypada GSF1250 o tej samej mocy, lecz z innym sposobem otwierania gazu.

 

Podwójny czarny tłumik pod ogonem. Głośny, z wyższej półki. Tablica OB, ale czarne panele na motocyklu, więc to nie mój, ale podobny. Facet w kombinezonie ze slajderami. Właściwe pochylenie w zakręcie, więc pokazał mi surowy spód motocykla okryty charakterystycznym dla tego modelu dolnym spoilerem. Zauważył mnie, ale nie miał jak kiwnąć na pozdrowienie. GSR600 lubi głębsze pochylenia. To naprawdę ostry kozak w porównaniu do takiego na przykład fz6, którego zleje po brzydkiej mordzie w wielu motocyklowych aspektach.

 

Jego śladem wyskoczyłem na prostą i nacisnąłem mu na piętę. Chciałem, żeby się odezwał, żeby zapyskował. Żebyśmy się wypróbowali.

 

Zaryczał w moją stronę, ale poprzestał na około 1,6. Zbliżaliśmy się do wiaduktu. Można było szybciej w tamtym miejscu, lecz najpierw musiałem zeskanować zachowanie faceta, żeby sprawdzić, czy można mu zaufać i czy nie zrobi czegoś głupiego. Trzymał się równej linii, płynnie wskoczył w huraganowy wiatr smagający oba niezabudowane niczym zbędnym motocykle. Zerknął w lustro ukradkiem. Tak, Broniu czekał na to od dawna. Wszedł do gry.

 

GSR600 wskoczył na wiadukt przymykając na zjeździe w dół tak, jak każdy tam, gdy nie widać przez moment dalszego przebiegu drogi, przesłoniętego pokonywanym wzniesieniem.

 

Motocykle podskoczyły tam z lekka na zawieszeniach, ale znów nie na tyle, by oderwać koło od jezdni, droga okazała się czysta, a długi, szeroki zakręt umożliwiał bezstresowe otwarcie do końca. Oba nasze motocykle wyposażono w podwójne przepustnice, oba dysponowały tym samym trikiem oddawania mocy i przemiany brzmienia wydechu na ostro i głośno. GSR600 zaczął przyspieszać bez chwili zwłoki. Bronek był tuż za nim. Z tą różnicą, że nie potrzebował jeszcze pełnej pary. Później będę zastanawiał się nad tym, czy wzrastające poczucie legendarnej już przewagi pojemnościowej silnika uwydatniło się w tamtym miejscu i czasie. Czy to GSR, czy raczej jego kierowca oddawał pole. Znam tamten motocykl, nie musiało tak wcale być, ale na to wyglądało.

 

Póki co trzymał się ładnie swojej linii, więc mogłem go brać z lewej, bez przekroczania osi jezdni, ale bardzo blisko niego, bo otworzył tylko wąskie drzwi, zajmując środek pasa. Jak kiedyś XJR1300 starą Inazumę GSX750, która nie skręcała.

 

Dźwięk jego wydechu stał się niesłyszalny, zastąpił go huk pędu wiatru wokół kasku. Bronek podkradł się z lewej, będąc w głębszym niż GSR pochyleniu po zewnętrznej, tuż obok wirującego w pędzie, jego tylnego koła. Nie poczułem żadnych turbulencji, Broniu to jednak kawałek kowadła. Żeby zacieśnić skręt będąc już tuż obok jego kolana wysunąłem lekko swoje. Dzięki temu mogłem użyć do przeciwskrętu mniejszej siły, sprzymierzając opór powietrza swemu pochyleniu. Na Bronku ten patent działa znakomicie. Wiele ułatwia.

 

Gdy go już wyprzedziłem poczułem strzał adrenaliny. Zegar wskazywał nieco ponad drugą setkę. Teraz Broniu musiał utrzymać tempo wyprzedzając kilka samochodów i ciężarówek, które dogoniliśmy, a prawie wszystkie w lekkim skręcie. Za każdym razem używając lekkiego odchylenia kolana dla dynamicznego zmianu kierunku. Tak, mogłem przez to wyglądać dziwnie, ale to pomaga nawet na zwykłej drodze. Na gołych motocyklach.

 

Źródłem problemów mogły okazać się nowe łaty na asfalcie. Wcześniej ich tu nie było, a ponieważ prędkość w zakręcie podczas wykończenia wyprzedzania była ogromna, przyszło mi do głowy pytanie jak na połączeniach starego asfaltu z falami nowego zachowa się motocykl. Kilka dni wcześniej przy piwie kolega wspominał, że powyżej dwustu znosi tam przód. Zapamiętałem to. Mój TDM dawno temu łapał shimę w takich miejscach często i bez uprzedzenia. Dlatego z początku nie otwierałem Bronkowi szerzej, unikając w ogóle przyspieszenia na łączeniach łat. Ale nawet tutaj widelec Bronia, do którego nie zaglądałem nigdy, zachowywał się jak należy. Stabilnie, bez newrów.

 

GSR 600 utrzymał się w pewnej odległości za mną do samego końca, ale nie chciał wyprzedzać, choć mógł, gdy ustąpiłem mu pola przed wyprzedzaniem. Gdy usłyszałem, że podszedł zbyt blisko, Bronek przepiął o jeden w dół i zawył nagle zmieniając położenie w dzikiej pozie. Nie pozwoliłby na to. Nie dziś.

 

Po wszystkim pokiwaliśmy do siebie na pożegnanie i zagrzmiał czwórką w rzędzie na znak odpowiedzi. Kamera przeleżała kilkunastikilometrowy sparing w kieszeni. I tak nagrany obraz nie nadawałby się do publikacji.

 

Nie mam na to puenty, ale znów to poczułem. Że robi się to tak, a nie inaczej również dla tych, którzy tu kiedyś byli. I pokazali.

Komentarze : 2
2019-04-30 20:12:57 jazda na kuli

A i jeszcze dodam, że te gsr 600 wizualnie w ogóle mi nie podchodzą. Ale słyszałem nie tylko od Cb, że b. dobrze jeżdżą

2019-04-30 20:11:27 jazda na kuli

Heh, ja w święta wyjechałem podobnie jak w poprzednie. Nie lubię świąt. Wolę pojeździć wtedy na motocyklu i tak tez uczyniłem. Mimo, że tym razem mój motocykl był bardzo słaby na papierze, tym większe zaskoczenie spowodował i wkrótce się z wami tym podzielę.
A Broniu to jest kozak.

  • Dodaj komentarz