Najnowsze komentarze
To w tle to "Planet Caravan" od Bl...
Riderblog umiera to racja DominikN...
DominikNC do: Spotkanie
Riderblog umiera, wreszcie jakiś n...
vfr rzeczywiście jakoś słabo, aż p...
Może każda, kolejna jesień dla mot...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

30.10.2018 22:45

Spotkanie

Śledzoną czasami z ukrycia Z1000, niespodziewanie spotkam pod sklepem ze spodniami. Spowoduje jak zawsze, że moje serce zabije mocniej. Nie będą obchodzić mnie jej problemy. Wiem przecież, że nie oferuje żadnej ochrony przed wiatrem oraz to, że właściciel oszpecił jej wygląd oraz brzmienie jazgotem zupełnie pustych wydechów. Że fabrycznie osłabiony silnik wcale nie jest tak żywiołowy, jak wskazywałby na to jej charakter. Że te efektowne plastiki czasem trzeszczą, kryjąc niedoskonałości tej konstrukcji powstałe z wiekiem i po wielu przejściach. Ale i tak już na zawsze pozostanie kimś wyjątkowym i miło będzie choćby na nią popatrzeć. Poczuć radość na sam jej widok i ulgę, że tak śliczna i magnetyczna maszyna w ogóle istnieje i jednak ma się dobrze po latach.

 

Wybrałem te trójwarstwowe z promocji i w nadziei, że połowa kwietnia kiedyś znów nastąpi. I chciałbym wtedy być dobrze przygotowanym, grzecznym i miłym. Gdy motocykl znów zagra i da nam do myślenia.

 

************************************

 

Jechałem powoli i zgodnie z przepisami. Szanując ten błogi stan, gdy wreszcie nie muszę się spieszyć przejeżdżając z wolna przez nostalgicznie wirujące, jesienne liście. To tamten wyprzedził mnie agresywnie, choć grzecznie jechał równo za mną przez chwilę na początku. Czarny VFR 800 na zmiennych fazach rozrządu z głośnymi tłumikami.

 

Bo zwiodły go moje niepozapinane, porozrywane zamki w łopoczących swobodnie nogawkach starych, motocyklowych i gównianych spodni od Ret Bike. To było zanim kupiłem te nowe, innej marki, z porządnymi zamkami. I Bronek „przygrał” też. Zmylił tamtego jeszcze bardziej, bo na ledwo otwartym gazie pracuje cicho, wyglądając przy tym na „ciepłe kluchy”.

 

Tak, bo to są „ciepłe kluchy” i trzeba być odrobinę dobrym, żeby wykrzesać z niego trochę ognia i dać radę szybszym. Na szybszych niż on motocyklach, łatwiej być kimś innym na drodze, niż tylko „kluchami”. W dodatku na tym głośnym wydechu wygląda źle, jeśli popatrzeć od tyłu na jego tylną partię. Podwójna rurka nie ma tego kalibru, co standardowy tłumik o ogromnych rozmiarach. Bo zastosowano tam jakiś optyczny trik z proporcjami. Polega on na tym, że wyłącznie ten wielki, seryjny tłumik tworzy harmonię z szerokoscią opony i ogonem motocykla, w dodatku z zadartą wysoko w górę tylną lampą. Jawiąc się jako takie gęste, grube motodupsko. Ale za to wtedy jego 1255 centymetrów pojemności nie może wyrazić siebie w pełni. Cierpi uduszone normami.

 

I to na widok tyłu tego motocykla wciąż potrafię odezwać się sam do siebie gdzieś na obwodnicy Wrocławia, dzierżąc koło kierownicy samochodu, gdy z kimś innym przeleci obok mnie z dużą prędkością:

 

- Czarny Bandzior.

 

Ale Bronek nie ma kompleksów, taki ma styl, jest jak król. Nawet pobity w polu przez inny motocykl, wciąż mógłby wyglądać majestatycznie, nosić się po królewsku. To przez ten pewny siebie wygląd z odkrytym silnikiem i wielką lampą, bez nadmiaru plastiku. Jest taki, a nie inny. Nikt nie zadzwonił w odpowiedzi na ogłoszenie o jego sprzedaży, a więc wciąż jest mój. Teraz jeszcze bardziej mój. Bez względu na wszystko. Dobrze.

 

Usiadłem na ogonie VFR800 w odpowiedzi. Nieustępliwie, czując przypływ adrenaliny, której od dawna potrzebowałem i prowokowałem go bezwzględnie. Nikt nie może wyprzedzać Bronia tak po prostu. Musi o to w pewnym sensie zapytać. Albo chociaż zademonstrować taki zamiar, spodziewając się zrozumienia i poczekać na pozwolenie. Całymi dniami trzeba ustępować i odpuszczać. Na motocyklu już nie zawsze. VFR800 to szybki motocykl. Ma kilka elementów przewagi. Nadaje się do tego, żeby na przykład nadać rytm innym. Nie zapomnę Marcina z Ostrowca Świętokrzyskiego, który osiem lat temu pokazał mi jedną z tamtych dróg. Ledwo nadążyłem za nim na testowym Gold Wingu 1,8 litra, który wysypywał do reszty wszystkie swoje kilowaty, żeby utrzymać narzucony przez tamtą VFR rytm. Na krętej, nieznajomej drodze inni przepadli bez wieści, bo obaj mieliśmy sobie coś do opowiedzenia. Było dynamicznie. Wytarłem tam o asfalt podłogi pod stopami w tym wielkim motocyklu, który świetnie skręcał.

 

Ale ten VFR zepsuł pierwszy zakręt. I wszystkie następne. Jadąc na kwadratowo poszukiwał siebie, zjeżdżając niebezpiecznie blisko do osi jezdni, wprost na czołowe zderzenie z samochodami, albo odprostowując nadmiernie. Miał świetną kurtkę, motocykl i buty, jego nogawki nie łopotały na wietrze, ale nie umiał. Niepotrzebnie przyspieszył na prostej w zabudowanym terenie wyprzedzając Bronia i dlatego źle zaczął. Tak się nie robi, bo przeszkadza się innym w kontemplacji. A wtedy wyprzedzeni pragną odwetu.

 

Gdy przyspieszał próbując uciec, otwierał tylko na chwilę, żeby nagle zamknąć, a nawet przyhamować. Nie miał płynności. Podobno ci, którzy są powolni, używają zbyt dużo otwarcia i hamowania. Biorę to pod uwagę, bo sam borykam się z podobnymi problemami. Broniu ma dość znaczną siłę hamowania zamkniętym ciągiem ze względu na pojemność swojego silnika, ale czterocylindrowa fałka w VFR zwalnia jeszcze mocniej. Ale wyrok i tak już zapadł. Nie mógł pojechać dłużej przodem.

 

Gdy VFR zamknął definitywnie gaz przed jednym z zakrętów, na którym Bronek z K1300R trzymają pewnie w garści 180, bez odjęcia nawet o odrobinę, miarka się przebrała. Wręcz wykipiała. Wyprzedzając go, zrobiłem to bez emocji. Jak stary, cynik, który dłużej już nie poczeka, bo nie musi. Na zimno przełożyłem jeszcze motocykl w lewo do następnego zakrętu i skupiłem uwagę na kontroli czystości linii przejścia i wolnej drogi, aby ściąć łuk po wewnętrznej. Przytrzymałem szerzej i VFR od razu zniknął. Czasem wyłazi ze mnie zwierzę i więcej już nie pozdrawiam, nie migam światełkami w ramach drogowej uprzejmości. Po prostu otwieram gaz i odjeżdżam. Muszę. To egoistyczne, samolubne, jedyne wyjście.

 

******************************************

 

W sobotę biorę kurs, gdy kolega poprosi, a ja tego potrzebuję. Jadę przez góry, choć można szybciej autostradą. Przez szybę obserwuję zmieniające się pory roku, różnorodność krajobrazu i słucham radia z audycją, która nic nie wnosi. Jesień mnie pociesza. To dlatego, że motocykle pozostaną na jakiś czas refleksyjnie nieruchome. Zamarzną nie uruchamiane. Ukradkiem podglądane. Przestawiane. Dotykane i obwąchiwane. Będą wciąż pachnieć upalnymi dniami, mokrą szosą, lasem w górach w nocy. Teraz też znów Alpami.

 

Wóz którym jadę, ma przedłużony rozstaw osi, dzięki czemu świetnie prowadzi się podczas jazdy na wprost. Tak samo jak Broniu, w którym konstrukcyjnie wydłużono wahacz. Napęd wozu na przednie koła z kolei sprawia, że świetnie skręca, skupiając w jednym miejscu siły ciągu i skręcania. Już wiem, że jadąc tędy z powrotem zwiększę prędkość. Na całym odcinku. Wąskie, kręte drogi mają tam nowy asfalt. A ten pożyczony, dostawczy wóz ma prawie dwieście koni i nadaje się do tego wszystkiego, choć na mokrym łatwo zrywa przyczepność podczas przyspieszania. Tak jak Broniu. Zatrzymanie awaryjne w miejscu przypadnie mniej więcej w połowie naczepy ciężarówki z Biedronki jadącej z naprzeciwka, której kierowca myśli i używa wyobraźni. Dzięki temu w końcu pozostawi mi dwa centymetry miejsca, manewrując ciągnikiem tak, aby ominąć i oszczędzić moje drogie lewe lusterko z kierunkowskazem, gdy czekam przy krawężniku. Wiem, że jest drogie, bo kiedyś zdjąłem takie samo kurierowi, któremu coś się wydawało i przycisnął mnie do wertepów na poboczu. Zatrzymałem się jako pierwszy, przygladając się szramie powstałej na bocznej szybie od uderzenia i rozsadzonemu przy tym własnemu zwierciadłu, gdy tamten wahał się przez prawie kilometr rozsiewając w ślad za sobą atomy plastiku z obudowy. 

 

Muszę się opanować. Nawet wózkiem z zakupami w sklepie jeżdżę tak, jak motocyklem, nieustannie walcząc o miejsce i odrobinę przestrzeni dla siebie. Próbuję patrzeć na kilka sekund do przodu. To nienormalne. I typowe.

 

***************************************

 

Widziany w lusterku obraz przedniej części motocykla stał się kadrem. Wyostrzeniem sylwetek motocyklisty i motocyklistki, którzy na nim jechali. Póki staliśmy wszyscy tam w korku, obserwowałem ich postój i wyczekiwanie ukradkiem, na tle blasku nisko już świecącego słońca za ich plecami. Jego promienie podkreśliły zarys zjawiska, jakim są dwa koła. Światło padało najpierw na kaski, ramiona i pagony skórzanych, motocyklowych kurtek, potem na dużą szybę, potrzaskaną plamami owadów, podświetlając ją od środka jej wypukłości. Jeszcze rękawice na dłoniach - męskie na szerokiej kierownicy i damskie na biodrach kobiety. Wielki, świecący reflektor pośrodku tego wszystkiego.

 

A przecież to jedynie zarys, początek bez jednego wspomnienia o istocie pędu, zawartej w każdej części tego zjawiska. O balansie na cienkiej linii. Sensie włóczenia się bez wyraźnego celu, gdy świat jest tak bardzo uzasadniony. Życiu obok śmierci.

 

Motocykle mogą znudzić się tak samo, jak pisanie i czytanie o nich.

 

Jak niejaki Cejrowski, nasza klasa i zakupy w galerii.

 

Przemijają i znikają wraz z tymi, którzy jeździli tu z nami.

 

Dlatego jedźmy, póki można.

 

Poniżej jest link do filmu z jesienią i VFR, która nie robiła oraz psychodelicznym fragmentem góry z kraterem po wyrobisku, a może nawet i wulkanie:

 

https://www.youtube.com/watch?v=AbnK8VA83qE

Komentarze : 4
2018-11-02 09:38:01 okularbebe

To w tle to "Planet Caravan" od Black Sabbath. Pantera zrobiła niezły cover z tego kawałka.

Riderblog zmienia się, tak jak zmieniamy się my i nasza jazda. Pisanie o sobie niczego nam nie daje, oprócz próby wyrażania siebie i narażania się na pewien szwank. Zabiera czas.

Wielu przed nami tutaj już dawno przestało pisać.

Może dlatego, że niewielu to obchodzi.

Nikt tego nie przeczyta, jak mówi fz6. Widać też, że nikt inny tego nie napisze, jeśli nie my.

2018-11-01 17:51:35 jazda na kuli

Riderblog umiera to racja DominikNC. Blogerzy odchodza, a nowi nie zaczynają pisać. Na przestrzeni paru ostatnich lat zanikło zainteresowanie tą formą wyrazu...tylko czemu aż tak?

2018-11-01 13:46:57 DominikNC

Riderblog umiera, wreszcie jakiś nowy tekst. Nie jestem z tego dumny, ale kiedyś każde spotkanie na drodze, to był pretekst do ścigania. Teraz spowaznialem, kontempluję jazdę, ale nic nie wskazuje na to, żebym miał sie znudzić. Pozdrawiam!

2018-11-01 12:56:54 jazda na kuli

vfr rzeczywiście jakoś słabo, aż przykro się to ogląda. ten kawałek w tle to cover pantery z far beyond driven? chociaż nie wiem, moze to anselmo zrobił covera? :)
"Motocykle mogą znudzić się tak samo, jak pisanie i czytanie o nich" - to prawda, często wypierana i przemilczana, bo przecież moto to wolność, cudowna pasja i takie tam. Trzeba być tego świadomym i zareagować w porę. Ja juz wiem, że przyszły sezon pójdzie u mnie mocno w jakość a nie ilość.

  • Dodaj komentarz