Najnowsze komentarze
Kierownica była ustawiona na wpros...
jazda na kuli niezalogowałem się do: Smarując linkę
Żeby ten Harley się dżwignął do pi...
jazda na kuli, wiem, o czym piszes...
"patrząc przez te wszystkie przeje...
Bajaos, dzięki. To cenna uwaga dla...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

20.02.2018 22:38

Znów zadrżą podłogi

Po kształcie reflektorów rozpoznałem w ciemności markę i model ciężarówki, która w końcu mnie dogoniła i podjeżdżając zbyt blisko do tylnego zderzaka, wyczekiwała gotowa na manewr wyprzedzenia. Była stara, ale szybka. Niepokoiła.

 

Jechałem już długo, do tego przeładowany, ale ustąpiłem jej trochę miejsca, przesuwając swoją pozycję na szosie w prawo, bliżej krawędzi jezdni. Aby odsłonić jej kierowcy widok na dalszy przebieg szosy. Jednak nieprzerwany ciąg samochodów, jadących z naprzeciwka był sznurem świateł bez końca. Zapowiadało się na to, że przez najbliższy kilometr albo dwa, jadący jak cień mercedes actros pierwszej generacji z naczepą, może zapomnieć o wyprzedzaniu. Dlatego powinien trochę odpuścić, zwiększyć odstęp, ale nie. Nie miał takiego zamiaru, a wręcz przeciwnie. Ten kierowca uparcie wyciskał presję.

 

Czasami, aby nie wjechać mi w plecy, cofał stopę zwalniając nacisk na pedał gazu i zamykał w ten sposób dopływ mieszanki paliwowo – powietrznej, dodatkowo sprężonej pod wysokim ciśnieniem od strony atakującego turbodoładowania. Zawór upustu mocy wypuszczał wtedy ze świstem całą parę w gwizdek, a zamknięty ciąg wytwarzał donośny, basowy pogłos od powstałego w komorach spalania podciśnienia, w przebierającej tłoczyskami widlastej „szóstce”. Pogłos ten, uwalniany przez nieszczelny, stary tłumik ciągnika brzmiał złowrogo. A właściwie bardziej wibrował niż pozwalał mi się usłyszeć pośród dźwięków kabiny i mp3. Wyraźnie czułem to pod stopami, jak mechaniczna moc jego silnika uwalnia się i pcha żelastwo przed siebie lub dławi, ledwo poskramiana, wyhamowując wszystko oporami toczenia, na krótko. Czułem to wraz z intensywnością wibracji na podłodze mojej kabiny. Dokładnie znałem te dźwięki i lubiłem je od zawsze. Zwykle występują na zmianę z „dokładaniem do pieca”, gdyby na powrót nacisnąć na pedał gazu i otwierać przepustnicę. Uzupełniają się i znoszą wzajemnie. Zawsze.

 

Nie odzywam się przez radio, jedynie podsłuchuję innych kierowców, o ile mają coś do powiedzenia na temat sytuacji na drodze, lub pytają bez odpowiedzi. Tym razem jednak wymacałem w ciemności kabiny mikrofon i nadałem kilka dźwięków w przestrzeń mroźnej nocy do gościa za mną.

 

  • A tak, tłumik mam trochę przegnity. Nie ma kiedy stanąć i go pospawać – odpowiedział.

  • Tak ma być, słychać go – dopowiem.

Wyprzedzał z niewiarygodnym rabanem. Zawodzeniu rozkręconego do limitu wolnoobrotowego silnika i posykiwaniu pneumatyki podczas przejścia na wyższy stopnień przełożenia odpowiedział hałas rezonującego, naprężonego żelastwa gdzieś w sylwetce konstrukcji jego naczepy. Możliwe, że pod wpływem jego przejazdu po nierównościach tamtego asfaltu rozdzwoniły się garnki i talerze w mijanych wzdłuż drogi domach. Tak powinno być.

 

**************************************

 

Motocykl czekał na włączenie się do ruchu naprzeciw mnie. Miałem przed nim pierwszeństwo, ale nie ruszałem. Opuściłem jedynie szybę i zamieniłem się w słuch. Było zimno, a ja dawno nie jeździłem. Chciałem posłuchać i popatrzeć. Zostać świadkiem jego startu, aby spróbować poczuć to znowu. Czarny wizjer w białym, sportowym kasku, nastawionym konstrukcyjnie na prędkość, czyli sport, czyli bezpieczeństwo przede wszystkim. Wąskie, symetryczne i skośne reflektory, biel i czerwień, czyli honda CBR. Mała, czy duża, jeszcze nie było wiadomo. Jeśli to ta duża, to znów mnie prześladuje. Spotykam się z tym modelem od czasu do czasu, choć wcale nie szukam okazji. Wcześniej zawsze podpatrywałem wszystkie gsxr od 750 wzwyż. Ale to ta honda szczególnie często za mną łazi. Mimo, że nie widziałem jej z bliska od grudnia, w obliczu takiej statystyki powoli wchodzi w głowę ten właśnie model i nie mogę już o nim zapomnieć. Tak jak przed kilkoma dniami. I to jest fajne, bo przecież przez całą zimę tylko na to czekałem.

 

Widział, że opuściłem szybę i patrzyłem, więc ruszył i wyprowadził moto ze skrzyżowania jako pierwszy, zacieśniając zakręt daleko ode mnie na wypadek, gdybym zmienił zdanie i ostatecznie zajechał mu drogę. Honda zagrała delikatnie, rozgrzewająco swym wysoko poprowadzonym, akcesoryjnym tłumikiem, który podobno grzeje zadupek i błysnęła tylną oponą o słusznej obłości. I już jej nie było. I tylko tyle. Wygladała świeżo i lekko. Odprowadziłem japoński, znikający punkt wzrokiem, podekscytowany. Mając przy sobie ze dwieście sześćdziesiąt koni na czterech łapach, wyciskające setkę w osiem sekund, mógłbym spróbować zaczepić się na chwilę za tamtym motocyklem, jednak znów prowadziłem samochód dostawczy i nic nie mogłem zrobić. Motocykl nie pasował w ogóle do lutego. Ale już poprawił nastrój. Przypomniał o Broniu. O jego nowej, też obłej tylnej gumie, wąskiej, zadartej w górę deseczce zadupka, jeśli popatrzeć na niego z boku. O dwururce i szerokiej kierownicy. O tym charakterystycznym jebnięciu z rollgazu i emocjach, których nie zastąpi prawie żaden szybki wóz z napędem na wszystkie łapy.

 

************************************

 

Po dwudziestu kilometrach honda zawróci i wyminiemy się. Przejdzie obok na szerokim otwarciu z potwornym, rozdzierającym warkotem. Zadrży podłoga pod stopami, po czym po chwili zastygnięcia za kierownicą nastąpi kiwnięcie głową z aprobatą do samego siebie.

 

  • To była ta duża. Sześćsetka raczej nie ma tego udaru w swej nucie – pomyślę, albo nawet powiem to na głos sam do siebie.

 

Wiosna wkrótce, więc poniżej link do namiastki tego jak wyżej wymieniony sprzęt chodzi u jednego z masajów:

https://www.youtube.com/watch?v=7xSzljXHlic&t=22s

 


Komentarze : 3
2018-02-21 17:12:06 okularbebe

Dwa razy pożyczyłem bladego józka na chwilę lub dwie. co ciekawe ten kolega, który potrafi trzymać kółko motocykla w górze stąd do granic powiatu, nie umiał postawić na koło mojego ówczesnego TDM 850, którego sam chciał na krótką zamianę...

Kipiel nadmiaru mocy i dokładne, łatwiutkie prowadzenie - tak to zapamiętałem. Oraz to, że bieg numer jeden, po sekundach numer dwa i dwieście na blacie. Tak o, bez ostrzeżenia.

Mercedesy użytkowe są dla mnie szczególnie bliskie. Też poznałem je z wielu stron. Najlepsze są te starsze.

2018-02-21 14:30:33 Calmly

Mercedes był i moją pierwszą ciężarówką. Był to model Axor, trzy osiowy z roku 2004 w manualnej skrzyni z przebitką w bok na wyższe przełożenia. Nawet to chodziło. Dzisiaj wszystko juz zautomatyzowane, utrzymujące żelazo w lini i odpowiedniej odległości od poprzedzających aut. Przyznać muszę ze wyłączam te "wspomagacze" ze wzgledu na brak precyzji ich działania i zakłócania spokoju prowadzenia.

Co do CBR .... mocno, szybko, intuicyjnie, bezpiecznie. Jednym słowem miękko.
Nawet jezeli słychać napinacz :).

2018-02-21 10:33:46 jazda na kuli

Fajny taki Actros. Ja miałem Atego pod sobą w 2001 krótką chwilę - a był to szał, truck of the year 1999 :)
Co do latania w lutym - mi się w poniedziałek udało machnąć 130 kilo :)

  • Dodaj komentarz